Przed obławą

Z Piotrem Łapińskim, historykiem z białostockiego oddziału IPN, znawcą
tematu działalności podziemia niepodległościowego na Białostocczyźnie, rozmawia
Adam Białous

Na terenach dawnego województwa białostockiego podczas wojny i długo po jej
zakończeniu walczyli tak znani "żołnierze wyklęci", jak major Zygmunt
Szendzielarz ps. "Łupaszka" czy gen. Emil Fieldorf ps. "Nil".

– Podziemie niepodległościowe było tu bardzo silne i dobrze zorganizowane. Podam
przykłady. Armia Krajowa w okręgu białostockim tuż przed wkroczeniem na te
tereny Armii Czerwonej, czyli latem 1944 roku, liczyła ponad 30 tys. żołnierzy.
Wczesną wiosną 1945 roku zaczyna się ofensywa sił niepodległościowych na terenie
całego województwa białostockiego. W jej wyniku zostały rozbite wszystkie
posterunki MO, urzędy gminne UB, zlikwidowano agenturę komunistyczną, podziemie
rozprawiało się skutecznie również z pospolitymi przestępcami, którzy byli
wówczas prawdziwą plagą podlaskiej wsi. Działania podziemia były wówczas tak
skuteczne, że na terenie województwa białostockiego doszło do powstania
dwuwładzy. Komuniści zostali praktycznie zepchnięci do miast powiatowych, a w
terenie niepodzielnie rządziło podziemie. Chociaż i w miastach powiatowych siły
komunistyczne nie mogły czuć się bezpiecznie, o czym świadczy przykład rozbicia
w maju 1945 roku przez odziały mjr. Jana Tabortowskiego "Bruzdy" Komendy
Powiatowej MO i PUBP w Grajewie oraz uwolnienie ponad 100 więźniów (żołnierzy AK
i NSZ).

W jaki sposób udało się na tych terenach zorganizować tak silne struktury
wojskowe?

– Było to możliwe dzięki wytrwałej pracy u podstaw wielu wybitnych organizatorów
ukrytej Polski. Wbrew pozorom działalność podziemia niepodległościowego na
Białostocczyźnie nie polegała tylko na walce z bronią w ręku, ale też na
tworzeniu kadr i struktur organizacyjnych, czyli werbunku do organizacji ludzi
sprawdzonych, pewnych i wiarygodnych oraz formowaniu z nich drużyn, plutonów,
które tworzyły następnie kompanie i bataliony konspiracyjne. Dla przykładu,
jedną z takich kompanii dowodził wybitny wojskowy ppor. Franciszek Gosk ps.
"Sęk", zamordowany wyrokiem komunistycznego sądu 27 stycznia 1947 roku. Do jej
zadań należało m.in. gromadzenie broni i jej konserwacja. Żywa również była
działalność wywiadowcza. Oprócz działania specjalnie utworzonej w tym celu
komórki organizacyjnej obowiązywała zasada, że każdy zaprzysiężony żołnierz
musiał mieć oczy i uszy otwarte.

Wraz z wkroczeniem na północno-wschodnie ziemie Polski Armii Czerwonej
podziemie zostało skazane na zagładę…

– Już w czerwcu roku 1945 w województwie białostockim zostają wzmocnione
garnizony sowieckie. Nie dochodzi też do oczekiwanego przez podziemie
niepodległościowe wybuchu konfliktu zbrojnego między aliantami a Sowietami.
Zaczyna się polowanie na patriotów. Oddziały Armii Krajowej są likwidowane
pojedynczo – np. 23 czerwca 1945 roku NKWD w okolicach Bielska Podlaskiego
rozbija liczący kilkadziesiąt osób oddział ppor. "Konusa", ginie 11 żołnierzy
AK. Organizowane są również obławy na wiele oddziałów podziemia jednocześnie.
Coraz bardziej znana jest sprawa obławy augustowskiej przeprowadzonej na
początku lipca 1945 roku, która kosztowała życie nie mniej niż 600 członków i
działaczy podziemia. Natomiast od początku roku 1946 połączone siły bezpieki pod
osłoną sowieckich bagnetów przystępują do bardzo krwawego ataku. Do pomocy w
walce z podziemiem ściągnięto z innych części kraju na tereny województwa
białostockiego również oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz
jednostki liniowe wojska.

