Wierzymy, że Kościół przetrwa w Egipcie

Z Ashrafem Benyaminem, egipskim Koptem katolikiem mieszkającym od lat w
Polsce, muzykiem i dyrygentem, rozmawia Mariusz Bober

Jak znalazł się Pan w Polsce? Czy ze względu na wyznawanie Chrystusa Pana
życie w Egipcie było zagrożone?

– Moje życie nie było zagrożone, ale zostałem w Polsce z powodu dyskryminacji w
Egipcie. Tutaj, a konkretnie w Poznaniu, w Akademii Muzycznej, studiowałem
dyrygenturę. Planowałem powrót do Egiptu. Początkowo otrzymałem nawet propozycję
stanowiska dyrygenta i zastępcy dyrektora egipskiej filharmonii narodowej. Ale
gdy miałem już podpisać umowę o pracę, część urzędników ministerstwa kultury
zaprotestowała, uznając, że chrześcijanin nie może rządzić muzułmanami. W
efekcie zablokowano podpisanie umowy, a ja do tej pory mam zakaz wykonywania tam
zawodu dyrygenta.

Łatwo zaaklimatyzował się Pan w naszym kraju?
– Mieszkam tutaj już ponad 20 lat – wliczając w to przerwę, podczas której
wróciłem na pewien czas do Egiptu. Na początku miałem problemy z tą
aklimatyzacją. Nawet kapłani katoliccy nie chcieli uwierzyć, że jestem
katolikiem, choć miałem odpowiednie zaświadczenie. To było trudne doświadczenie,
bo myślałem, że gdy przyjadę do katolickiego kraju, moje problemy się skończą.
Jako katolik obrządku koptyjskiego byłem przedstawicielem podwójnej mniejszości
w Egipcie [chrześcijanie stanowią tam ok. 10-procentową mniejszość religijną, w
której wschodni Koptyjski Kościół Ortodoksyjny liczy ok. 7 mln wyznawców, a
katolicy obrządku koptyjskiego – ok. 200 tys. – red.]. Tymczasem w Polsce nawet
katoliccy duchowni, patrząc na kolor mojej skóry, byli przekonani, że muszę być
muzułmaninem. W Polsce dziwi mnie też, że np. wielu katolików nie zna Pisma
Świętego. W Egipcie Koptowie codziennie czytają Biblię.

Pana historia jest typowym przykładem dyskryminacji chrześcijan w Egipcie
przez muzułmańską większość?

– Chyba tak, ale mówię to przede wszystkim jako Egipcjanin mieszkający w Polsce.
Żyjąc 1400 lat pod panowaniem muzułmanów, moi współbracia w Egipcie już tak do
tego przywykli, że nawet nie odbierają takich zachowań jako prześladowania.
Prawda jest jednak taka, że w Egipcie katolicy nie są uznawani przez władze za
pełnoprawnych obywateli. Po latach dyskryminacji Koptowie przywykli do tego, że
pewne zawody są tam zabronione dla chrześcijan, m.in. zawód lekarza ginekologa
czy nauczyciela języka arabskiego. Dlatego też ja nie mogę wykonywać w Egipcie
zawodu dyrygenta.

