Zwycięstwo jest pewne

Z Carlo Casinim, włoskim prawnikiem i politykiem, posłem do Parlamentu
Europejskiego z Grupy Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańskich Demokratów),
przewodniczącym włoskiego Ruchu na rzecz Życia, członkiem zarządu stowarzyszenia
"Scienza e Vita", rozmawia Agnieszka Żurek
 




Spotykał się Pan z błogosławionym Janem Pawłem II w imieniu ruchu obrony
życia, któremu Pan przewodniczy. Co szczególnie zasługiwało na uwagę podczas
tych spotkań?

– Mnie osobiście najbardziej uderzał sposób, w jaki Ojciec Święty na mnie
patrzył. Jego spojrzenie sięgało w głąb. Papież interesował się człowiekiem, z
którym rozmawiał. To, co było dla mnie najważniejsze, to chyba fakt, że Jan
Paweł II zawsze, kiedy go spotykałem, mówił mi: "Dziękuję". Zadawałem sobie
pytanie: "Ale za co Ojciec Święty mi dziękuje? Przecież to ja mam za co być
wdzięczny!". Wdzięczność Papieża za nasze zaangażowanie na rzecz obrony życia
była dla mnie wielkim zobowiązaniem. Pamiętam szczególnie pewien moment.
Uczestniczyłem w prywatnej Mszy św. odprawianej przez Jana Pawła II. Było to
dzień po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, który miał zdławić
"Solidarność". Zapytałem, czy Ojciec Święty jest z tego powodu zaniepokojony.
Odpowiedział mi: "Nie jestem zaniepokojony. Jestem zmartwiony, ale nie jestem
zaniepokojony". Powiedział to z wielką siłą i zarazem z wielkim wewnętrznym
pokojem.

Podobną postawą wewnętrznego pokoju połączonego z duchem ofiary Jan Paweł II
zadziwił świat podczas zamachu na jego życie 13 maja 1981 roku…

– Zamach ten był symbolem, a wręcz syntezą długiego pontyfikatu Jana Pawła II.
Kto wyciągnął rękę z pistoletem i celował w stronę Ojca Świętego? Kto dał
zamachowcy broń do ręki? Ktoś, kto nie chciał, żeby Papież przemawiał,
szczególnie w Polsce. To w ojczyźnie Jana Pawła II rozpoczęły się przemiany,
zanim jeszcze runął mur berliński. Komuniści wiedzieli, co się może stać. Z całą
pewnością ręka zamachowca została uzbrojona przez kogoś, kto nie chciał, żeby
Papież mówił o prawach człowieka. Nie przez przypadek zbrodnia została
zaplanowana na 13 maja. Był to dzień rocznicy objawień fatimskich, co zawsze
podkreślał Ojciec Święty. Było to również 4 dni przed włoskim referendum w
sprawie prawa do życia. Papież z całą pewnością zabrałby głos także w tej
sprawie. Jest prawdopodobne, że ten dzień został wybrany po to, aby zasugerować,
że zamachu dopuścił się ktoś z samych Włoch, i żeby w ten sposób odwrócić uwagę
od czynników zagranicznych. Zamach na Papieża był czymś bardzo symbolicznym –
Ojciec Święty bronił praw człowieka zarówno w makrokosmosie wymiaru
politycznego, jak i w mikrokosmosie wymiaru rodzinnego, bronił prawa do życia
dzieci poczętych. Po spędzeniu kilku miesięcy w szpitalu, w okolicach Bożego
Narodzenia, powiedział: "Ja sam tego roku także ofiarowałem swoje życie w
obronie dzieci nienarodzonych. Zamach i późniejszą rekonwalescencję w szpitalu
ofiarowałem jako ofiarę przebłagalną za winy popełnione przez Włochów
głosujących w referendum za zalegalizowaniem aborcji".

