Sędziowie a niezawisłość od rozumu
Jeżeli sąd przedwcześnie i mało przemyślanie uznaje, że oskarżony jest
osobą, co do której zachodzi uzasadniona wątpliwość jej poczytalności i wydaje
postanowienie o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłych lekarzy psychiatrów, to
taka decyzja może być niesłuszna i Skarb Państwa winien ponieść skutki, w tym
również materialne, swoich nieprzemyślanych i ryzykownych decyzji procesowych.
Kiedyś mój przyjaciel zapytał mnie: "Czy sąd może wszystko?". Odpowiedziałem:
"Tak. Sąd może wszystko". Czy tak jest w rzeczywistości?
Zgodnie z konstytucyjną zasadą wyrażoną w artykule 178 polskie sądy są
niezawisłe. W praktyce oznacza to niezależność sędziów od władzy, opinii
publicznej, mediów itd. Sędziowie winni podlegać wyłącznie Konstytucji i
ustawom. Słusznie ktoś jednak zauważył, że sędzia nie może być niezawisły od
rozumu!
Ostatnio opinię publiczną poruszyła decyzja warszawskiego sądu, który w procesie
wytoczonym przez byłego ministra Janusza Kaczmarka Jarosławowi Kaczyńskiemu
powołał biegłych psychiatrów dla zbadania stanu zdrowia psychicznego prezesa
Prawa i Sprawiedliwości. Czy sąd mógł i powinien tak postąpić?
Możliwość powołania biegłych psychiatrów dla zbadania stanu zdrowia psychicznego
oskarżonego ma formalne oparcie w przepisie artykułu 202 kodeksu postępowania
karnego, który w paragrafie 1 stanowi, że "…w celu wydania opinii o stanie
zdrowia psychicznego oskarżonego sąd, a w postępowaniu przygotowawczym
prokurator, powołuje co najmniej dwóch biegłych lekarzy psychiatrów…" i w
paragrafie 4 tego przepisu stanowi, że "…opinia psychiatrów powinna zawierać
stwierdzenia dotyczące zarówno poczytalności oskarżonego w chwili popełnienia
czynu, jak i jego aktualnego stanu zdrowia psychicznego oraz zdolności do
udziału w postępowaniu, a w razie potrzeby co do okoliczności wymienionych w
artykule 93 kodeksu karnego". Przepis ten mówi o możliwości umieszczenia
oskarżonego w zakładzie psychiatrycznym.
Niestety, przepisy postępowania karnego nie przewidują możliwości zaskarżenia
postanowienia sądu o powołaniu biegłych lekarzy psychiatrów.
Czy decyzja sądu o powołaniu biegłych lekarzy psychiatrów może być zupełnie
dowolna?
Oczywiście, że nie może!
Zgodnie z preambułą do ustawy z dnia 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia
psychicznego (DzU 111, poz. 535 ze zm.) jest ono fundamentalnym dobrem osobistym
człowieka podlegającym ścisłej ochronie. Jest to sfera życia niezwykle intymna,
ingerencje w nią zawsze winny cechować szczególna wrażliwość i przemyślane
działanie, także wówczas, gdy dotyczą one zachowań organów procesowych wobec
oskarżonych związanych z opiniowaniem sądowo-psychiatrycznym w sprawie.
Warto w tym miejscu wskazać na utrwaloną linię orzeczniczą i przytoczyć choćby
wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 7 grudnia 2006 roku, w uzasadnieniu
którego sąd stwierdził, że "…jeżeli sąd przedwcześnie i mało przemyślanie
uznaje, że oskarżony jest osobą, co do której zachodzi uzasadniona wątpliwość
jej poczytalności, opierając się na jego niczym nieudokumentowanych
wypowiedziach, a tym samym niesprawdzonych okolicznościach (…) co skutkuje
wydaniem postanowienia o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłych lekarzy
psychiatrów…", to taka decyzja może być niesłuszna i "…Skarb Państwa winien
ponieść skutki, w tym również materialne, swych nieprzemyślanych i ryzykownych
decyzji procesowych…".
Widzimy zatem, że powoływanie biegłych lekarzy psychiatrów dla zbadania zdrowia
psychicznego oskarżonego nie powinno być ani dowolne, ani pochopne, ani
przedwczesne. Musi być przez sąd bardzo wnikliwie przemyślana i mieć rzeczywiste
podstawy. Inaczej można bowiem wyrządzić człowiekowi niepowetowaną szkodę.
Pamiętamy bowiem, że w niedalekiej stalinowskiej przeszłości opinie psychiatrów,
których trudno nazywać biegłymi, były narzędziem walki z opozycją polityczną.
Niewygodnych opozycjonistów bezpodstawnie okrzykiwano chorymi psychicznie i
nawet izolowano w zakładach psychiatrycznych.
Nie wierzę, aby te czasy miały wrócić, ale to od naszej wrażliwości i reakcji
zależy, jak będzie.
Często zdarza się bowiem, że ktoś wyraża krzywdzącą opinię o innym człowieku lub
grupie ludzi tylko dlatego, że ci myślą i postępują niezgodnie z "linią władzy"
prezentowaną w niektórych mediach. Pamiętamy, jak próbowano dyskredytować
kobiety demonstrujące swoje przywiązanie do Kościoła i Radia Maryja, nazywając
je "moherowymi beretami". Zauważam również, że cechę "dziwności" przypisuje się
osobie, która nie ma telefonu komórkowego i konta bankowego. Chętnie poddałoby
się ją badaniu psychiatrycznemu właśnie z tego powodu. A może to jest właśnie
przejaw normalności i mądrości, że ktoś nieposiadający tych "dobrodziejstw"
unika ciągłej inwigilacji.
Tak więc apelują do tych, którzy chcą tak chętnie poddać innych badaniu
psychiatrycznemu, aby "włączyli" myślenie.
Mec. Bogdan Borkowski
Autor jest prawnikiem, pełnomocnikiem rodziny Krzysztofa Olewnika.