Żołnierzy Niepodległej mordowano po kryjomu, do dziś nie wiadomo, gdzie
spoczywają szczątki ofiar obławy augustowskiej. Mordowano ich również na mocy
wyroków sądowych. Jaka była skala zbrodni sądowych?

– W roku 1946 do walki z podziemiem niepodległościowym komuniści wprowadzili
kolejny element aparatu represji – sądownictwo wojskowe. W lutym powołano
wojskowe sądy rejonowe. Taki sąd z siedzibą w Białymstoku od marca 1946 do 1955
roku rozpatrzył ponad 7200 spraw, skazując na karę śmierci 254 osoby. Bardzo
często rozprawy te były pokazowe i miały miejsce na tzw. sesjach wyjazdowych, na
które siłą spędzano mieszkańców miejscowości, w której dany żołnierz podziemia
został złapany. Chodziło o zastraszenie społeczeństwa. Pokazanie, że każda
osoba, która współpracuje z podziemiem, będzie surowo ukarana. Ludzi na takie
rozprawy spędzano przemocą lub też przeprowadzano je w dni targowe. Taką
rozprawę w dniu targowym w Zabłudowie miał m.in. Antoni Rutkowski, żołnierz WiN,
który został kilka dni później powieszony w tym mieście. Równie wiele haniebnych
wyroków mają na swoim koncie wydziały do spraw doraźnych sądów okręgowych. W
Białymstoku i Łomży działały one od stycznia do czerwca 1946 roku. W ciągu tych
zaledwie sześciu miesięcy wydały 158 wyroków śmierci, z czego większość
wykonano. Wyroki wykonywano przeważnie zaledwie po kilku dniach od ich
ogłoszenia. Perfidia komunistów zwalczających podziemie w styczniu roku 1947 na
terenie województwa podlaskiego stała się monstrualna. Z analizy orzeczonych
wyroków śmierci wynika, że chcieli zdążyć wykonać ich jak najwięcej na
żołnierzach podziemia przed wejściem w życie amnestii, którą 22 lutego 1947 roku
uchwali Sejm.

Największą liczbą wydanych wyroków śmierci obciążył swoje sumienie
Włodzimierz Ostapowicz, zwany "sędzią śmierć".

– Włodzimierz Ostapowicz podczas wojny był sędzią sądów polowych działających w
Wojsku Polskim stworzonym w 1943 roku w ZSRS. Po wojnie został mianowany
przewodniczącym Wydziału do Spraw Doraźnych Sądu Okręgowego w Białymstoku (od 8
lutego 1946 roku), a od lipca tego samego roku do marca 1947 roku był szefem
Wojskowego Sądu Rejonowego w tym samym mieście. Później, po przeszło rocznej
pracy na stanowiskach urzędniczych w Ministerstwie Obrony Narodowej, został
szefem Wojskowego Sądu Okręgowego nr 1 w Warszawie, a od 7 października 1950 r.
do lipca 1955 r. pełnił funkcję szefa Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu. W
latach 1946-1952 wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego orzekł ok. 200
wyroków śmierci, z czego wykonano nie mniej niż 174. Po zakończeniu kariery
sędziowskiej Włodzimierz Ostapowicz został adwokatem. Do końca 1956 roku
praktykował w podwrocławskim Strzelinie, a później (do 1 marca 1978 r.) był
członkiem Zespołu Adwokackiego nr 3 we Wrocławiu. Zmarł we Wrocławiu w roku
1978. Jego szczątki są na tamtejszym cmentarzu. Natomiast do dziś nie wiadomo,
gdzie spoczywają ciała ofiar jego zbrodniczej działalności.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj