I kto tu ma obsesję
Platforma Obywatelska w prowadzonej przez siebie kampanii wyborczej
powiela stare pomysły. Pomimo wewnętrznych napięć i "złego klimatu" wokół
partii rządzącej jej specjaliści od wizerunku nie są w stanie wymyślić nic
nowego poza sprawdzoną kilka lat temu metodą straszenia Prawem i
Sprawiedliwością. Obsesja na punkcie ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego
zintensyfikowała się również w mainstreamowych mediach, które przez
wszystkie przypadki odmieniają ostatnio nazwisko prezesa Prawa i
Sprawiedliwości i najwięcej czasu poświęcają właśnie jemu oraz jego
"rozwścieczonemu" i "żądnemu zemsty" elektoratowi.
Prawie dwie trzecie Polaków negatywnie ocenia sytuację w kraju – wskazuje
jeden z ostatnich sondaży przeprowadzonych przez CBOS. Może właśnie z uwagi
na to, że proces "delemingizacji" społeczeństwa postępuje, specjaliści
Platformy od marketingu politycznego są coraz bardziej bezradni. Uciekają
się bowiem do metod walki politycznej, które sprawdziły się znakomicie kilka
lat temu i pozwoliły "spokojnie" przejąć władzę po dwóch latach rządów
Jarosława Kaczyńskiego. Czy jednak dzisiaj będzie to równie skuteczne? Z
pomocą zawsze mogą przyjść zaprzyjaźnione media. Od 10 kwietnia, czyli od
rocznicy katastrofy, niemalże codziennie pojawia się w nich jakiś komentarz,
artykuł, opinia eksperta związana z: Jarosławem Kaczyńskim, Prawem i
Sprawiedliwością, katastrofą w Smoleńsku, obchodami rocznicy katastrofy,
marszami, Wawelem etc. Oczywiście wszystko zachowane w konwencji "bójcie się
tych strasznych ludzi" i niemające wiele wspólnego z merytoryczną dyskusją.
Podobnie jest w "świątecznym" wydaniu tygodnika "Wprost", o programach
publicystycznych, do jakich pretenduje audycja Tomasza Lisa, nie
wspominając. Chociaż Jarosław Kaczyński nie jest premierem, a media mają z
czego rozliczać władzę, przebija z nich jeden przekaz: Prawo i
Sprawiedliwość zagraża demokracji. Kiedy wydawało się, że temat już wygasł –
prawie cztery lata rządów Donalda Tuska są wystarczającym polem do poważnych
dyskusji o kondycji państwa – rocznica katastrofy smoleńskiej pokazała, że
jednak tak się nie stało. Zdaniem Jakuba Zielińskiego, doktoranta w
Instytucie Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ta
agresywna retoryka medialna wobec Prawa i Sprawiedliwości wpisuje się
właśnie w politykę Platformy Obywatelskiej. – Partia rządząca wraca do
swojego sztandarowego pomysłu na strategię polityczną, czyli straszenia
społeczeństwa różnymi kanałami wizją powrotu do władzy PiS. Media w
większości wchodzą w tę strategię – zauważa w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" Jakub Zieliński. Jak dodaje, po części wynika to z poglądów
politycznych poszczególnych dziennikarzy. W konsekwencji to PiS musi ciągle
się bronić, tłumaczyć ze wszystkich wypowiedzi, zwłaszcza tych wyrwanych z
kontekstu, a nie rząd, którego konkretne decyzje wpływają na życie
obywateli. – Według mnie, ta metoda może być całkiem korzystna dla
Platformy. Ogromna część społeczeństwa nie szuka informacji, tylko przyjmuje
to, co największe media zaserwują, a co jest zmanipulowane. Rzeczywistość
przefiltrowana w takich mediach jak TVN 24, "Gazeta Wyborcza" czy tygodnik
"Wprost" staje się dla pewnej grupy społeczeństwa rzeczywistością obiektywną
– wskazuje Jakub Zieliński. Utrwalanie przekonania, że Jarosław Kaczyński
jest głównym zagrożeniem dla demokracji w Polsce, zdaniem socjologa, może
okazać się trampoliną do zwycięstwa PO. Niewątpliwie jest to również jeden z
tematów zastępczych, których częste pojawianie się jest w interesie partii
rządzącej. Z kolei prof. Andrzej Waśko, historyk literatury, publicysta,
pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, uważa, że obserwując
zjawisko kumulacji agresji wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, należałoby
zastanowić się nad stanem psychicznym tych, którzy tę agresję artykułują. –
Bez wątpienia mamy do czynienia z niepokojącą obsesją na punkcie
wszystkiego, co związane z prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Uwidacznia się
w niej nie tylko autentyczna i wyrażana już od kilku lat niechęć do PiS, ale
również strach przed realną szansą na powrót Prawa i Sprawiedliwości do
władzy jeszcze w tym roku. To właśnie strach determinuje agresję –
diagnozuje prof. Waśko. Jak wyjaśnia, mimo że od początku prowadzona była
kampania polityczna na rzecz wyeliminowania partii Jarosława Kaczyńskiego z
życia publicznego, PiS wciąż jest w grze, mało tego – wciąż jest liczącym
się graczem. – Ta nagonka dotyczy również części społeczeństwa, która nie
zgadza się z Donaldem Tuskiem. Wbrew temu, co próbuje się wmówić,
antydemokratyczni są ci, którzy tę nagonkę prowadzą, a nie ci, którzy stają
się jej ofiarami. Co do skuteczności straszenia PiS, jestem w tej materii
umiarkowanym optymistą. Zasięg mediów niezależnych poszerza się, coraz
więcej jest sygnałów, że społeczeństwo budzi się z tego letargu – konkluduje
nasz rozmówca.
Paulina Jarosińska
