Czystość jest nowoczesna

Sąd Okręgowy w Olsztynie unieważnił wyrok sądu rejonowego z października
2009 roku i uchylił nadzór kuratora sądowego nad rodziną państwa Korejwów,
któremu zostali poddani z powodu odmowy posyłania córki na lekcje wychowania
seksualnego. Sąd pierwszej instancji uznał to za zbyt daleko idącą ingerencję
rodziców w wychowanie. Mimo że sąd okręgowy uchylił wyrok, to jednak orzeczenie
sądu pierwszej instancji niebezpiecznie przypomina mechanizmy nadmiernej presji
państwa na procesy wychowawcze w rodzinie, z jakimi zmagają się mieszkańcy
Europy Zachodniej. W tym kontekście coraz większego znaczenia nabiera fakt, że
lekcje wychowania do życia w rodzinie wciąż są w Polsce nieobowiązkowe.

Skutki nadmiernej ingerencji państw europejskich w tę dziedzinę życia możemy
obserwować choćby w Niemczech, gdzie w większości landów edukacja seksualna jest
przedmiotem obowiązkowym. Hedwig von Beverfoerde, rzecznik prasowy organizacji
broniącej praw rodziny "Familienschutz", opisuje sytuację kilku (baptystycznych)
rodzin w Nadrenii Północnej-Westfalii, które odmówiły posłania swoich dzieci na
sztukę teatralną pokazywaną w ramach tego przedmiotu. Rodzice, którzy nie
wpłacili zasądzonej kary pieniężnej, trafili na miesiąc do więzienia. Hedwig von
Beverfoerde określa to mianem skandalu, tym bardziej że przekazywane treści
dalekie są od światopoglądu rodziców chcących wychowywać swoje dzieci zgodnie z
chrześcijańskimi przekonaniami. – Począwszy od przedszkola, na lekcjach edukacji
seksualnej wpaja się dzieciom, że m.in. homoseksualizm stoi na równi z
normalnymi zachowaniami w sferze ludzkiej seksualności. Dzieci w szkole
podstawowej (7-9-letnie!) "ćwiczą" użycie prezerwatyw z wykorzystaniem bananów
lub drewnianych penisów – oburza się rzeczniczka.
Możliwe, że tego rodzaju praktyki, jak orzeczenie olsztyńskiego sądu pierwszej
instancji wobec rodziny Korejwów, są swoistym "testowaniem" opinii publicznej i
badaniem granic, do jakich może posunąć się państwo, ingerując w życie
obywateli.
Nie jesteśmy skazani na bierność. Doświadczenie z dziedziny edukacji
przygotowującej do życia w rodzinie dowodzi, że Polska – poprzez wybranie
niezależności względem zachodnich tendencji laickich – bardzo na tym zyskała. W
świetle ostatnich badań widać, że polski model edukacji w obszarze przygotowania
do życia w rodzinie przynosi dobre owoce. Raport z 2008 roku autorstwa trzech
naukowców z Krakowa – prof. dr hab. Janiny Palus, dr Jadwigi Wronicz oraz dr
Krystyny Kluzowej, wskazuje, że nasz kraj może pochwalić się najniższym w
Europie odsetkiem ciąż wśród osób nieletnich, najniższą liczbą aborcji oraz
najniższą w Europie liczbą zakażeń wirusem HIV. – Autorki raportu wykazały, że
wychowanie do życia w rodzinie realizowane dziś w polskiej szkole jest typem "A"
w edukacji seksualnej według klasyfikacji Amerykańskiej Akademii Pediatrii,
czyli edukacją opartą na wartościach. Jest to bardzo ważne stwierdzenie. Może
być odpowiedzią na głosy niektórych publicystów czy polityków stawiających tezę
o tym, że w Polsce brakuje edukacji w dziedzinie ludzkiej płciowości – tłumaczy
dr inż. Antoni Zięba, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia
Człowieka.
Wyniki badań krakowskich naukowców zadają zarazem kłam tezie mówiącej, że
edukacja według modelu "A" jest wynalazkiem rodem ze średniowiecza zakładającym
utrzymywanie młodych ludzi w niewiedzy bądź przesądach. Okazuje się, że
prawdziwie przesądne jest pełne uprzedzeń podejście do tego modelu edukacji.
Wyniki badań dowodzą, że straszenie "katolickim ciemnogrodem" to przeżytek. –
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem wyniki badań porównujące Polskę i Szwecję,
trudno było mi w nie uwierzyć. W Szwecji – niewielkim dziewięciomilionowym
kraju, który dosłownie od przedszkola wprowadza edukację typu "B" i "C" [to
znaczy ograniczającą się do przedstawienia ludzkiej płciowości jedynie w jej
biologicznym aspekcie bądź modelu mieszanego – przyp. red.], wyniki badań są
alarmujące – 7 tys. 300 zarejestrowanych aborcji rocznie u uczennic przed
dziewiętnastym rokiem życia. W naszej Ojczyźnie – kraju demograficznie
czterokrotnie większym – takich przypadków jest około trzydziestu – informuje dr
Zięba.
Można zatem stwierdzić, że "zachodni" model nauczania, czyli edukacja jedynie w
dziedzinie biologii, w oderwaniu od zagadnień etycznych, się nie sprawdził. Nie
zapobiegł ciążom wśród nieletnich ani nie przyczynił się do zmniejszenia
zachorowalności na choroby przenoszone drogą płciową. Stało się wręcz odwrotnie.
Coraz częściej – ostatnio np. w Wielkiej Brytanii pojawiają się głosy o
konieczności powrotu w edukacji seksualnej do modelu "A".

