Tradycja w służbie modernizacji

Do projektu IV Rzeczypospolitej warto wrócić przede wszystkim dlatego, że
III RP skompromitowała się doszczętnie. Nikomu z krytyków III RP, do których ja
także się zaliczałem, nie przyszłoby do głowy, że może dojść do takiej
katastrofy, jak ta, która zdarzyła się w Smoleńsku, że tak będzie prowadzone
śledztwo, że państwo polskie okaże taką bezsilność, że forpoczty imperium
rosyjskiego znowu pokażą się nad Wisłą, a znaczna część "elit" powita je z
niskim pokłonem.

Dziś wiemy, że nawet najgorsze, najbardziej krytyczne opisy III RP były jeszcze
nazbyt optymistyczne i łagodne. Rzeczywistość okazała się gorsza, niż się
wydawało.
Postpolityka Platformy Obywatelskiej przyspieszyła i zaostrzyła procesy, które
można było dostrzec już przed 2005 rokiem. Nastąpił dalszy rozkład państwa.
Rządzenie przez PR, palikotyzacja i tabloidyzacja sprowadziły wielu Polaków do
poziomu zdezorientowanego tłumu, którego emocjami – głównie negatywnymi – można
dowolnie sterować. Jednocześnie zrezygnowano z rozwiązywania zasadniczych,
strukturalnych problemów Polski – na przykład kryzysu demograficznego czy
uzależnienia gospodarczego na rzecz beztroskiego "tu i teraz", polityki "ciepłej
wody w kranie", mitu "zielonej wyspy" i utrzymywania sondażowego poparcia.
Ostatecznie polityka ta zaprowadziła Polskę do Smoleńska, gdzie znalazło śmierć
96 wybitnych Polaków z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. W dodatku w
haniebnym sojuszu z władzami rosyjskimi ofiary katastrofy obciążono
odpowiedzialnością za nią.
Do projektu IV RP należy wrócić (niezależnie od tego, jak go teraz nazwiemy)
także dlatego, że cele w nim postawione są nadal aktualne. Dzisiaj wiemy już, że
ani członkostwo w Unii, ani w NATO nie jest absolutną gwarancją bezpieczeństwa.
Wiemy, że jeśli nie dokonamy zasadniczych przemian, polska gospodarka pozostanie
"zależną gospodarką rynkową", usługową wobec krajów rozwiniętych, że Polska
będzie rezerwuarem taniej siły roboczej, a postępująca utrata suwerenności
zakończy się całkowitym zniknięciem Polski jako podmiotu politycznego.
IV RP miała oznaczać państwo, które opiera się na kilku zasadach. Po pierwsze –
na uczciwym rozliczeniu się z komunistyczną przeszłością, bo bez tego nie jest
możliwe przywrócenie szacunku dla prawa i sprawiedliwości, zbudowanie dobrze
funkcjonujących instytucji oraz stworzenie spoistej wspólnoty politycznej. Po
drugie – na zdecydowanym ukróceniu korupcji, która znowu rozkwitła w czasie
rządów PO, czego najlepszym przykładem jest afera hazardowa. Po trzecie – na
połączeniu modernizacji z odnową i pielęgnacją polskich tradycji, zwłaszcza
tradycji republikańskich i chrześcijańskiej tożsamości. Po czwarte – na odejściu
od iluzji "polskiego liberalizmu", filozofii publicznej III RP, w której
głoszono pochwałę pluralizmu, relatywizmu i moralnej neutralności państwa. Po
piąte – na solidarności między warstwami społecznymi, regionami i pokoleniami.
Po szóste – na budowie silnego polskiego kapitalizmu z aktywną rolą państwa,
rozwoju nowoczesnych gałęzi przemysłu. Po siódme – na samodzielnej polityce
zagranicznej, co dzisiaj oznaczać musi powrót do roli lidera w Europie
Środkowo-Wschodniej, powstrzymywanie ekspansji rosyjskiej i przeciwdziałanie
negatywnym tendencjom w Europie Zachodniej, szczególnie w Niemczech.
Niezbędnym tego warunkiem jest odsunięcie PO od władzy, co oznaczać musi także
postawienie przed sądem polityków i urzędników państwowych odpowiedzialnych za
katastrofę smoleńską. Jest to warunek konieczny, ale niewystarczający, gdyż
prawdziwa zamiana będzie możliwa przez trwałe pozbawienie pokomunistycznych elit
III RP ich wpływu na państwo. Musimy przy tym zdawać sobie sprawę, że IV RP nie
powstanie przez jeden wyborczy zryw, przez doraźną akcję, nie zbudujemy jej
emocjami, choć te są również niezbędne, lecz jedynie mądrą, wytrwałą i
systematyczną pracą.

 

Prof. Zdzisław Krasnodębski
 


Autor jest socjologiem, filozofem. Wykłada na Uniwersytecie Kardynała
Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytecie w Bremie.

drukuj