Brak prawdy
W rocznicę zmanipulowanych wyborów 4 czerwca 1989 r. oraz w rocznicę puczu
Lecha Wałęsy przeciwko rządowi premiera Olszewskiego 4 czerwca 1992 r. prezydent
Bronisław Komorowski oświadczył oficjalnie: "4 czerwca to dzień polskiej
wolności. To prawdziwe święto polskiej demokracji. Chciałbym je utrwalić w
polskiej pamięci". Według definicji Alberta Einsteina, te stwierdzenia
prezydenta RP nie mogą być uznane za prawdziwe, zawsze bowiem "pół prawdy równa
się całe kłamstwo" – twierdził największy umysł XX wieku.
Właśnie opublikowane zostały znamienne wyniki badań socjologicznych, jakie
Centrum Myśli Jana Pawła II oraz CBOS przeprowadziły w związku z 20. rocznicą
pielgrzymki Jana Pawła II do wolnej Polski w czerwcu 1991 roku. Respondentów
pytano o to, co myślą dzisiaj o ówczesnym przesłaniu Papieża, który uprzedzając
czekające nas problemy w kształtowaniu wolnej Polski, apelował, by budować życie
osobiste i społeczne na Dekalogu. Jan Paweł II zapowiadał, że czeka nas ogromna
praca nad słowem. Apelował, aby przywrócić cnotę prawdomówności w życiu rodzin,
społeczeństwa, środków przekazu, kultury, polityki i ekonomii. Jak więc w 2011
r. Polacy oceniają obecność prawdy w polityce? Prawdy brak! Według aż 76 proc.
badanych, w naszym życiu społecznym brakuje prawdy, co jest poważnym problemem.
Częściej wskazują na to osoby o poglądach prawicowych i wierzący praktykujący
kilka razy w tygodniu. W grupie osób, dla których nie jest to problem (16
proc.), przeważają niewierzący, osoby o poglądach centrolewicowych i
centroprawicowych, pracujący na własny rachunek oraz mieszkańcy dużych miast.
Według tych samych badań, istnieje silne przekonanie większości Polaków, że
Dekalog powinien być nie tylko podstawą moralności, ale także tworzonego prawa,
oraz że w przestrzeni publicznej jest miejsce dla krzyża.
Papież mówił w 1991 r., że "niewiele daje wolność mówienia, jeśli słowo
wypowiadane nie jest wolne. Jeśli jest spętane egocentryzmem, kłamstwem,
podstępem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych". Aż 68 proc.
respondentów dostrzega dziś nadużywanie wolności słowa. Zdaniem badanych,
dotyczy to przede wszystkim polityków, potem dziennikarzy.
Prezydent Komorowski oraz jego środowisko, doradcy, a nawet szeregowi działacze
PO znakomicie się orientują, że wybory 4 czerwca 1989 r. nie były ani wolne, ani
demokratyczne, ani uczciwe. Wykoślawione wyniki wyborów do Sejmu z 4 czerwca nie
odzwierciedlały woli Narodu. Te wybory były całkowicie sprzeczne nie tylko z
polską racją stanu, lecz także sprzeczne z podstawowymi standardami demokracji w
Ameryce i krajach Europy Zachodniej. Wolność jest niepodzielna – albo jest, albo
jej nie ma! A czerwcowe wybory do Sejmu w 1989 roku nie były wolnymi wyborami.
Rząd Tadeusza Mazowieckiego i Czesława Kiszczaka, który został wyłoniony w
wyniku tych wyborów, był ostatnim rządem PRL! I oto z okazji wyborów 4 czerwca
1989 r. prezydent Komorowski odznaczył całą grupę 35 polityków, których te
wybory wykreowały. Byli wśród nich m.in.: minister obrony Janusz Onyszkiewicz,
który utrzymał komunistyczno-sowiecki układ w Wojsku Polskim i zasłynął z tego,
że odmówił wystawiania kompanii reprezentacyjnej WP, kiedy odsłaniany był pomnik
katyński na placu Zamkowym w Warszawie; szef MSW Krzysztof Kozłowski, który
generałów i oficerów bezpieki uznał za profesjonalistów niezbędnych w III RP;
byli ministrowie: Janusz Lewandowski, Tadeusz Syryjczyk, Waldemar Kuczyński,
którzy stali się symbolami "złodziejskiej prywatyzacji" majątku narodowego. W
uroczystości w Pałacu Prezydenckim brali udział m.in.: Lech Wałęsa, Adam
Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Jan Krzysztof Bielecki, Hanna Suchocka. Ich
wszystkich Bronisław Komorowski określił jako wybitnie zasłużonych dla
transformacji ustrojowej. To akurat jest prawdą, bowiem wszyscy oni nie tylko
źle, ale wręcz fatalnie zasłużyli się wolnej Polsce, natomiast dla tzw.
transformacji ich zasługi rzeczywiście były ogromne.
Piszę o tym nie bez goryczy, zwłaszcza że prezydent Komorowski uznał tych ludzi
"za pionierów, którym było najtrudniej". To nieprawda, Panie Prezydencie!
Najtrudniej to 4 czerwca 1989 r. było mnie. Dla mnie to nie był żaden "dzień
wolności". W tym dniu zaliczałem już piąty rok odsiadki z 10 lat więzienia, na
które skazał mnie sąd stanu wojennego. Siedziałem w jednej celi z bandytami,
mordercami, kryminalistami, a nawet z mordercą księdza Popiełuszki w najcięższym
więzieniu w Polsce – w Barczewie na Mazurach. Wszyscy więźniowie polityczni,
nawet Adam Hodysz, Andrzej Kołodziej, Kornel Morawiecki, już wyszli na wolność,
a ja musiałem jeszcze pół roku siedzieć w więzieniu pod "wolnymi" rządami
premiera Tadeusza Mazowieckiego – ostatniego premiera PRL, zanim uwolnił mnie i
uniewinnił wyrok Sądu Najwyższego. Żadne uroczystości, żadne odznaczenia,
przemówienia i fety nie są w stanie przesłonić prawdy, także prawdy o 4 czerwca
1989 r., kiedy najbardziej cwani i cyniczni spośród komunistów dogadali się z
takimi samymi spryciarzami i cwaniakami spośród tzw. opozycji demokratycznej i
przejęli władzę w Polsce. Według wspomnianych badań, brak prawdy w roku 2011
odczuwa aż 76 proc. Polaków. To jest milcząca większość społeczeństwa. Ale czy
będą mieli oni odwagę spojrzeć prawdzie w oczy? Prawda, niestety, często bywa
trudna, a przecież czasami musimy spojrzeć w zuchwałe oczy prawdy!
Józef Szaniawski