Polska poszła własną drogą
– Młodzi ludzie naprawdę chcą być szczęśliwi. Nawet jeżeli przyjmują postawy
cyniczne, to jednak pod zewnętrzną warstwą kryje się niekiedy bardzo głęboka
tęsknota za trwałą więzią – bo tylko taka może być więzią uszczęśliwiającą –
mówi Wanda Elżbieta Papis, autorka programu "Życie i Miłość" przygotowującego do
życia w rodzinie. Edukacja według modelu "A" – zwraca uwagę dr Teresa Król,
także autorka programu edukacyjnego przygotowującego do życia w rodzinie –
ujmuje człowieka całościowo, nie oddziela seksualności od psychiki, duchowości,
a także od jej wymiaru społecznego, przynosi bardzo dobre rezultaty –
szczególnie w zestawieniu z wynikami badań z innych krajów Unii Europejskiej.
Właściwie prowadzona edukacja może zdziałać wiele dobrego. Ogromną rolę w
propagowaniu pozytywnych wzorców w dziedzinie wiedzy o ludzkiej płciowości
odegrał założony przez śp. ks. abp. Kazimierza Majdańskiego pierwszy na świecie
Instytut Studiów nad Rodziną z siedzibą w Łomiankach. – Jednym z mierników
skuteczności stosowania określonego modelu edukacji jest liczba ciąż nieletnich
oraz chorób przenoszonych drogą płciową. Ważnym wskaźnikiem jest również średni
wiek inicjacji seksualnej – w Polsce ten wiek jest najwyższy w Europie –
stwierdza dr Król.
Mimo dużej presji ze strony ideologii liberalnej Polsce udało się zachować
daleko idącą autonomię. Pokutujące często przekonanie, że jesteśmy skazani na
przejmowanie zachodnich wzorców – nawet wtedy, kiedy są błędne – nie jest więc
prawdą. Defetyzm jest natomiast z całą pewnością na rękę liberalnemu lobby, gdyż
skłania ono konserwatystów do bierności. – Myślę, że przekonanie o tym, że jest
źle, to w większości szum medialny mający sprawić wrażenie, że nie da się nic
zrobić. W istocie jednak wcale tak nie jest – twierdzi prof. Jadwiga Wronicz,
jedna z autorek raportu "Edukacja w Polsce na tle wybranych krajów UE".