Jak chrześcijanie radzą sobie z taką dyskryminacją?
– Każda sytuacja ma jakieś dobre strony, bowiem zakaz wykonywania pewnych
zawodów przez chrześcijan sprawił, że byli wręcz zmuszeni do zakładania własnej
działalności gospodarczej. Dzięki temu, mimo że jesteśmy mniejszością religijną
i społeczną, to właśnie chrześcijanie stanowią większość wśród przedsiębiorców –
ok. 60-procentową – i płacą największą część podatków do budżetu. Ta silna
pozycja chrześcijan w biznesie również bardzo denerwuje muzułmanów. Dlatego
zdarza się, że chrześcijańscy przedsiębiorcy nękani są przez urzędników
skarbowych, ale w związku z tym, że handel opiera się na zasadach
międzynarodowych, nie ma poważniejszych przeszkód w jego prowadzeniu. Jednak to,
że tak wielu chrześcijan jest przedsiębiorcami, nie oznacza, że są milionerami,
ale dzięki swojej pracy mogą godnie żyć. Dzielą się też z innymi. W Egipcie
problemem jest duża liczba analfabetów, sięgająca 52 proc. mieszkańców. Tylko 5
proc. społeczeństwa ma dostęp do internetu. Wśród chrześcijan nie występuje
problem analfabetyzmu, bo pomagamy sobie nawzajem, także dostęp do internetu
jest najbardziej rozpowszechniony wśród chrześcijan. Jeśli zaś chodzi o
codzienne życie, to chrześcijanie żyją po prostu w zamkniętych enklawach, aby
mieć pewien poziom bezpieczeństwa. Nieszczęścia zaczynają się bowiem tam, gdzie
chrześcijanie mieszkają w jednej miejscowości z muzułmanami, co obserwowaliśmy
podczas ostatnich ataków w Egipcie.

Dlaczego muzułmanie coraz częściej atakują chrześcijan? Za ostatnimi
napaściami stali głównie salafici. Czy można uznać, że to jedynie niewielka
grupa ekstremistów sieje nienawiść do wyznawców Chrystusa?

– Ostatnie ataki rzeczywiście zostały wywołane przez salafitów. Ale wcześniejsze
przez inne grupy – przez zwykłych muzułmanów, a nawet przez armię egipską.
Prawda jest taka, że islam jest religią nietolerancyjną wobec innych religii.
Muzułmanin jest bardzo miłym człowiekiem, dopóki nie jest zbyt religijny. A
przecież w innych religiach, zwłaszcza w chrześcijaństwie, jest odwrotnie – im
bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym jest lepszy dla innych ludzi. Przed
kilkoma dniami muzułmanie zaatakowali kościół w Kairze, bo rzekomo była tam
przetrzymywana dziewczyna, która chciała rozwieść się z mężem chrześcijaninem i
wyjść za muzułmanina, a w związku z tym przejść na islam. Koptyjscy duchowni
dali jej schronienie, bo nie miała gdzie mieszkać, ale w budynku obok Kościoła,
a mimo to muzułmanie spalili świątynię. Dla nich po prostu każdy powód jest
dobry, by spalić kościół. W Egipcie często mówi się, że przemoc wobec
chrześcijan jest inspirowana nie przez miejscowych muzułmanów, lecz przez "siły
zewnętrzne". A czyż od czasu podboju Egiptu przez Arabów na nasz kraj ciągle nie
oddziałują te same siły z zewnątrz? Przy takim nastawieniu zawsze jakiś powód do
ataków na chrześcijan się znajdzie. Przed kilkoma dniami muzułmanie wyszli na
ulice i okrzyknęli Osamę bin Ladena świętym, a następnie spalili kolejny
kościół, żeby "uczcić" zabitego terrorystę… Znając zachowanie muzułmanów,
dziwię się, że w Warszawie pozwolono na budowę meczetu.

Więc, Pana zdaniem, nienawiść do chrześcijan okazują nie tylko ekstremiści,
ale jest to postawa większości muzułmańskich obywateli Egiptu?

– Nienawiść do innych religii jest wprost wpisana w islam. Rzecz w tym, na ile
możemy o tym zapomnieć, żyjąc razem w demokratycznym państwie. Gdy muzułmanie
zaczynają czytać hadisy [spisane opowieści o słowach lub czynach proroka
Mahometa, składające się na tradycję islamską – red.], np. ten nawołujący do
zabijania wszystkich niewierzących w Allaha i wszystkich wierzących, że Jezus
jest Bogiem, to zwykle wkrótce potem zaczynają atakować chrześcijan. Robią to
zarówno salafici, jak i muzułmańscy mieszkańcy różnych miejscowości, które
zamieszkują wraz z chrześcijanami. Niedawno nawet armia egipska ostrzelała
zakonników w klasztorze i nikt za to nie odpowiedział przez sądem!

