Chorzy nie chcą eutanazji
Z dr. Ryszardem Fenigsenem, lekarzem, autorem wielu publikacji m.in. na
temat eutanazji i etyki lekarskiej, rozmawia Mariusz Bober
W Polsce ponownie została wywołana dyskusja o eutanazji za sprawą matki,
której syn pozostaje od ponad 26 lat w śpiączce. Złożyła ona w sądzie wniosek o
uśmiercenie go. W swoich publikacjach wielokrotnie wskazywał Pan, że wymierną
pomocą dla chorych i ich rodzin jest rozwój ośrodków opieki paliatywnej.
– Jeśli liczba ośrodków postępowania paliatywnego jest zbyt mała w stosunku do
potrzeb, należy ze wszech miar popierać ich tworzenie. Nie są one zapewne
rozwiązaniem wszystkich problemów chorego i jego otoczenia, ale przynoszą ulgę.
Trzeba się jednak wystrzegać infiltracji sieci opieki paliatywnej przez
zwolenników eutanazji. Takie zjawisko istnieje w Stanach Zjednoczonych. Co
prawda ruch opieki paliatywnej odżegnał się od eutanazji. Jednak można było
przewidzieć, że zasady opieki paliatywnej – otwartość w rozmowach o śmierci,
zaniechanie prób leczenia choroby – mogą być wykorzystane przez zwolenników
eutanazji w ich celach. Istotnie, obserwuje się w niektórych instytucjach w
Stanach Zjednoczonych tendencje wykraczające poza kompetencje opieki
paliatywnej. Na przykład bostońskie hospicjum domowe zawiadamia swoich
podopiecznych, że nie wolno im wzywać pogotowia ratunkowego. Zakaz taki jest
oczywiście bezprawny.
Jak jeszcze można skutecznie pomagać osobom w śpiączce? W Polsce często
rodziny same zajmują się chorymi, choć zwykle wymagają one fachowej opieki. Z
drugiej strony w publicznych placówkach brakuje dla nich miejsc.
– Opieka paliatywna nie powinna być ograniczona do specjalnych instytucji –
hospicjów. Profesor Elisabeth Latimer z McMaster University w Hamilton, w
Ontario zainicjowała i wprowadziła w życie opiekę paliatywną poza hospicjami.
Wyszkolone zespoły opiekują się chorymi w ogólnych oddziałach szpitalnych,
ośrodkach dla przewlekle chorych, a także domach chorych. Jest to znakomita
inicjatywa, która powinna być jak najszerzej stosowana. Wiem, że w Poznaniu
Wielkopolskie Stowarzyszenie Wolontariuszy Opieki Paliatywnej "Hospicjum
Domowe", kierowane przez dr Annę Jakrzewską-Sawińską, stosuje ten system opieki,
a jestem pewien, że robią to również inne ośrodki w Polsce.
Jaki powinien być udział szeroko rozumianej publicznej służby zdrowia w
opiece paliatywnej?
– Na całym świecie służba zdrowia boryka się z trudnościami budżetowymi i
wszędzie są pacjenci, którzy cierpią z tego powodu, ale ograniczenia nie powinny
dotykać osób terminalnie i przewlekle chorych.
Sposób traktowana tej grupy pacjentów w krajach zachodnich wskazuje, że
problemem nie są wyłącznie pieniądze. Holandia czy Belgia są bogatsze od Polski,
a jednak chorzy są tam zabijani.
– Naiwnością jest sądzić, że decyzje, by pewne osoby lub grupy osób pozbawić
życia, są motywowane względami finansowymi. Decydenci powołują się czasem na
brak pieniędzy, ale są to tzw. racjonalizacje. Decyzje, o których mowa, są o
wiele głębiej umotywowane, bardzo emocjonalne. Wchodzi tu w grę wstręt i
nienawiść do osób kalekich sięgający prehistorii – "oczyszczania" plemienia ze
słabych, a także pragnienie władzy. Nic nie daje takiego poczucia władzy, jak
spowodowanie śmierci człowieka.