Skutki dyktatury relatywizmu
Zachodni model edukacji stawiał sobie za cel przede wszystkim ograniczenie
liczby niechcianych ciąż oraz zachorowalności na choroby przenoszone drogą
płciową. Nacisk na przekazywanie wiedzy głównie na temat antykoncepcji nie
przyniósł oczekiwanych rezultatów, przeciwnie – to właśnie w najbardziej
"uświadomionych" społeczeństwach najwięcej jest "przypadkowych" ciąż.
Innym zagadnieniem, którego wpływu na życie rodzinne i społeczne nie można
bagatelizować, są bardzo poważne skutki oderwania życia płciowego człowieka od
jego wymiaru duchowego, a niejednokrotnie i uczuciowego.
Młodzi ludzie poranieni w sferze seksualności bardzo często całe lata borykają
się z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi, uzależnieniem od seksu. Seksoholizm
– jak każde uzależnienie – rujnuje zarówno psychikę osoby cierpiącej na to
zaburzenie, jak i jej więzi rodzinne i społeczne. Dla niektórych uzależnionych
cierpienie staje się jednak drogą do odkrycia głębszego wymiaru rzeczywistości.
Wielu takich poranionych ludzi właśnie dzięki doświadczeniu nieszczęścia
zniewolenia zwraca się o pomoc i otrzymuje ją. Coraz więcej osób na całym
świecie przystępuje do Ruchu Czystych Serc, którego członkowie składają przed
Panem Bogiem przysięgę życia w czystości i wierności. Zazwyczaj wstąpienie do
tego ruchu oznacza rozpoczęcie zupełnie nowego życia, nie tylko w dziedzinie
seksualności, ale we wszystkich sferach. Wiele osób, które zdecydowały się na
ten krok, dzieli się świadectwami wolności i radości, jakich doświadczyli,
wybierając filozofię podporządkowania życia seksualnego prawdziwej miłości.
– Istnieją pewne sygnały mówiące o tym, że także część Zachodu odkrywa na nowo
rolę rodziny – mówi prof. Jadwiga Wronicz. – Jest to w ogromnej mierze zasługa
Kościoła katolickiego. To Kościół niejednokrotnie jest tym głosem, który
ostrzega i mówi o konsekwencjach wybrania złej drogi życia. Świadczy to o tym,
że sama młodzież zaczyna myśleć inaczej. Widzi ona, że można przeżyć życie
pięknie, niekoniecznie próbując wszystkiego, co narzuca otaczający ją świat.
Ruch Czystych Serc jest tylko jednym z przejawów tendencji poszukiwania
wartości, odwrócenia się od zbytniego liberalizmu – dodaje.
Rozmówczynie "Naszego Dziennika" podkreślają, iż fakt, że Polska korzystnie
wypada na tle Europy w dziedzinie wskaźników dotyczących liczby ciąż wśród
nieletnich oraz zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową, wynika nie tylko
z istnienia w naszym kraju określonego systemu edukacji przygotowującego do
życia w rodzinie, ale przede wszystkim z wciąż mocnego zakorzenienia systemu
wartości młodzieży w kodeksie zachowań wyniesionym z domu i ugruntowanym w życiu
duchowym i religijnym.

Możemy być wzorem dla innych
Antoni Zięba przypomina, że w czasie sprawowania rządów przez prezydenta Stanów
Zjednoczonych George´a Busha juniora typ edukacji A – to znaczy wychowanie do
czystości, wstrzemięźliwości i wierności oraz brak jakiejkolwiek promocji
antykoncepcji – był realizowany przez administrację prezydenta USA w całym
państwie – oczywiście w tych szkołach, które zdecydowały się na jego przyjęcie.
– Nie jest zatem prawdą teza o tym, że typ "A" edukacji seksualnej proponowany
jest przez "ludzi z ciemnogrodu", podczas gdy cały "cywilizowany" świat odrzuca
ten model – konkluduje dr Zięba. Przywołuje także przykład Chorwacji, która w
Radzie Europy przed kilku laty obroniła się przed atakami środowisk skrajnie
liberalnych.
– Wyniki naszych badań dostarczają bardzo mocnych argumentów na rzecz tego, żeby
nie zmieniać naszego systemu edukacji i nie liberalizować go – stwierdza prof.
Jadwiga Wronicz. Jej zdaniem to, czy okażą się one wystarczające, zależy od
decyzji ministerstwa edukacji, ale także od presji wywieranej na rząd przez
rodziców. – Rodzice z kolei, jeśli tylko mają dostęp do rzetelnej wiedzy, na
ogół umieją zatroszczyć się o dobro swoich dzieci – akcentuje prof. Wronicz.
Niebagatelną rolę mają do odegrania media. Powinny one rzetelnie informować o
wynikach badań, mówić o tym, kiedy dzieciom dzieje się krzywda. Rodzice mają
wtedy szansę zareagować, nauczyciele z kolei – uświadomić rodzicom istnienie
zagrożeń.
Zdaniem prof. Wronicz, warto także uświadomić sobie, że nagłaśnianie określonej
ideologii, a przemilczenie innej zazwyczaj nie jest przypadkowe: istnieje
potężne lobby farmaceutyczne promujące – nierzadko agresywnie – określoną
filozofię życia z tego tylko względu, że jest ona dla nich zwyczajnie opłacalna
finansowo.

 

Agnieszka Żurek

drukuj