Klęska biometrycznej rewolucji
Można zaryzykować stwierdzenie, że od momentu wprowadzenia paszportów
biometrycznych staliśmy się pełnoprawnym współgospodarzem "europejskiej
przestrzeni informatycznej". Kolejnym sukcesem Polski miało być wprowadzenie
biometrycznego dowodu osobistego. Mimo że środki unijne na ten cel zdobyła już w
2007 r. śp. Grażyna Gęsicka, a Donald Tusk zapowiadał szybką realizację
projektu, na obietnicach się skończyło. Sprawa utknęła w miejscu, a wraz z nią
związane z tym korzyści ekonomiczne i instytucjonalne.
Polska jako jeden z nielicznych krajów unijnych rozpoczęła w zalecanym terminie
i zgodnie z dyrektywą unijną wydawanie paszportów z mikroprocesorem dla
wszystkich obywateli polskich, również tych mieszkających poza granicami kraju.
W przeciwieństwie do większości krajów Unii Europejskiej postanowiła również, że
zdjęcia do biometrycznych paszportów będą mogły wykonywać wszystkie zakłady
fotograficzne w naszym kraju. Przyjmując to założenie, rząd miał pełną
świadomość, że musi nie tylko stworzyć bezpieczny system informatyczny,
umożliwiający wydawanie paszportów, ale także przeszkolić wszystkich fotografów
z nowych procedur, a przede wszystkim poinformować obywateli o nowych wymogach.
Polscy fotografowie dzięki przyjęciu tego założenia nie dość, że zachowali (w
przeciwieństwie do swoich kolegów z Węgier czy Czech) dotychczasowe miejsca
pracy, to w wielu przypadkach mogli rozszerzyć zakres swojej działalności.
Szacuje się, że zdjęcia do paszportów wykonuje ok. 700-1000 zakładów
fotograficznych, co daje w sumie ponad 2000 miejsc pracy. Wartość rynku zdjęć
paszportowych to ok. 16-20 mln zł rocznie. Zapotrzebowanie to pobudza również
branżę zaopatrującą zakłady fotograficzne. Warto dodać, że wprowadzenie
paszportu biometrycznego oraz stworzenie bazy danych z informacjami
biometrycznymi było niezbędnym warunkiem zniesienia wiz do Stanów Zjednoczonych.
Sukces z paszportem biometrycznym zachęcił do wprowadzenia w Polsce
biometrycznego dowodu osobistego. Projekt ten miał być realizowany z funduszy
unijnych. Udało się – dzięki skutecznym zabiegom śp. minister Grażyny Gęsickiej
– przedstawić go Komisji Europejskiej i uzyskać – w lutym 2007 r. – 440 mln zł
na jego realizację. Jakie korzyści ekonomiczne mogliśmy uzyskać w momencie
wprowadzenia dowodu biometrycznego? Po pierwsze, dałoby to nam możliwość
masowego upowszechnienia podpisu elektronicznego dla obywateli, co
przyspieszyłoby rozwój usług gospodarki elektronicznej, a było na wyrost
obiecywane przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego już w 2001 roku. Po
drugie, wprowadzenie dowodu biometrycznego przy pomocy środków unijnych
umożliwiłoby polskiemu rządowi wykorzystanie pieniędzy z Unii Europejskiej
przeznaczonych na rozwój zabezpieczeń biometrycznych coraz powszechniej
stosowanych na świecie. Specjaliści obliczyli, że Polska mogłaby w latach
2011-2015 uzyskać z UE od 2 do 3 mld zł, co stworzyłoby w Polsce warunki do
rozwoju nowego rynku oprogramowań elektronicznych. Po trzecie, wprowadzenie
dowodu biometrycznego wymusiłoby na bankach zastosowanie w transakcjach kartami
zabezpieczeń biometrycznych, co skutkowałoby inwestycjami w tej dziedzinie
informatyki.
Wyliczyłem korzyści ekonomiczne, jednak najważniejsze byłyby korzyści
instytucjonalne związane z pozycją Polski w UE, w której trwają prace nad
projektem Europejskiej Karty Obywatela (ECC), w których Polska intensywnie
uczestniczyła do końca 2007 r. i których celem jest opracowanie standardów
związanych z ID-kartami (czyli dowodami osobistymi) w poszczególnych krajach.
Polska jako jedno z pierwszych państw miałaby posiadać biometryczny dowód, co
byłoby ogromnym cywilizacyjnym sukcesem naszego kraju.
Pod koniec 2007 r., w chwili przejęcia władzy w państwie przez rząd Donalda
Tuska, wydawało się, że wprowadzenie dowodów biometrycznych – projektu
informatycznego wręcz banalnego w porównaniu np. z projektami Ministerstwa
Finansów czy Narodowego Funduszu Zdrowia – jest kwestią 1,5-2 lat. Dowód
biometryczny (którego wprowadzenie przy pomocy środków unijnych zapewnił
poprzedni rząd) miał być sztandarowym projektem premiera Donalda Tuska. 30
grudnia 2009 r. zapowiedział on, że za rok pierwsi Polacy dostaną nowe dowody
biometryczne z chipem, a za trzy lata staną się one również kartą pacjenta.
Niestety, nic z tego nie wyszło (jak i z pozostałych projektów informatycznych
tego rządu). Przez cztery lata rząd PO i PSL nie umiał wprowadzić – w połowie
już zrealizowanego – projektu informatycznego.
Dwa tygodnie temu kancelaria premiera wydała komunikat, w którym stwierdziła, że
termin wydawania nowych dowodów osobistych zostaje przesunięty na 1 stycznia
2013 roku. W komunikacie nie wspomniano jednak o tym, że MSWiA zdążyło już
dostarczyć do gmin sprzęt potrzebny do wydawania nowych dowodów, a po 2 latach
od dostawy trzeba będzie go wymienić. Czy rząd zdaje sobie sprawę, że w świetle
prawa unijnego ma to znamiona przestępstwa gospodarczego? Do tego samego
projektu zakupimy bowiem dwa razy komputery!
W komunikacie nie wspomniano również, że prawdziwym powodem odłożenia ad acta
projektu wprowadzenia dowodu elektronicznego było odwołanie postępowania
przetargowego na organizację systemu informatycznego zarządzającego ich
wydawaniem. W wyniku opieszałości i zaniedbań rządu Donalda Tuska społeczeństwo
– w tym firmy informatyczne – traci miliardy złotych. Jak nazwać tego typu
nonszalancję i brak kompetencji?
Piotr Piętak
Autor jest z zawodu informatykiem, w latach 2005-2007 pełnił funkcję
wiceministra spraw wewnętrznych i administracji.