Szczególnie szokujące są informacje o uśmiercaniu chorych dzieci. Jak duża
jest obecnie skala tego zjawiska na Zachodzie?
– Według ogólnokrajowych badań zleconych przez holenderski rząd w 1995 r.
aktywnie zakończono tam życie 15 noworodków, wstrzykując im dożylnie śmiertelne
dawki leków. U prawie 600 noworodków nie podjęto leczenia podtrzymującego życie.
Gdy mimo wstrzymania leczenia dzieci nie umierały, w ponad 80 przypadkach
zastosowano leki przyspieszające zgon. Pediatrzy, którzy wstrzymali leczenie
podtrzymujące życie noworodków i niemowląt, w 23 proc. przypadków postąpili tak
bez zgody i wiedzy rodziców dziecka.
Zwolennicy eutanazji przekonują, że ten zbrodniczy proceder jest obwarowany
wieloma warunkami mającymi jakoby gwarantować "śmierć z wolnego wyboru", ale
często te przepisy nie są respektowane.
– Profesor Herbert Hendin, psychiatra, prezes American Society for the
Prevention of Suicide, dokładnie badał problem legalizacji eutanazji w Holandii
i napisał o tym doskonałą książkę. Stwierdził w niej m.in., że szczegółowe
holenderskie przepisy regulujące dokonywanie eutanazji zostały wprowadzone nie
po to, aby chronić pacjentów. Przepisy te pomyślane są jako wskazówki dla
lekarzy dokonujących eutanazji, jak mają postępować, aby uniknąć niepotrzebnych
dochodzeń. Zgadzam się w tym całkowicie z prof. Hendinem. Atmosfera wokół
eutanazji jest w Holandii – lub przynajmniej długo była – tak "przyzwalająca",
że lekarze często nie przestrzegają nawet tych mało krępujących przepisów.
Próbując uniknąć słowa "eutanazja", dąży się także do wprowadzenia zapisów
prawnych pod hasłem "testamentu życia". Jak Pan ocenia takie propozycje,
popierane także przez lekarzy?
– "Testamenty życiowe" wprowadzono, aby upewnić podpisujących, że w razie utraty
przytomności czy możliwości decydowania nie będą wbrew ich woli podłączeni do
maszyn podtrzymujących życie. Jeżeli "testament" ogranicza się do tej kwestii,
jest nieszkodliwy. Niestety, "testamenty" te przeważnie przewidują szersze
ograniczenia i wtedy krępują swobodę działania lekarza, ze szkodą dla chorego.
Ponadto wątpliwe jest, czy ciężko chory pacjent potwierdziłby treść
"testamentu", który podpisał, gdy był jeszcze zdrowy. Dobrze udokumentowane
badania wykazały, że postawy zdrowych różnią się od poglądów i decyzji osób
ciężko chorych. Zdrowi są skłonni do brawury i w teorii łatwo rezygnują z życia,
natomiast ciężko chorzy najczęściej pragną przedłużenia życia i leczenia za
wszelką cenę.
W jednym z artykułów zwracał Pan uwagę, że przyzwolenie na dokonywanie
eutanazji przez pracowników służby zdrowia rujnuje zaufanie do nich. Dlaczego
zatem wielu z nich popiera i sankcjonuje taki stan rzeczy?
– Trzeba uwzględnić rozłam, jaki dokonał się w zawodzie lekarskim. Rozszerzenie
naukowej bazy medycyny, zjawisko samo przez się korzystne i nieodzowne, niestety
spowodowało też skutki ujemne: zlekceważenie, zaniedbanie tradycyjnego rzemiosła
lekarskiego. A to właśnie rzemiosło nadawało ludzki charakter stosunkowi lekarza
do chorego człowieka. Lekarze "nowocześni", kierujący się zasadą emocjonalnego
niezaangażowania lub nawet wierzący, że "prawdy naukowe" ważniejsze są niż dobro
chorego, w dużej mierze stracili ten kredyt zaufania, jakim darzono lekarzy
"tradycyjnych". Zgadzając się na eutanazję, "nowocześni" lekarze sądzą, że
odzyskają jeśli nie zaufanie, to przynajmniej bardziej osobisty stosunek
pacjentów.
