Walczyk nad Wisłą, czyli festiwal podwyżek i obiecanek

Najgroźniejszym skutkiem rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz i koalicji PO –
SLD w Warszawie może stać się prywatyzacja Stołecznego Przedsiębiorstwa
Energetyki Cieplnej. Ratusz umieścił w planie budżetu dochody z prywatyzacji na
poziomie 750 mln złotych. Jest to o tyle dziwne, że wstępna analiza wartości
przedsiębiorstwa oscylowała w granicach 1,5 mld złotych.

W zasadzie niemożliwa jest próba podsumowania prawie pięcioletnich rządów w
Warszawie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz na jednej stronie gazety. Jest to
zadanie tak karkołomne, że porównać je można jedynie z próbą streszczenia
historii II wojny światowej lub 45 lat PRL w tekście o podobnej długości. A
jednak warto czynić próby, temat wszak jest niewątpliwie wart uwagi, tym
bardziej że dotykał i wciąż dotyka (i to niestety dosłownie) ponad 2 milionów
mieszkańców metropolii.
Programy wyborcze pani prezydent – z 2006 r. oraz ten z roku 2010 – były w 90
proc. takie same. Nie, nie przejęzyczyłem się – zresztą jest to w sposób
naturalny wynikiem niezrealizowanych obietnic wyborczych z pierwszej kadencji
Gronkiewicz-Waltz w Warszawie. To przecież zapewne nasza wina, że nie
zrozumieliśmy geniuszu, jaki przyświecał autorom tego programu, którzy stworzyli
go w sposób tak uniwersalny, aby pasował na każdą okoliczność, zarówno na lata
2006-2010, 2010-2014, jak i, nie daj Boże, na kolejne. Właściwością tak pisanych
programów jest nie tylko ich ogólnikowość, ale również koncertowa pobożność
życzeń, niewiele mająca wspólnego z rzeczywistością. Papier jest cierpliwy, a
wyborcy nie zawsze zdają sobie sprawę, że padają ofiarą PR-owskich zabiegów.
Nieuczciwe to do bólu, ale jakże skuteczne… Zresztą część wyborców i tak nie
zgłębia programów, a takich jest, podejrzewam, większość, kierując się wyłącznie
sympatiami politycznymi. Cóż, przykrą konstatacją jest to, że warszawiacy po raz
kolejny dali się nabrać.
Jest jednak pewna grupa osób, oczywiście poza samymi członkami PO i tzw.
żelaznym elektoratem tejże partii, która kadencję 2006-2010 Hanny
Gronkiewicz-Waltz ocenia bardzo entuzjastycznie. Jest to środowisko skupione
wokół "jedynie słusznej" gazety, której nazwy nie śmiem nawet wymienić. Jeden z
jej redaktorów tak oto podsumował prezydenturę Waltz w Warszawie: "To był
niezwykle owocny okres"- i tu, ku Państwa zdumieniu, się zgodzę – zapytam tylko
dla kogo? Bo nie dla mieszkańców.