Zagadnieniu obrony życia poświęcił Pan wiele swoich książek. Z pewnością
wielką inspiracją podczas ich pisania było nauczanie Jana Pawła II…

– Uważam encyklikę Jana Pawła II "Evangelium vitae" ogłoszoną w 1995 roku za
rodzaj podręcznika opisującego strategię działania na rzecz obrony życia – nie
tylko w obrębie Włoch, ale także na całym świecie. Jest to najbardziej zwięzły,
autorytatywny i konkretny dokument poświęcony obronie życia, jaki kiedykolwiek
powstał. Całej historii człowieka towarzyszy ciągły rozlew krwi. Ojciec Święty
cytuje tu także konstytucję Soboru Watykańskiego II "Gaudium et spes", która
wylicza wszelkie rodzaje przemocy, jakie ludzie zadają sobie nawzajem, jakie
niosą ze sobą wojny i dodaje do nich także przemoc związaną z wyścigiem zbrojeń,
z przemysłem narkotykowym oraz przemoc wobec kobiet. Papież pisze, że oprócz
tych wszystkich zagrożeń istnieje jeszcze gorszy rodzaj przemocy – tej
stosowanej wobec najmniejszych i najbezbronniejszych – wobec dzieci w łonie
matek. To zło jest tym większe, że zostało usankcjonowane prawnie.

Czy wyzwania stojące przed obrońcami życia zmieniły się na przestrzeni
ostatnich lat?

– Zagrożenia nie zmniejszyły się, ale przybrały nowe formy. Pojawiły się
chociażby manipulacje w dziedzinie genetyki. Jan Paweł II był świadomy tych
zagrożeń. Zawsze, kiedy nas przyjmował, zwracał się do nas z jakimś ważnym
przesłaniem, często były to słowa zachęty, abyśmy nie ustawali w dziele obrony
życia. Podkreślał, że ludzkość przebyła długą drogę, aby zacząć respektować
prawa człowieka, teraz natomiast zwraca się sama przeciwko sobie. Jest to efekt
naszej pychy i naszej próżności. "Nowoczesna" cywilizacja przestała respektować
prawa człowieka w najwrażliwszych momentach jego życia, jakimi są narodziny i
śmierć. Jan Paweł II nauczał, że jeśli nie odpowiemy sobie na fundamentalne
pytania dotyczące właśnie prawa do życia każdej istoty ludzkiej, nigdy nie
osiągniemy pokoju. Papież powtarzał, że jedynie wtedy, kiedy będziemy bronić
każdego życia, odnajdziemy pokój i prawdziwą wolność oraz szczęście. Jan Paweł
II, zdając sobie sprawę ze wszystkich trudności, jakie napotykamy, jednocześnie
powtarzał: "Zwycięstwo jest pewne". Mówił do nas, obrońców życia: "Niech was nie
przerażają trudności związane z wypełnianym przez was zadaniem. Wielkie
zwycięstwa wymagają odwagi. Przyszłość Europy leży w waszych rękach. Pracujcie,
aby przywrócić Europie jej godność". Te słowa zawsze mi towarzyszyły w mojej
pracy. Szczególnie pamiętałem o zdaniu: "Nie lękajcie się, bo zwycięstwo jest
pewne. Nie wiemy dokładnie, kiedy to się stanie, ale ostatecznie życie
zwycięży". Papież zawsze podkreślał potrzebę uznania, że wszyscy ludzie są
równi.

Te słowa Ojca Świetego z pewnością towarzyszą Panu również w pracy w
Parlamencie Europejskim. Czy jest to trudna praca?

– Tak, bardzo trudna. Niestety, wśród priorytetów wyznaczanych przez posłów do
Parlamentu Europejskiego na ogół nie pojawia się troska o życie nienarodzonych.
Na pierwszym planie stawiane są problemy ekonomiczne, które – pomimo swej wagi –
nie mogą stać się głównymi problemami, jakimi zajmują się eurodeputowani. Jan
Paweł II mówił o tym, że kult piękna rozwinięty w starożytnej Grecji, a później
z kolei kult sprawiedliwości rozwinięty w starożytnym Rzymie, są dobre, ale
muszą być widziane we właściwej perspektywie, a tę daje dopiero chrześcijaństwo.
Jesteśmy, niestety, dalecy od tej wizji Europy, ale to nie oznacza przecież, że
mamy się poddać.

W jaki sposób powinniśmy pracować, aby Europa bardziej przypominała ideał
nakreślony przez Jana Pawła II?

