Jachowicz, Kania, Poczobut
W zawód dziennikarza wpisane jest ryzyko. Tam gdzie demokracji jest mniej,
ryzyko to staje się większe. Jak na Białorusi, gdzie niewygodnych dziennikarzy
wsadza się do więzień; jak w Rosji, gdzie w ostatnich latach w niewyjaśnionych
okolicznościach zginęło ponad 300 dziennikarzy. Polskie środowisko
dziennikarskie od lat domagało się od prokuratury wznowienia śledztwa w sprawie
zaginięcia w drodze do pracy dziennikarza śledczego "Gazety Poznańskiej"
Jarosława Ziętary. Opisywał on korupcję w firmach turystycznych, pisał też na
tematy polityczne. Wreszcie zdecydowano się podjąć na nowo to śledztwo. Z
niecierpliwością czekamy.
W stan oskarżenia postawiono dziennikarza Leszka Kraskowskiego za ujawnienie
tajemnicy śledztwa, mimo że otrzymał on zgodę sądu na wgląd do akt i wykonanie
kserokopii dokumentów. W uchwale Sądu Najwyższego sprzed dwóch lat, w której
dokonano wykładni prawnej na temat, czym jest ujawnienie tajemnicy państwowej,
powołano się między innymi na opracowanie sędziego Igora Andrejewa z 1976 roku,
tego samego stalinowskiego prawnika, który podpisał wyrok śmierci na gen.
Augusta Emila Fieldorfa. Pogratulować autorytetu!
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich kilkakrotnie występowało m.in. do rzecznika
praw obywatelskich, ministra sprawiedliwości, premiera Donalda Tuska w sprawie
skali podsłuchiwania dziennikarzy przez ABW. Ten skandaliczny fakt jaskrawego
zagrożenia wolności słowa nie doczekał się do tej pory szczegółowego zbadania,
wyjaśnień i wyciągnięcia wobec winnych konsekwencji. Równie trudne staje się
respektowanie przez organa ścigania oraz inne instytucje państwa i samorządu
prawa do zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Iluzoryczna staje się wówczas
kontrola władzy przez obywateli za pośrednictwem mediów. Dziennikarze śledczy
sygnalizują, że coraz trudniej zdobywa się im informacje od zastraszonych,
obawiających się konsekwencji obywateli. Będąc źródłem informacji, nie wierzą
oni w możliwość utrzymania ich personaliów w tajemnicy.
Równocześnie dalszemu ograniczeniu ulega jawność życia publicznego. Uchwalona
ustawa o ochronie informacji niejawnych umożliwia bezterminowe nadawanie klauzul
informacji niejawnych i wyłączenie ich spod prawa do kontroli administracyjnej
czy sądowej. Nowe prawo dzieli informacje niejawne aż na cztery rodzaje: "ściśle
tajne", "tajne", "poufne", "zastrzeżone". Jakby brakowało piątej kategorii:
"tajne przez poufne".
Jak informuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, ta właśnie ustawa
umożliwia nadawanie dokumentom klauzul informacji niejawnej z powodu:
"zakłócenia porządku publicznego", "niekorzystnego wpływania na funkcjonowanie
gospodarki" czy "szkodliwego wpływu na wykonywanie przez organy władzy
publicznej (…) interesów ekonomicznych". Zatem to urzędnik zadecyduje, jaką
nada klauzulę i na jak długo.
Rada Konsultacyjna SDP w liście do parlamentarzystów, partii politycznych i
administracji rządowej zwraca się o pilne skorygowanie obecnych regulacji w
sprawie karalności i ścigania obywateli za rozpowszechnianie opinii na temat
funkcjonowania władz publicznych, szczególnie jego funkcjonariuszy. Akcja ABW
wymierzona w blogera prowadzącego stronę AntyKomor.pl jest przykładem jaskrawego
naruszenia wolności słowa.
Coraz bardziej dotkliwa staje się, i coraz częściej jest stosowana,
odpowiedzialność majątkowa dziennikarzy z tytułu naruszenia przepisów art. 212
kodeksu karnego (zniesławienie). Jeżeli rzecznik praw obywatelskich prof. Irena
Lipowicz nie wniesie na prośbę CMWP SDP kasacji od wyroku (prokurator generalny
odmówił), jaki zapadł wobec dziennikarki Doroty Kani, będzie ona musiała
zapłacić karę kilkunastu tysięcy złotych. Oskarżył ją o zniesławienie były
pułkownik SB, następnie UOP, a potem ABW. Co charakterystyczne, sąd nie
uwzględnił wniosków dowodowych, o jakie występowała Dorota Kania, i nie zgodził
się na wezwanie wskazanych przez nią świadków. Pułkownik Bieszyński może być
zadowolony z sądów III RP. Wcześniej wygrał podobną sprawę o zniesławienie z
dziennikarzem Jerzym Jachowiczem. Ten najbardziej wytrwały i życiowo ciężko
doświadczony dziennikarz śledczy (w 1990 roku mafia napadła na jego mieszkanie i
zginęła jego żona) został skazany na grzywnę w wysokości 16 tysięcy złotych za
komentarz, a więc nie informację, tylko opinię, na temat tego, jak to Bieszyński
podjął wyprawę do Chicago, aby bronić Edwarda Mazura podejrzanego o zlecenie
zabójstwa gen. Marka Papały.
Liczne redakcje oraz SDP zbierają teraz podpisy z poparciem dla Jerzego
Jachowicza, które są potrzebne do złożenia prośby do prezydenta Bronisława
Komorowskiego o skorzystanie z uprawnienia do ułaskawienia skazanego Jerzego
Jachowicza. Szykowana jest też skarga do Europejskiego Trybunału w Strasburgu.
Nie wstrzymuje to jednak wykonania wyroku. Nazwiska Kania i Jachowicz są już w
Centralnym Rejestrze Skazanych.
Kiedy wylewamy łzy nad ofiarami reżimu Alaksandra Łukaszenki, jak to dzieje się
obecnie po aresztowaniu dziennikarza Andrzeja Poczobuta, pamiętajmy, że w naszym
kraju zawód wolnego uczciwego dziennikarza także napotyka na poważne przeszkody.
I co charakterystyczne, wyroki wobec nich zapadają nad wyraz szybko.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia SA.