Jaką postawę przyjmują chrześcijanie wobec tych prześladowań?
– Można ogólnie powiedzieć, że im więcej prześladowań, tym więcej wiary, a im
więcej mamy męczenników, tym mocniej działa łaska Boża. Chrześcijanie nie
płaczą, nie narzekają, ale chwalą Boga. Dla Koptów wiara jest bardzo ważna. Gdy
6 marca muzułmanie spalili jeden z kościołów, już przed Świętami Wielkanocnymi
został on odbudowany. Koptowie umieją wybaczać swoim prześladowcom, uważając, że
oni "nie wiedzą, co czynią". Dlatego chrześcijanie nadal wychodzą do pracy i
modlą się, by Bóg nie doświadczał ich tak bardzo. Moi bracia żyjący w Egipcie są
bardziej tolerancyjni wobec muzułmanów, bardziej ich kochają. Jesteśmy jak ten
starszy brat z przypowieści o synu marnotrawnym, który już doświadczył miłości
Boga. A przecież Jego "słońce świeci nad złymi i nad dobrymi"… Dlatego my,
Koptowie, wierzymy, że z tych prześladowań Bóg wyprowadzi jakieś wielkie dobro.
Ostatnie wydarzenia w północnej Afryce już zapowiadają zmiany. A przypomnę, że
zaczęły się one od Tunezji, którą odwiedził Ojciec Święty, błogosławiony Jan
Paweł II. Potem odwiedził Egipt i Syrię. A przecież w takiej nawet kolejności
zaczęły się demonstracje, które doprowadziły do ostatnich zmian w tych krajach.
Przypomina to pierwszą pielgrzymkę Papieża do Polski, podczas której powiedział
on: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi". Wierzę, że te słowa
odnosiły się nie tylko do Polski, że także na Bliski Wschód, na Egipt zstąpi
Boży Duch i "odnowi oblicze tej ziemi". Ta wiara daje nam siłę, by żyć dalej
mimo prześladowań.

Czy nasilające się ataki nie grożą wygnaniem większości chrześcijan z Egiptu,
podobnie jak to się stało np. w Iraku?

– Chrześcijanie kochają Egipt i chcą w nim nadal żyć. Znam Koptów, którzy nie
opuszczą swego kraju, nawet gdyby mieli zginąć. Podobnie jak ja wiedzą, że to
nasi pradziadowie budowali piramidy. Arabowie przyszli z zewnątrz [podbili Egipt
w VII w. po Chrystusie; Koptowie są zaś potomkami rdzennych Egipcjan – red.].
Gdy widzę pokój, z jakim rodziny męczenników przyjmują – mimo bólu – śmierć
swoich bliskich, mordowanych przez muzułmanów, wierzę, że chrześcijanie
przetrwają w Egipcie. Nawet chrześcijańscy przedsiębiorcy nie zamierzają
opuszczać tego kraju. Często spotykają się w kościołach, rozmawiając po Mszach
św. o swoich problemach. Gdyby opuścili rodzinny kraj, jego gospodarka spadłaby
do poziomu być może nawet Afganistanu.

Co inne kraje chrześcijańskie, m.in. Polska, mogłyby zrobić, by pomóc
egipskim chrześcijanom?

– Dla egipskich chrześcijan ważne byłoby utworzenie czegoś w rodzaju Radia Wolna
Europa. Państwowe i prywatne media funkcjonujące w Egipcie nie interesują się
bowiem sprawami chrześcijan. Są co prawda regionalne media chrześcijańskie, ale
dla nas ważne byłoby medium, które przekazuje informacje dotyczące codziennego
życia, ważne dla zwykłych ludzi. Trzeba sobie zdawać sprawę, że po latach
prześladowań wielu chrześcijan w Egipcie nie rozumie nawet, co to znaczy wolność
słowa, czasami boją się nawet mówić o niektórych sprawach. Myślę, że gdyby kraje
zachodnie jasno oświadczyły, że nie udzielą pomocy Egiptowi, jeśli nie będą tam
respektowane prawa mniejszości religijnych, poprawiłoby to sytuację Koptów.
Niestety, kraje zachodnie nie troszczą się o chrześcijan. Słyszałem, że także
władze Polski wolą robić interesy z Chinami, niż upominać się o prawa
tamtejszych prześladowanych chrześcijan. Polska nie uznaje emigrujących z Egiptu
chrześcijan za prześladowanych, dlatego nie udziela im azylu "religijnego".
Władze Polski zachowują się też niejednoznacznie. Z jednej strony deklarują, że
będą potępiać politykę państw, które nie szanują m.in. mniejszości religijnych,
a z drugiej – jednocześnie obiecały niedawno zawarcie umów handlowych i pomoc
ekonomiczną dla Egiptu.

