Cenzura Schetyny, brednie Niesiołowskiego

Prawo i Sprawiedliwość otworzyło wczoraj w Sejmie wystawę poświęconą
katastrofie smoleńskiej. Zdjęcia z miejsca tragedii, które już były wystawione –
z ocenzurowanymi podpisami – w Parlamencie Europejskim, w polskim Sejmie racji
bytu jednak nie mają. Na wystawę nie zgodził się bowiem marszałek Sejmu Grzegorz
Schetyna. Wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski uzasadniał, iż "nie widzi
powodu, żeby zamulać Sejm jakimiś bredniami". Dlatego też fotografie wystawiono
w pomieszczeniach Klubu Parlamentarnego PiS.

Fotografie przedstawiające miejsce katastrofy, a także m.in. rosyjskich
żołnierzy niszczących wrak Tu-154 zostały już wystawione w kwietniu w
Parlamencie Europejskim. Po decyzji przewodniczącego PE Jerzego Buzka wystawa
została jednak ocenzurowana – zaklejono napisy pod zdjęciami, a jedną z tablic
usunięto. Dalej postanowił pójść marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna, który
organizacji takiej wystawy w polskim parlamencie w ogóle zabronił.
Przewodniczący klubu PiS Mariusz Błaszczak wyjaśniał, że o organizację wystawy
zwrócił się do marszałka Schetyny 5 kwietnia. – Przez ponad miesiąc nie było
odpowiedzi. Pracownicy Kancelarii Sejmu nie zgłaszali żadnych problemów. Kiedy
usłyszałem w kuluarach, że być może będzie jakiś problem z tą wystawą, wtedy
jeszcze raz napisałem do marszałka Sejmu, chcąc uzyskać jednoznaczną odpowiedź.
Uzyskałem jednoznaczną odpowiedź – odmowną. Dlaczego? Jak pisze marszałek Sejmu,
wystawa ma charakter polityczny, bo jest kontrowersyjna – mówił Błaszczak.
Szef klubu PiS zaznaczył, że Sejm jest miejscem, w którym należy rozmawiać o
sprawach ważnych. – Sprawa jest bardzo ważna, dotyczy kondycji naszego państwa,
dotyczy niezwykłego wydarzenia w naszych dziejach, wydarzenia bezprecedensowego.
Wydarzenia, w którym poległ prezydent Rzeczypospolitej, jego małżonka,
delegacja, która leciała do Katynia na okrągłą rocznicę mordu, ludobójstwa z
1940 roku. Okazuje się, że to jest kontrowersyjne, że to jest polityczne – dodał
Błaszczak. To, dlaczego na wystawę w Sejmie nie było zgody, dosadnie wyjaśnił
wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. – Nie widzę żadnego powodu, żeby
zamulać Sejm jakimiś bredniami na temat sztucznej mgły, dobijania rannych,
rozmów zza grobu, wielkiego magnesu, helu itd. – poinformował. Dodał, iż Sejm
nie jest miejscem kabaretowym. – Od tego jest ten namiot przed Krakowskim
Przedmieściem. Panowie z PiS mają znakomite miejsce – zapraszam ich do tego
wędrownego namiotu, któremu towarzyszy krzyż na kółkach. Tam jest dla nich
miejsce – powiedział wicemarszałek Niesiołowski. Dodał, że "na niektóre wystawy
w Sejmie się zezwala, a na niektóre nie". Pod koniec maja marszałek Schetyna
ogłosił, iż po konsultacjach z Konwentem Seniorów i Prezydium Sejm postanowił o
"czasowym nieorganizowaniu w Sejmie kontrowersyjnych wystaw". Marszałek nie
zgodził się też na organizację wystawy proponowanej przez SLD.
Wbrew decyzji marszałka Schetyny politycy Prawa i Sprawiedliwości wystawę na
terenie Sejmu postanowili jednak otworzyć, tyle że nie w miejscu ogólnodostępnym
dla przebywających w gmachu parlamentu gości, lecz w pomieszczeniach zajmowanych
przez Klub Parlamentarny PiS. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński
oceniał, iż brak zgody marszałka na organizację wystawy wskazuje, że "mamy
dzisiaj w Polsce kłopot z wolnością słowa". – Jesteśmy głęboko przekonani, że
ten przykład braku wolności słowa, braku wolności przekazu, bo tutaj przecież
nie tylko o słowo chodzi, jest symptomem, symptomem czegoś szerszego i bardzo
niebezpiecznego, czegoś, co dotyczy naszej przyszłości, bo demokracja, albo jej
brak, albo jej ograniczenia i częściowość, to jest coś, co do tej przyszłości
się bezpośrednio odnosi. To jest pytanie, czy będziemy obywatelami, wolnymi
ludźmi, czy też nimi nie będziemy – mówił Kaczyński. Prezes PiS wyjaśniał, że
decyzja o – mimo wszystko – otwarciu wystawy zapadła, aby pokazać determinację w
obronie wolności słowa i w dążeniu do prawdy o katastrofie.

Przyjaciele w Moskwie, nieprzyjaciele w Waszyngtonie
Jarosław Kaczyński krytycznie odniósł się też do doniesień o zawieszeniu
prokuratora Marka Pasionka, który nadzorował śledztwo w sprawie katastrofy. – To
człowiek, który rzeczywiście do tej prawdy dążył. Dążył do tej prawdy i w ramach
tego dążenia prowadził różne rozmowy. Także np. z Amerykanami. I dzisiaj właśnie
z tego względu jest zawieszony – oceniał prezes PiS. Według Kaczyńskiego,
znamienne jest ocenzurowanie w Parlamencie Europejskim napisu pod jednym ze
zdjęć z wystawy wskazującego na satysfakcję rosyjskich funkcjonariuszy
niszczących wrak Tu-154 i obecne działania wobec prokuratora Pasionka, który o
śledztwie w sprawie katastrofy rozmawiał z Amerykanami. – Tutaj mamy strukturę
sytuacji bardzo podobną i zdumiewającą jak na państwo NATO. Wszystko wskazuje na
to, że przyjaciele nasi są w Moskwie, a nieprzyjaciele są w Waszyngtonie. (…)
Polska się jakoś dziwnie przesuwa w polityce i nie wiem, czy jest to
przesunięcie, którego życzy sobie społeczeństwo – dodał Kaczyński. Zwrócił
ponadto uwagę, iż o sprawie zawieszenia Pasionka decydował naczelny prokurator
wojskowy gen. Krzysztof Parulski, któremu prezydent Lech Kaczyński, ze względu
na działalność Parulskiego przed 1989 rokiem, odmawiał nominacji generalskiej.

 

Artur Kowalski

drukuj