Metrem na Pragę w wyobraźni
Dla wspomnianej gazety i dla konsorcjum medialnego na pewno. Tylko na samej
współpracy z urzędem miasta w postaci drukowania płatnych ogłoszeń, obwieszczeń,
nekrologów i realizacji akcji promocyjno-PR-owskich wzbogaciła się o przeszło 10
mln zł, niejednokrotnie korzystając z uproszczonej, a co za tym idzie – nie do
końca transparentnej formuły zamówień z tzw. wolnej ręki. Dane te nie
uwzględniają kilkudziesięciu miejskich spółek i podległych miastu instytucji,
które z równą pasją, na wyścigi, zamieszczały setki, jeśli nie tysiące reklam i
ogłoszeń. Cóż, na usta w naturalny sposób ciśnie się: władza zawsze z gazetą,
gazeta zawsze z władzą. Niestety, do bólu przypomina mi to sytuację związaną z
finansowaniem budowy stadionu Legii przy ul. Łazienkowskiej, której właścicielem
jest inny medialny potentat – ITI, co kosztowało miasto, czyli nas wszystkich,
skromne 600 mln złotych. Inwestycja ta, biorąc pod uwagę budowę w odległości 2
km Stadionu Narodowego, nie miała najmniejszego racjonalnego uzasadnienia. I
znowu przykra konstatacja: długi wyborcze trzeba spłacać.
A nam pozostaje jedynie zamknąć oczy i z pomocą dużej dozy wirtualnej wyobraźni
przejechać się drugą linią metra na Pragę (miała zostać zrealizowana do 2010
roku). Wirtualnie, niestety, możemy dojechać na warszawskie Okęcie nowoczesną
kolejką czy też w przykrej sytuacji złamania nogi lub ręki na gładkich jak tafla
lodowiska ulicach i chodnikach trafić do najnowocześniejszego w Warszawie
Szpitala Południowego, gdzie w dobrze wyposażonych gabinetach i salach
zabiegowych będziemy mogli dojść do siebie po tak wyczerpującym i w sumie dość
niebezpiecznym wirtualnym spacerze po niespełnionych obietnicach pani
Gronkiewicz-Waltz oraz koalicji PO – SLD w radzie Warszawy.
Jeszcze tylko wspomnę o Centrum Sztuki Współczesnej, pod budowę którego
spacyfikowano i wyrzucono przy pomocy Agencji Ochrony Osób i Mienia Zubrzycki
kupców z warszawskich KDT, której pracownicy, działając w sposób bezprawny i
brutalny (łącznie z użyciem gazu w zamkniętych pomieszczeniach hali), zdaniem
MSWiA, "dopuścili się bezpośredniego narażenia życia obywateli". Na podstawie
tego w marcu 2010 r. została im cofnięta koncesja na wykonywanie usług. Ale z
drugiej strony, co tam koncesja, to tylko kawałek zbędnego świstka papieru,
przecież można działać zgodnie z ulubioną zasadą pani prezydent: "prawą ręką
przez lewe ucho", od czego zresztą są tabuny prawników… Jednocześnie dziwnym
zbiegiem okoliczności Agencja Zubrzycki wygrała konkurs na ochronę stołecznych
autobusów, podpisując 3 grudnia 2010 r. umowę na przeszło 2,3 mln złotych! I,
niestety, ta sprawa nie jest już wirtualna, podobnie zresztą jak w ramach haseł
wyborczych "taniego państwa" zatrudnienie ponad 1,5 tys. nowych urzędników.
Oczywiście, za chwilę pojawią się mocno protestujący oponenci, którzy, już
tradycyjnie, zarzucą mi brak obiektywizmu i upolitycznienie, a jako sukces
obecnej ekipy w Warszawie przywołają remont Krakowskiego Przedmieścia czy choćby
budowę Centrum Naukowego Kopernik (CNK). Oczywiście obie inwestycje są sukcesem,
trzeba jednak pamiętać, że kamień milowy pod ich realizację położył śp.
prezydent Lech Kaczyński, który jako prezydent Warszawy przygotował kompletną
dokumentację oraz zabezpieczył ich finansowanie.
Znamienne, że podczas uroczystości otwarcia CNK, 6 listopada (wybór tej daty
oczywiście nie miał nic wspólnego z datą wyborów samorządowych przypadających 21
listopada), Hanna Gronkiewicz-Waltz słowem nie zająknęła się o pomysłodawcy i
współtwórcy tego obiektu.