Czy jako wieloletni pracownik służby zdrowia w różnych krajach zachodnich
dostrzega Pan narastanie dystansu do tej procedury wśród władz, lekarzy,
rządzących?
– Władze i autorytatywne instytucje większości krajów Zachodu odrzucają
eutanazję i wspomaganie samobójstwa. W Ameryce 48 stanów nie akceptuje
uśmiercania pacjentów; w ostatnich kilku latach w 22 stanach ponad sto razy
wnoszono projekty ustaw zezwalających na wspomaganie samobójstwa do legislatur
stanowych i wszystkie te projekty są odrzucone lub ugrzęzły w komisjach bez
szans rozpatrzenia. Projekty takiej ustawy nie zostały też przyjęte przez
parlament Kanady i Izbę Lordów Wielkiej Brytanii. Trzeba jednak zachować
czujność, bo napór ruchu na rzecz eutanazji jest w wielu krajach bardzo silny.
Jak dziś, Pana zdaniem, należy przemawiać do rządzących i zwolenników
eutanazji, by dotarły do nich argumenty o potrzebie uszanowania życia?
– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Mogę tylko zacytować list, jaki kilka
lat temu wysłałem do prezydenta Republiki Południowej Afryki: "Ekscelencjo, z
niepokojem i wielkim zatroskaniem dowiedziałem się, że projekt ustawy, który ma
być wniesiony do Parlamentu Republiki Płd. Afryki, zezwolić ma na aktywną
eutanazję osób cierpiących na terminalne lub nieuleczalne choroby lub na
wspomaganie samobójstwa takich osób. Walka i wyzwolenie Pana Narodu,
Ekscelencjo, były zachętą dla narodów świata i wzbudziły wielkie oczekiwania i
nadzieje. Byłoby tragedią, gdyby te nadzieje zostały przekreślone przez ustawę o
eutanazji. Świętość życia ludzkiego jest kamieniem węgielnym naszej cywilizacji.
Osób poważnie chorych, nawet jeśli w chwili rozpaczy wypowiedzą pragnienie
śmierci, nie należy zabijać. Osoby takie trzeba otoczyć najbardziej troskliwą i
pełną miłości opieką. Ważne jest również dla wszystkich narodów, aby zachować
czystość i prawość zawodu lekarskiego. Lekarze zawdzięczają swe dobre imię temu,
że przez 2400 lat byli niezłomnymi obrońcami ludzkiego życia. Uzdrowiciele nie
mogą być zabójcami. Toteż wszystkie autorytatywne organizacje lekarskie, World
Medical Association, American Medical Association, Canadian Medical Association
odrzuciły eutanazję i wspomaganie samobójstwa. Jedynie Królewskie Holenderskie
Towarzystwo Lekarskie poparło eutanazję z pożałowania godnym rezultatem.
Dokładne badania zlecone przez rząd holenderski w latach 1990 i 1995 ujawniły,
że oprócz uprawiania dobrowolnej eutanazji zastrzyki powodujące zgon stosuje się
u wielu osób, które nigdy nie prosiły o śmierć".
Dziękuję za rozmowę.
Ryszard Fenigsen – doc. dr med.; ur. w 1925 r. w Radomiu. W wieku 15 lat
został wywieziony przez Sowietów na Syberię. W latach 1943-1945 walczył w Wojsku
Polskim. Od 1951 r. pracował jako kardiolog w Łodzi. Był jednym z inicjatorów
upowszechniania reanimacji w Polsce. W 1968 r. wyemigrował do Danii, a 3 lata
później – do Holandii. Pracował tam do 1990 r. jako lekarz i wykładowca. Jest
autorem wielu publikacji z dziedziny kardiologii, filozofii medycyny, a także na
temat eutanazji i etyki lekarskiej. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych.
