To tylko spekulacje

"Informacje" m.in. "Gazety Wyborczej" na temat raportu końcowego Komisji
Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego dotyczącego okoliczności
katastrofy samolotu Tu-154M w Smoleńsku nie pochodzą od członków Komisji –
zapewnia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Także sama treść
medialnych relacji pozwala sądzić, że przedstawiane informacje mają charakter
spekulacji.

Informacje "GW" na temat zawartości raportu tzw. komisji Millera nie pochodzą od
członków samej Komisji. – Na pewno nie są to informacje od członków Komisji,
którzy do czasu upublicznienia raportu nie wypowiadają się na jego temat –
zapewniła wczoraj "Nasz Dziennik" Małgorzata Woźniak, rzecznik MSWiA. Jak
dodała, ona sama nie dysponuje informacjami na temat zarówno treści, jak i
kształtu raportu.
Tymczasem według doniesień "Gazety Wyborczej" powołującej się na anonimowego
członka Komisji, w raporcie składającym się z czterech części eksperci wskazali
kilkanaście przyczyn katastrofy, z których większa część leżała po stronie
Polaków. W ocenie informatora, po raporcie "w wojsku powinny polecieć głowy".
Dokument nie wskazuje winnych, ale ma tak opisywać popełnione błędy, że nie
pozostawia wątpliwości co do osób za nie odpowiedzialnych. "GW" sugeruje, że do
katastrofy mogło przyczynić się małe doświadczenie załogi, błędy w wyszkoleniu,
nieprzestrzeganie procedur i naciski na pilotów. Z kolei błędem Rosjan miał być
m.in. brak decyzji o zamknięciu lotniska na skutek działań pod presją. Media
wskazują też na skandaliczne wyposażenie lotniska, błędy kontrolerów, problemy z
ustaleniem prognozy pogody dla lotniska i braki w przygotowaniach wizyty z 10
kwietnia 2010 roku.
Analiza dotychczasowych doniesień medialnych na temat treści raportu Millera
pozwala sądzić, że wiedza na jego temat bazuje na znanych już informacjach. Sama
wskazywana czteroczęściowa forma dokumentu nie powinna być żadnym zaskoczeniem,
bo według podobnych standardów swój raport opracował chociażby Międzypaństwowy
Komitet Lotniczy (MAK). W świetle aktualnej wiedzy oczywiste wydają się także
zaniedbania w przygotowaniu wizyty z 10 kwietnia 2010 roku. Można na tej
podstawie wnioskować o odpowiedzialności czy to ze strony kancelarii premiera,
czy też Biura Ochrony Rządu czy Ministerstwa Obrony Narodowej. Tajemnicą nie
jest też krytyczne stanowisko MAK oraz byłego polskiego akredytowanego przy MAK
płk. Edmunda Klicha w zakresie wyszkolenia i działań polskiej załogi. Klich
sugerował m.in., że odpowiedzialność za katastrofę rozkłada się w stosunku 8:2 –
7:3 na niekorzyść strony polskiej. Nie ulega też wątpliwości, że raport komisji
Millera wskaże ujawnione już w styczniu br. błędy rosyjskich kontrolerów lotu, w
tym ich brak zdecydowania czy zależność decyzyjną. Z kolei zły stan lotniska i
jego infrastruktury Komisja podkreślała już w swoich uwagach do raportu MAK.
Oficjalnie wciąż nie wiemy za to, co działo się na pokładzie samolotu w
kluczowym momencie, po podjęciu przez załogę decyzji o odejściu – czy samolot
właściwie reagował na polecenia załogi oraz czy i jaki wpływ na sekwencję
zdarzeń miało korzystanie z autopilota. Te kwestie Komisja wyjaśniała w ramach
eksperymentu. Eksperci mieli też odpowiedzieć, z jakiego powodu na wysokości 15
m względem poziomu lotniska doszło do zamrożenia pamięci systemu FMS (systemu
zarządzania lotem).
Do medialnych doniesień nie chciał odnosić się dr inż. Maciej Lasek, zastępca
przewodniczącego Podkomisji Lotniczej KBWLLP, ale w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" wykluczył, by informacje o raporcie do mediów mógł przekazać któryś
z członków Komisji. – Mogę tylko powiedzieć, że żaden z członków Komisji nie
może udzielać żadnych informacji na temat raportu. Po jakąkolwiek informację o
naszych pracach należy zwracać się do pani Małgorzaty Woźniak – zaznaczył. Lasek
pytany o ocenę informacji o czterech częściach raportu potwierdził, że taka
forma nie jest niczym niespotykanym, gdyż – jak zaznaczył – "standardowo każdy
raport składa się z czterech części". Lasek nie chciał ujawnić, czy raport
Komisji jest jednolitym tekstem czy też zawiera zdania odrębne oraz czy z uwagi
na zamieszczone w nim informacje istnieje możliwość, by został on opublikowany w
całości, bez utajniania jego fragmentów. – Proszę uzbroić się w cierpliwość i
poczekać na opublikowanie raportu – dodał nasz rozmówca.

 

Marcin Austyn

drukuj