Sahryń to nie Ostrówki
Plany prezydenta Bronisława Komorowskiego uczczenia wspólnie z Wiktorem
Janukowyczem, prezydentem Ukrainy, polskich ofiar zbrodni w Ostrówkach na
Wołyniu oraz Ukraińców, którzy zginęli we wsi Sahryń na Lubelszczyźnie, wywołują
konsternację wśród Kresowiaków. Wskazują, że trudno traktować jedną miarą oba
wydarzenia: zbrodnię dokonaną na bezbronnej ludności cywilnej w pierwszym
przypadku, a w drugim uderzenie polskiej partyzantki na bazę wypadową
banderowców pustoszących polskie wsie.
O planowanych uroczystościach poświęconych ofiarom tragicznych wydarzeń w
Ostrówkach koło Lubomla i Sahryniu na Lubelszczyźnie poinformowała pod koniec
maja Daria Czepak, rzecznik prezydenta Janukowycza. Data uroczystości miała być
wówczas jeszcze przedmiotem ustaleń. Kancelaria Prezydenta w ciągu dwóch tygodni
nie znalazła czasu na udzielenie informacji "Naszemu Dziennikowi" na ten temat.
Można tylko przypuszczać, że uroczystości odbędą się latem, jak podał ukazujący
się w Kijowie tygodnik "Ukraiński Tyżdeń", powołując się na Jacka
Michałowskiego, szefa Kancelarii Prezydenta RP.
Kresowiacy mają poważne wątpliwości co do celowości organizowania takich
uroczystości, które prowadzą do zrównywania zbrodni ludobójstwa popełnionego
przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii na ludności polskiej z akcjami
polskiego podziemia wymierzonymi przeciw zbrojnym formacjom ukraińskich
nacjonalistów. – Zamienia się bandytów na ofiary, a ofiary na bandytów.
Niestety, takie mamy czasy – oznajmia Sulimir Żuk, świadek zbrodni dokonanej
przez banderowców i oddziały SS Galizien na ludności polskiej w Hucie
Pieniackiej. Podkreśla, że Sahryń był bazą Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów. – Przecież nie można było siedzieć z założonymi rękami i czekać,
aż wymordują Polaków co do jednego – twierdzi Żuk.
Pułkownik Jan Niewiński, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego (KRP),
potwierdza, że Sahryń był siedzibą tzw. kuszczu – wyższej jednostki w podziale
administracyjnym OUN, składającej się z 4-7 wsi, czyli stanic. Według niego,
nasilenie napadów dokonywanych przez formacje zbrojne ukraińskich nacjonalistów,
napływ oddziałów UPA i uciekinierów zza Buga, a także ustalenie Wywiadu Komendy
Obwodu Hrubieszowskiego AK, iż oddziały UPA – Ukraińskiej Samoobrony Narodowej,
przygotowują na 16 marca 1944 r. generalne uderzenie przeciwko polskiej ludności
cywilnej i oddziałom partyzanckim, było podstawą podjęcia przez dowództwo AK
decyzji zaatakowania kuszczów, w tym sahryńskiego.
Podobnego zdania są historycy. Profesor Czesław Partacz, dziekan Wydziału
Ekonomii i Zarządzania Politechniki Koszalińskiej, zaznacza, że nie można
zestawiać Sahrynia z wydarzeniami w Ostrówkach z 30 sierpnia 1943 roku. – W
Ostrówkach w powiecie lubomelskim nacjonaliści ukraińscy w ramach planowej akcji
wymordowali doszczętnie całą wieś, łącznie z księdzem. Część ludzi spalono. Była
to jedna z większych zbrodni w 1943 roku – mówi prof. Partacz. Podkreśla, że
akcję tę zaplanowano i przeprowadzono z pełną premedytacją. – Natomiast Sahryń
to jest coś zupełnie innego. Jeżeli Armia Krajowa czy Bataliony Chłopskie miały
swoje oddziały zbrojne, to one kwaterowały w lesie, z dala od wsi, siedzib
ludzkich, by nie dawać Niemcom pretekstu do pacyfikacji. Ukraińcy robili
odwrotnie. Większość bojówkarzy UPA mieszkała normalnie we wsi. Paśli krowy,
orali pole, a wieczorem dostawali rozkaz. Wyciągali więc ukryty karabin, nóż czy
siekierę i szli mordować Polaków – oznajmia historyk. Wskazuje, że właśnie
Sahryń był tego typowym przykładem.
Jacek Dytkowski
To był atak na garnizon UPA
Prof. Czesław Partacz, historyk, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania
Politechniki Koszalińskiej:
W Sahryniu stacjonowała sotnia UPA. Znajdowały się tam podziemne bunkry,
zaopatrzenie, a w izbach – piętrowe prycze dla nacjonalistycznych bojówkarzy.
Sahryń stanowił swego rodzaju garnizon. Ponadto znajdował się tam jeszcze silny
posterunek pomocniczej policji ukraińskiej. Kiedy banderowcy wymordowali Polaków
na Wołyniu, zaczęli przechodzić ze swoimi oddziałami na tereny na zachód od
Bugu. Tutaj rozpoczęli również eksterminować mieszkańców polskich wiosek,
twierdząc, że to z winy samych Polaków. Sytuacja wyglądała natomiast tak, że
polskie podziemie likwidowało kolaborantów – zresztą bez względu na to, czy był
to Polak czy Ukrainiec. Owszem, w tym czasie w latach 1943 i 1944 usunięto
kilkuset działaczy ukraińskich, ale głównie już po tym, co banderowcy zrobili na
Wołyniu. Ponieważ z Sahrynia wychodziły oddziały do akcji na polskie wsie,
dowództwo polskie AK i Batalionów Chłopskich podjęło decyzję, żeby tę bazę
zlikwidować. Wieś Sahryń została zaatakowana przez polskie oddziały. Ponieważ
był to garnizon ukraiński, podczas walki zginęło wielu cywilów. Gdyby Ukraińcy
postępowali jak Polacy – stacjonując w lasach, a nie we wsiach – uniknięto by
strat cywilnych.
not. JAC
