Tragedia w Świętochłowicach

Pięć osób nie żyje, a siedem, w tym półtoraroczne dziecko, zostało rannych
– to tragiczny bilans pożaru, do jakiego doszło w nocy z czwartku na piątek w
Świętochłowicach. Choć część trzykondygnacyjnego komunalnego budynku doszczętnie
spłonęła, to wstępne oględziny wskazują, że jest on stabilny. Jednak ostateczną
decyzję o ewentualnym remoncie i powrocie poszkodowanych do kamienicy podejmie
nadzór budowlany. Po tragedii prezydent Świętochłowic ogłosił w mieście żałobę,
która potrwa do niedzieli.

Dla mieszkańców ul. Barlickiego w Świętochłowicach to była najtragiczniejsza noc
w życiu. Płomienie zaskoczyły śpiących ludzi ok. godz. 1.00. Jak powiedział nam
mł. bryg. Mirosław Kwiatkowski, komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w
Świętochłowicach, ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, a w akcji brało
udział 17 zastępów strażackich. – Po kilku minutach od zgłoszenia, kiedy
pierwsze zastępy straży dotarły na miejsce, klatka schodowa, która stanowiła
główną trasę ewakuacji, jak również spora część budynku były już w ogniu.
Strażacy, gasząc pożar, jednocześnie ratowali ludzi. Zdesperowani mieszkańcy
pojawili się w oknach gotowi do skoku. Część udało się zdjąć za pomocą
podnośnika, część ratowała się skokiem z okna na tzw. skokochrony – relacjonuje
komendant Kwiatkowski. Niektórzy ratowali się skokiem na chodnik. Niestety, dla
jednej z kobiet skok, który miał być ratunkiem, okazał się śmiertelny. Kolejne
trzy osoby zmarły w wyniku zatrucia dymem, a jedna po przewiezieniu do szpitala.
Siedem osób z urazami wielonarządowymi i oparzeniami poszkodowanych w pożarze
przebywa w czterech szpitalach: w Chorzowie, Piekarach Śląskich, Rudzie Śląskiej
i w siemianowickiej oparzeniówce. Jak wynika z informacji służb medycznych, są
to głównie urazy kończyn dolnych i górnych, kręgosłupa, doznane podczas skoków z
wysokości, a także oparzenia. Wśród hospitalizowanych jest półtoraroczne
dziecko, które ma oparzenia rąk i uraz głowy. Z kolei na oddziale chirurgii
urazowej szpitala w Piekarach Śląskich przebywa m.in. kobieta, która w wyniku
urazu kręgosłupa doznała niedowładu kończyn dolnych. Na razie nie wiadomo, co
było przyczyną pożaru. Czy było to zaprószenie ognia, zwarcie instalacji
elektrycznej, czy może podpalenie, wyjaśni dochodzenie policji, biegłych
sądowych i prokuratury. W czterokondygnacyjnym budynku w Świętochłowicach
zameldowanych było 20 osób. Jednak wszystko wskazuje na to, że w chwili tragedii
przebywało tam kilkanaście osób więcej. W Świętochłowicach działa sztab
kryzysowy i – jak zapewnił w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Krzysztof
Maciejczyk, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach – wszyscy
poszkodowani w wyniku pożaru zostali objęci pomocą psychologiczną, otrzymali
niezbędną pomoc finansową, ponadto dla tych, którzy stracili dach nad głową,
przewidziano lokale zastępcze. – Wszystkim osobom, które ucierpiały w wyniku
pożaru, zapewniliśmy, zaraz po zdarzeniu, miejsca noclegowe, jak również
wyżywienie. Część osób, która zdecydowała się na taką pomoc, znajduje się w
budynku należącym do ośrodka pomocy społecznej, a część u rodzin – wyjaśnia
Krzysztof Maciejczyk. Wstępna ekspertyza powiatowego inspektora budowlanego
wskazuje, że konstrukcja budynku nie została naruszona, co daje nadzieję na jego
ponowne zamieszkanie. Jeżeli potwierdzą to ekspertyzy, wówczas – jak zapewniają
władze Świętochłowic – Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych przeprowadzi
gruntowny remont m.in. dachu, schodów i stropów. Tymczasem wszyscy najemcy
budynku objętego pożarem otrzymają lokale zastępcze. Zgodnie z zapewnieniami
prezydenta Świętochłowic od najbliższego poniedziałku dla pogorzelców będą
uruchamiane lokale zastępcze. – Każda osoba, która zamieszkiwała nieruchomość
przy ul. Barlickiego 30, otrzyma lokal mieszkalny zastępczy – zapewniał wczoraj
prezydent Dawid Kostempski. Do północy w niedzielę w Świętochłowicach obowiązuje
żałoba. W tym czasie odwołano w mieście wszystkie imprezy kulturalne.

 

Mariusz Kamieniecki

drukuj