Bal na Titanicu

Z Janem Filipem Staniłką, politologiem w Instytucie Sobieskiego, rozmawia
Paulina Jarosińska

Ostatnie wyniki badań społecznych przeprowadzonych przez CBOS wskazują
największy od ostatnich dwóch lat spadek zadowolenia społecznego. Jednocześnie
spory, bo aż 6-procentowy spadek zaufania odnotował Bronisław Komorowski. Jakie
według Pana są przyczyny tych dwóch zjawisk społecznych?

– Myślę, że wynika to głównie z narastającego stresu ekonomicznego. Polacy są
obecnie w sytuacji, w której wszystko drożeje. Nasze społeczeństwo jest bardzo
czułe na jakość życia i od razu widać to w wynikach badań. Ceny podstawowych
produktów wzrastają i odbija się to bardzo na ogólnej ocenie sytuacji w kraju.
Dokładając do tego gwałtowny wzrost cen energii – nawet o 30 procent – i
kumulację wielu negatywnych informacji, czy to o stanie śledztwa smoleńskiego,
czy tych związanych z symboliką państwową, w rezultacie otrzymujemy dość
pesymistyczny obraz rzeczywistości. Przekłada się to właśnie na społeczne
poczucie niepewności i stresu ekonomicznego. Oczywiście w okresie wakacji na
krótko ten niepokój społeczny może zmaleć, co jest już stałym zjawiskiem. Jednak
ogólnie szereg negatywnych czynników przeważa i Polacy to po prostu odczuwają.
Co ciekawe, w mediach mamy do czynienia z tańcem na Titanicu – atmosfera jest
luźna, lekka, pełna humoru i przyjemnych dyskusji, ale pod tym wszystkim jest
świadomość, że nie dzieje się dobrze, że to tylko pozory normalności. Jeśli
chodzi o spadek zaufania do Bronisława Komorowskiego, wydaje mi się, że
niebagatelną rolę zaczęły odgrywać jego wpadki i lapsusy, których liczba
przekracza już normę.

Mimo że zaufanie do głowy państwa zmalało, to paradoksalnie utrzymuje się na
dość dobrym poziomie…

– Jest to wynik zbliżony do rezultatu Aleksandra Kwaśniewskiego. Być może jest
taka grupa wyborców, którzy utożsamiają się z Bronisławem Komorowskim i jego
gawędziarską osobowością. Tak czy inaczej ten spadek można zaobserwować.

Rząd Platformy od dłuższego czasu traci konsekwentnie poparcie pomimo
reanimacji wizerunkowych stosowanych przez media rządowe.

– Rząd ma bardzo niski poziom poparcia. Działa tutaj efekt kosztu
alternatywnego. Mimo różnych wysiłków i prób zwrócenia na siebie uwagi Prawo i
Sprawiedliwość nie stanowi atrakcyjnej alternatywy dla połowy Polaków. Być może
stanie się tak, gdy społeczeństwo zacznie podzielać diagnozę sytuacji, w jakiej
znajduje się Polska. Część społeczeństwa nie chce wierzyć w to, że dzieje się
źle i odsuwa od siebie złe informacje. Jeśli ta grupa wyborców dojdzie do
wniosku, pod wpływem jakiegoś wydarzenia, że jednak nie jest dobrze, to być może
to, co proponuje PiS, zacznie być atrakcyjne. Strategia PiS jest dość wyraźnie
właśnie na to policzona. Nie ma prób przymilania się do wyborców PO. Poza tym
partia Jarosława Kaczyńskiego liczy na mobilizację środowisk prawicowych, co
byłoby niemałym sukcesem, ponieważ skuteczne odwoływanie się do wartości
pozytywnych jest zawsze trudniejsze. Jednak na sporą grupę ludzi ekspresja
wartości narodowych działa jednak wciąż odstraszająco. W tle jest jeszcze SLD,
którego poparcie również jest chwiejne.

To właśnie Jarosław Kaczyński jest jednym z nielicznych polityków, którzy
zyskują. Czy jest to już trwały trend?

– Będzie pod jednym warunkiem: Jarosław Kaczyński powinien być konsekwentny.
Największą bolączką prezesa PiS w ostatnich czasach jest jego brak stałości.
Paradoksalnie, ponieważ przez długie lata to stałość była jego największym
atutem. Był bardzo konsekwentny w eksplikowaniu pewnej diagnozy o państwie,
którą – jak się okazało po aferze Rywina – podziela większość Polaków. Obecnie w
przekazie Jarosława Kaczyńskiego brakuje synchronizacji – to znaczy przeciętny
Polak niespecjalnie śledzący życie polityczne może nie rozumieć jego narracji.
Poza tym wystąpieniom publicznym prezesa PiS często brakuje lekkości, bywają
zbyt poważne. To również warto zmienić. Podsumowując: należy w pierwszej
kolejności rozwiązać problem niekonsekwencji i tak formułować przekaz, aby jego
jednoznaczność uniemożliwiała wypaczenie.

Na jaką grupę wyborców działa jeszcze – ujmując to kolokwialnie – histeria
antypisowska?

– To jest w dużej mierze grupa osób, które nie mają zielonego pojęcia o
polityce, przechodzi ona przez wszystkie pokolenia. Być może nawet wśród młodych
ludzi jest ona mniejsza. Najczęściej PiS-u bezzasadnie obawiają się ludzie,
którzy chcą być popkulturowi i apolityczni.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj