Agentom wystarczyły dwie gry
ABW nie ustępuje i atakuje autora satyrycznej strony o Bronisławie
Komorowskim. Sugeruje, że zawarte na niej treści mogły nie tylko godzić w dobre
imię prezydenta RP, ale i nawoływać do popełnienia przestępstwa. Chodzi o proste
gry komputerowe, tzw. strzelanki.
Po tym jak autor strony internetowej AntyKomor.pl Robert Frycz, którego
mieszkanie przeszukała nad ranem ekipa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i
zarekwirowała sprzęt komputerowy, wystąpił na konferencji prasowej w swojej
obronie, oświadczenie wydała także ABW. Zarzuciła mu m.in., że materiały, które
na niej były zamieszczone, oraz zawarte tam treści, w tym dwie prymitywne gry
komputerowe, mogą zawierać nie tylko materiały znieważające prezydenta, ale też
nawoływać do popełnienia przestępstwa. Należy podkreślić, że Agencja zrobiła
coś, czego nie uczyniła nigdy w obronie znieważanego i atakowanego śp.
prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Frycz odpiera zarzuty ABW i przekonuje, że są nieprawdziwe i mają na celu
przedstawienie opinii publicznej zafałszowanego obrazu rzeczywistości.
Podkreśla, że wydane w niedzielę oświadczenie Agencji jest próbą jego
dyskredytacji.
"To dowodzi tylko prawdziwych jej intencji, które – jak widać – mają niestety
wymiar polityczny. Nijak się to ma do zapewnień, że podjęte wobec mnie czynności
miały charakter rutynowy. Jak widać, polskie państwo wytoczyło działa przeciwko
jednej osobie, studentowi, który ośmielił się w formie satyry zwrócić uwagę na
poważne potknięcia prezydenta Bronisława Komorowskiego" – napisał Robert Frycz
we wczorajszym oświadczeniu.
Student tłumaczy, że gry "Komor – killer" oraz "Komor – szoter", jakie zostały
zamieszczone na jego stronie internetowej, nie były zapowiedzią zamachu na
prezydenta RP. Jak wyjaśnia Frycz, użytkownik, który chciał skorzystać z
aplikacji, był dwukrotnie po wejściu na podstronę poświęconą grze i podczas jej
instalacji informowany o tym, że gra to tylko zabawa.
Frycz podkreśla również, że nieprawdziwy jest też zarzut ABW, że w prezydenta
można było "rzucać fekaliami i młotkiem". "Żadna z gier dostępnych na moim blogu
nie dawała grającemu takiej możliwości. Pozostaje więc pytanie: jaki był cel tej
dezinformacji?" – czytamy w oświadczeniu Frycza.
Bloger tłumaczy się również z wrzutki o jego kryminalnej przeszłości. Jak
podkreśla, kilka lat temu po odnalezieniu luki w systemie zabezpieczeń jednej z
firm poczuł obowiązek poinformowania jej o tym. "Luka pozwalała na uzyskanie
dostępu do newralgicznych danych jej klientów" – wyjaśnia pobudki, którymi się
kierował. Tłumaczy, że w trakcie procesu nie otrzymał żadnej pomocy prawnej, nie
miał jakiegokolwiek adwokata, przez co nie miał możliwości skutecznej obrony
swojej osoby. "Byłem sam na polu walki, z miejsca skazany na porażkę, mimo iż
wcale tak nie musiało być" – podkreśla Robert Frycz. Zawieszenie działania
strony AntyKomor.pl również uzasadniał tym, że w starciu z machiną państwową
będzie bez szans do obrony przysługujących mu praw.
Maciej Walaszczyk