Była to reakcja na ostatnią rewolucję w tym kraju. Co ona będzie oznaczała
dla chrześcijan? Pan również mówił, że oczekuje zmian w egipskiej polityce…

– Tak, mamy nadzieję, że przyniesie ona poprawę życia chrześcijan, choć wielu
moich współbraci obawia się, że będzie odwrotnie. W Egipcie działają nie tylko
salafici, ale też inne ugrupowania fundamentalistyczne, w tym Bractwo
Muzułmańskie, sufici itd. Wszyscy oni walczą teraz o władzę, a łączy ich to, że
nienawidzą chrześcijan. Słaby rząd traktuje zaś przede wszystkim te ugrupowania
jako partnerów w rozmowach o przyszłości kraju. Nie chce natomiast rozmawiać z
chrześcijanami. Gdy niedawno chrześcijanin został mianowany na stanowisko
gubernatora prowincji Kina w Górnym Egipcie, salafici zablokowali linię
kolejową, domagając się jego odwołania. I postawili na swoim, koptyjski polityk
został odwołany z funkcji gubernatora, bo rząd ugiął się pod ich presją. Jednak
czekamy jeszcze na rozwój wydarzeń. Podczas rewolucji zawsze na początku jest
bałagan i dopiero później wyłania się z niego jakiś porządek.

Kto teraz przejmie władzę w Egipcie i jak to wpłynie na sytuację w regionie?
– Powodzenie rewolucji w Egipcie nie leży w interesie Arabii Saudyjskiej, bo
mogłoby to zagrozić także władzy dynastii Saudów. Gdyby w Kairze został
utworzony demokratyczny, silny rząd, mogłoby to zagrozić wszystkim
autokratycznym władzom państw Bliskiego Wschodu. Jednak w praktyce może być tak,
że bardzo silni salafici utworzą partię i wygrają jesienne wybory parlamentarne
w Egipcie. To oznaczałoby utrwalenie wpływów saudyjskich w moim rodzinnym kraju.

Co oznaczałoby to dla chrześcijan?
– Trudno przewidzieć, co to oznaczałoby dla chrześcijan, jednak nasz Kościół
jest silny, zbudowany na nauce św. Marka Ewangelisty w 45 roku. Przetrwał dwa
tysiące lat i wierzymy, że przetrwa nadal pomimo prześladowań. Jednak zupełnie
czymś innym jest przeczytać o przetrwaniu Kościoła w historii, a czym innym
przeżyć i doświadczyć tego na własnej skórze.

Dziękuję za rozmowę.

Koptowie – licząca ok. 10 proc. społeczeństwa (ok. 7 mln) chrześcijańska
mniejszość w zdominowanym przez muzułmanów Egipcie. Przyjęli chrześcijaństwo w I
wieku. Nazwą tą określa się zarówno wiernych wschodniego Koptyjskiego Kościoła
ortodoksyjnego, Kościoła katolickiego obrządku koptyjskiego (250 tys.), jak i
koptyjskiego Kościoła protestanckiego (800 tys.). Określenie "Koptowie" oznacza
również rdzennych mieszkańców Egiptu i odróżnia ich od muzułmańskich Arabów,
którzy podbili ten kraj w VII wieku po Chrystusie.

drukuj