– Myślę, że trzeba działać dwutorowo – przede wszystkim należy stworzyć w
Europie chrześcijańskie partie. Ich program powinien być jasno określony i mocno
zakorzeniony w chrześcijańskim systemie wartości. Drugą ważną sprawą jest powrót
do koncepcji Europy Narodów. Jestem zwolennikiem zjednoczonej Europy, ale aby
możliwe było prawdziwe zjednoczenie Starego Kontynentu, konieczne jest, aby
narody europejskie zachowały swoją chrześcijańską tożsamość, by na niej mogła
zostać zbudowana tożsamość Europy i by poszczególne kraje europejskie mogły tę
tożsamość wzbogacić. Mówię to zawsze Włochom, a zapewne teza ta może mieć
zastosowanie także na gruncie polskim – nasze chrześcijańskie korzenie, nasza
chrześcijańska tożsamość do czegoś nas zobowiązuje. Nasze kraje powinny móc
służyć innym za wzór do naśladowania.

Czy Pana zdaniem taki potencjał istnieje w naszych narodach?
– Tak, oczywiście. Jan Paweł II poświęcił swoje życie dwom głównym zadaniom –
obronie życia i odnowieniu ducha Europy. Kiedy rozpoczynał się Jego pontyfikat,
Europa była podzielona. Obrona praw człowieka głoszona przez Papieża dotyczyła
na początku odnowy Europy w duchu chrześcijańskim. Papież poświęcił temu swoje
wspaniałe przemówienie wygłoszone na Mont Blanc. Powiedział w nim: "Widzę
wszystkie narody Europy zjednoczone w imieniu Boga, wiary chrześcijańskiej".
Sługa Boży, Giorgio La Pira, którego proces beatyfikacyjny jest obecnie w toku,
pisał o proroctwach mówiących o tym, że "zbawienie przyjdzie ze Wschodu". Pisał
właśnie o Polsce, o Częstochowie. Słowa te mówiły o tym, że "tam, gdzie
najgłębiej zapuścił korzenie Krzyż Chrystusowy, tam też największa jest nadzieja
i chwała". To piękne proroctwo pochodzi z lat 50. Giorgio La Pira nie doczekał
pontyfikatu Jana Pawła II, umarł w 1977 roku. Proroctwo to uświadamia nam jednak
istnienie podziemnego nurtu historii.

Czego doświadcza człowiek, który – tak jak Pan – obronę życia uczynił swoim
życiowym zadaniem?

– Zadanie to wymaga wielkiego zaangażowania i wkładu sił – także intelektualnych
do tego, aby we właściwy sposób ocenić rzeczywistość, znaleźć sojuszników,
przekonać wątpiących. Wszyscy w Europie na ogół zgadzają się z tym, że należy
bronić praw człowieka. Tymczasem jeśli zaczynamy mówić o prawach człowieka w
kontekście obrony życia dzieci nienarodzonych, pojawia się opór. Myślę, że
współczesny człowiek przypomina syna marnotrawnego, który mówi Bogu: "Daj mi
spokój, poradzę sobie bez Ciebie, chcę myśleć po swojemu, chcę działać po
swojemu". I odchodzi. Kończy, jedząc paszę dla świń. Decyduje się więc wrócić do
Ojca. Robi to oczywiście z powodów egoistycznych, dlatego, że jest głodny, nie
dlatego, że zrozumiał swój błąd. Ta sama sytuacja staje się udziałem
współczesnego człowieka, który żyjąc bez Boga, napotyka problemy, które go
przerastają – wojny, przemoc. Droga kontemplacji cudu ludzkiego życia może
czasem doprowadzić człowieka do spotkania z Bogiem. Zdarza się, że w dzieło
obrony życia angażują się także osoby niewierzące i na tej drodze stopniowo
odkrywają też życie duchowe. Niektórzy się nawet nawracają. Jest to niesamowite,
że szukając życia, szukając człowieka, znajduje się także i Boga. Na końcu tej
drogi czeka na nas Ojciec z otwartymi ramionami.

Jakich owoców beatyfikacji Jana Pawła II powinniśmy sobie życzyć nawzajem?
– Życzmy sobie, abyśmy mogli stworzyć warunki do tego, by ziarno, które zostało
zasiane przez Jana Pawła II w czasie trwania jego pontyfikatu, mogło nadal
przynosić owoce. Encyklika "Evangelium vitae" powinna być czytana nie tylko jako
encyklika dotycząca życia seksualnego, ale także jako wielka encyklika społeczna
– jak chciał tego sam Jan Paweł II. Nie wiem, jak wygląda sytuacja w Polsce, ale
we Włoszech, jeśli wejdzie się do księgarni i poprosi o encykliki papieskie,
dostanie się wszystkie encykliki społeczne z wyjątkiem "Evangelium vitae". Temat
obrony życia wciąż jest tematem niepoprawnym politycznie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj