Ewangelia

IV niedziela wielkanocna

Jezus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych”. Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.

J 10, 1-10

W tę samą stronę

Niedziela Dobrego Pasterza, bo tak w tradycji Kościoła nazywana jest IV
niedziela wielkanocna, kieruje oczy ludzi wierzących w stronę duchowych
przewodników, kapłanów. Mają oni swoje "urodziny" w Wielki Czwartek. Są z ludu
wzięci i dla ludu postawieni. Spotykacie ich na co dzień w parafii, w szkole, na
ulicy. To dzieci Wieczernika.

W czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku Jan Paweł II
mówił: "Kościół najłatwiej jest pokonać przez kapłanów. (…) Trzeba stale
czuwać, żeby to przypadkowo w jakiejś mierze, na jakiejś drodze nie nastąpiło.
Nie rozwinęło się coś w niewłaściwym kierunku (…). Kościół w Polsce dzięki
kapłanom jest niepokonany. Jest niepokonany dzięki jedności kapłanów z
Episkopatem". Doskonale wiedzą to nieprzyjaciele Chrystusa. Stąd dziś pojawiają
się wściekłe ataki, oskarżenia, sianie ziarna nieufności. Nie byłyby one groźne,
gdyby przybierały kształt znany choćby z czasów komunizmu. Wtedy wszystko było
jasne. Męczeństwo bł. ks. Popiełuszki tylko wzmocniło Kościół. Diabeł się uczy.
Dlatego dziś działa inaczej: kreuje wizję świata, gdzie kapłan jest niepotrzebny
– co najwyżej może być wypełniaczem tradycji, ceremoniarzem uroczystości
rodzinnych, kumplem. Szaleje z radości, gdy pojawi się ksiądz gotowy do
podejmowania kompromisów ze światem, bez problemu naginający bądź spłycający
Ewangelię. Takiego jest w stanie zaakceptować. Ba! Taki kapłan natychmiast
zostanie okrzyknięty nowoczesnym. Pokaże się go w telewizji jako kontrpropozycję
dla pozostałych, upartych, mało rozumiejących…
Ludzie zaakceptują bez problemu księdza-społecznika, działacza, rzucającego się
w wir działań na rzecz różnych akcji, komentatora życia publicznego, ale
bezwzględnie będą go piętnować, gdy zacznie publicznie mówić o potrzebie
nawrócenia, świętości, przypominać, że chrześcijanin tylko w Jezusie Chrystusie
może znaleźć ostateczny sens i dopełnienie swojego życia. Tak było od zawsze.

Kapłani to dzieci swoich czasów. Nie są wolni od ułomności. Tacy właśnie zostali
wybrani, aby jeszcze bardziej czytelne stało się świadectwo, że nie ich osobiste
predyspozycje się liczą, ale moc wiary, stopień przylgnięcia do Chrystusa. Ta
prawda, w kontekście pojedynczych, mocno nagłaśnianych wydarzeń, nabiera
szczególnego wymiaru. W Polsce jest kilkanaście tysięcy księży. Nie da się
obronić tezy, że są to sami idealni, święci ludzie. Są różni. Zapracowanych,
pokornych, bez reszty oddanych Chrystusowi jest bardzo wielu. Są też i tacy,
którym do wzorca daleko. Dobrze, że stawia się im wysoko poprzeczkę, niedobrze,
że pojedyncze przypadki służą rozkręcaniu kampanii ośmieszania i dyskredytowania
wszystkich. To niesprawiedliwe i krzywdzące. Działanie kapłana jest owocne,
kiedy jest otulony modlitwą wspólnoty, gdy ona go wspiera i umacnia, kiedy razem
z nią się nawraca. Tu się najpełniej spotykamy. Wypełniając różne zadania,
zmagamy się ze swoimi słabościami, szukamy mocy w Chrystusowym krzyżu, kierując
spojrzenie w tę samą stronę: ku świętości. Kto o tym zapomni, nie zrozumie, czym
jest w swojej istocie Kościół.

 

ks. Paweł Siedlanowski
 

drukuj