Błasik nie naciskał

Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego badająca
okoliczności katastrofy samolotu Tu-154M zakończyła analizy i skupiła się na
redagowaniu końcowego raportu. Jest pewne, że raport Millera nie potwierdzi
kluczowej tezy rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Chodzi o
domniemane naciski na załogę wywierane przez gen. Andrzeja Błasika.

Choć Komisja oficjalnie nie podaje terminu zakończenia prac, niewykluczone, że
dokument zostanie opublikowany jeszcze w czerwcu, pięć miesięcy po pierwotnie
wskazywanym przez rząd terminie. – Komisja badająca przyczyny katastrofy
smoleńskiej zakończyła analityczną część pracy, teraz pozostaje praca
redakcyjna. Chcemy, aby dokument był bardzo precyzyjny w swoich ustaleniach i
równocześnie, aby mógł być zrozumiały przez osoby, które nie znają się na
technice lotniczej – zapewniał minister Jerzy Miller, szef KBWLLP. Członkowie
Komisji nie chcą jednak składać żadnych deklaracji na temat terminu zakończenia
prac nad raportem końcowym. Nie komentują także doniesień o zawartości
przygotowywanego dokumentu. Powściągliwa w komentarzach jest także Małgorzata
Woźniak, rzecznik MSWiA. – Niestety, nie mam do przekazania państwu żadnych
informacji w tym zakresie. Mogę tylko potwierdzić, że raport jest redagowany –
zaznaczyła. W ocenie ministra Millera, proces redakcyjny jest skomplikowany, a
zatem na publikację raportu trzeba będzie jeszcze poczekać. Gotowy dokument w
pierwszej kolejności trafi do rąk premiera Donalda Tuska i to on zadecyduje,
kiedy i jaka część raportu zostanie przekazana opinii publicznej. Wcześniej
premier zapewniał, że ogłoszenie raportu zapewne nastąpi w czerwcu.
Jak ustalił "Nasz Dziennik" w źródłach zbliżonych do Komisji, w raporcie
polskiej Komisji potwierdzenia nie znajdą ferowane przez Międzypaństwowy Komitet
Lotniczy tezy o naciskach na pilotów z gen. Andrzejem Błasikiem na czele. Polski
dokument ma podważyć także główną oś rosyjskiej narracji na temat przyczyn
katastrofy widocznej w raporcie MAK. Dokument potwierdzi zaniechania po stronie
rosyjskiej zarówno w zakresie przygotowania lotniska, jak i samej pracy służb
naziemnych. Komisja składała też deklaracje, że podejmie starania, by wyjaśnić,
co działo się z samolotem w kluczowym momencie lotu, po wydaniu komendy
"odchodzimy".
W ocenie gen. bryg. rez. Jana Baranieckiego, byłego zastępcy dowódcy Wojsk
Lotniczych Obrony Powietrznej, Komisja Millera nie pokusi się o to, by raport w
sprawie katastrofy miał wydźwięk polityczny. – Znam ludzi pracujących w tej
Komisji, z niektórymi współpracowałem i cenię ich jako fachowców. To pozwala mi
sądzić, że w raporcie znajdą się tylko te sprawy, które udało się udokumentować,
a nie tzw. fakty bez pokrycia – podkreśla. W opinii gen. Baranieckiego, płynące
z raportu wnioski mogą być jednak kłopotliwe dla obecnych władz, co może być
przeszkodą w publikacji pełnego dokumentu.
O ile ustalenia polskiej Komisji mogą okazać się cenne dla wyjaśnienia
okoliczności tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, o tyle aktualnie zapowiadany
termin opublikowania tego dokumentu sprawia, że trudno będzie po tak długim
czasie zmienić narzucony przez Rosjan obraz katastrofy. Jak przypomniał Jerzy
Polaczek, poseł PiS, pierwotnie – według zapewnień rządu Donalda Tuska – polski
raport miał być gotowy "niebawem" po zaprezentowaniu raportu Międzypaństwowego
Komitetu Lotniczego (MAK). Jednak przez kolejne kilka miesięcy termin ten był
konsekwentnie odsuwany w czasie. – Trzeba też pamiętać, że obecne deklaracje
ministra spraw wewnętrznych i administracji, który jest szefem polskiej Komisji,
nie mają żadnego znaczenia prawnomiędzynarodowego. Przecież prezentowanie
jakichkolwiek ustaleń wiele miesięcy po raporcie MAK nie odwróci tego, co w
opinii światowej utrwaliło się jako przyczyny tej katastrofy – zaznaczył poseł
Polaczek. Jak zauważył, nic nie jest też w stanie zmienić faktu, że w sprawie
raportu MAK nie było po stronie polskiej energicznych działań mających na celu
uwypuklenie polskiego stanowiska w świecie, które ukazywałoby szersze spektrum
wniosków w sprawie katastrofy, niż to podane przez Rosjan. Jak zauważył poseł,
do wyjaśnienia jest też kwestia, w jakiej formie raport polskiej Komisji
zostanie upubliczniony. – Nie zdziwię się, jeśli jakaś część polskiego raportu
będzie niejawna lub opinia publiczna otrzyma wręcz streszczenie czy też
sprawozdanie z tego dokumentu – dodał.

 

Marcin Austyn

drukuj