Z podwyżkowym przytupem
Za kontrowersyjne wydatki, o których wspominałem powyżej, ktoś musi zapłacić.
Mam nadzieję, że nikt nie uwierzy, że pokryje je Hanna Gronkiewicz-Waltz z
swojego niebagatelnego 5-milionowego majątku. Zapłacić musimy my – i nie łudźmy
się, że możemy liczyć na Radę Warszawy, zdominowaną w obecnej kadencji przez
Platformę. Po podwyżkach czynszów w lokalach komunalnych, w których z natury
rzeczy mieszkają najbiedniejsi przedstawiciele naszego społeczeństwa, podwyżkach
cen wody, opłat za parkowanie, cen biletów w latach 2006- -2008, władze miasta
nową kadencję samorządu tradycyjnie już postanowiły zacząć z podwyżkowym
przytupem.
Pierwszym łupem ekipy pani prezydent padła ponownie komunikacja miejska. Cena
jednorazowego biletu miejskiego podniesiona została z 2,80 zł do 3,60, a
docelowo w roku 2014 ma wynieść nawet ponad 5 zł (o biletach miesięcznych już
nawet nie wspominając). Dostało się także maluchom w żłobkach – miesiąc pobytu
dziecka w takiej placówce wzrósł o 100 proc. – do 400 złotych. Niestety, to nie
koniec.
Aby kierowcy samochodów nie pomyśleli, że władze Warszawy o nich kompletnie
zapomniały, ratusz uderzy po kieszeni tych, którzy mieszkają w obszarze płatnej
strefy parkowania i wykupują abonament. Opłata abonamentowa będzie wynosiła 25
zł miesięcznie, a nie jak do tej pory 30 zł rocznie. Co tam 900-procentowa
podwyżka – naiwny wyborco, głosuj na PO, płać na PO i płacz za PO – wszak sam
sobie zgotowałeś taki los.

SPEC za bezcen
Dużo groźniejsze wydają się jednak plany związane z prywatyzacją (czyli po
prostu sprzedażą) Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. SPEC
zarządza największym systemem ciepłowniczym w Unii Europejskiej. To jeden z
największych dostawców ciepła na świecie. Szczyci się świetnymi wynikami
finansowymi: w 2009 r. blisko 1,3 mld zł przychodów netto, zysk netto na
poziomie 36 mln zł, roczne wydatki na inwestycje – od 140 do 150 mln złotych.
Sprzedawanie kury znoszącej złote jajka teoretycznie powinno być wbrew
biznesowemu abecadłu i logice, niestety, ratusz już podjął decyzję, umieszczając
w planie budżetu dochody z prywatyzacji na poziomie 750 mln złotych. Jest to o
tyle dziwne, że wstępna analiza wartości przedsiębiorstwa oscylowała w granicach
1,5 mld złotych. Jedyną nadzieją na powstrzymanie tej sprzedaży pozostaje
wniosek warszawskiego PiS o przeprowadzenie referendum wśród mieszkańców
Warszawy, w którym mogliby wypowiedzieć się w kwestii, która ich bezpośrednio
dotyczy.
Mieszkańcy Warszawy, a w szczególności wyborcy pani Hani, na pewno odetchną z
ulgą, kiedy dowiedzą się, na co idą pieniądze z tego permanentnego festiwalu
podwyżek, a de facto wymuszeń rozbójniczych, jakich padamy ofiarą w ostatnich
latach. Nic przecież tak nie cieszy jak możliwość pośredniego oczywiście
wsparcia Parady Równości czy może dofinansowanie LGTB Film Festiwal (dla
niewtajemniczonych: jest to festiwal filmów o tematyce homoseksualnej) czy
fundacji Lambda.
A może, drogi wyborco pani Hani, wolisz dołożyć swoją skromną podatkową cegiełkę
do umów o pracę i angaży zastępców pani prezydent: Jarosława Kochaniaka,
Andrzeja Jakubiaka czy – jak wynika z ich oświadczeń majątkowych za 2010 rok –
wręcz niedocenianego Jacka Wojciechowicza, z poborami odpowiednio 370 tys. zł,
350 tys. zł i skromnymi 276 tys. zł, a zatem niewiele mniejszymi niż prezydent i
premier naszego kraju łącznie.
Za konkluzję niechaj posłuży cytat z wywiadu radiowego Hanny Gronkiewicz-Waltz w
październiku 2010 roku: "Są też nieprzyjemne strony reelekcji. Jest się jedynym
kandydatem rozliczanym z tego, co zrobił, każdy inny może obiecać złote
góry…".
Pani prezydent, 100 punktów za szczerość. Podejrzewam, że sama pani nie do końca
świadomie przyznała, jak udało się nabić w butelkę stołecznych wyborców. Oby po
raz drugi i ostatni, czego sobie i warszawiakom życzę z całego serca.

 

Jakub M. Opara
 


Autor jest historykiem, był wicedyrektorem gabinetu śp. prezydenta Lecha
Kaczyńskiego, a także radnym Warszawy w kadencji 2006-2010.

drukuj