MSZ: Nie ma sprawy
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie było stroną w sprawie
usuniętej przez Rosjan pod osłoną nocy tablicy umieszczonej na miejscu
katastrofy smoleńskiej przez przedstawicieli Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 i
nie miało formalnych podstaw do działań w tej sprawie – tłumaczył sejmowej
Komisji Spraw Zagranicznych wiceszef MSZ Henryk Litwin. Według MSZ, to rzecz
między właścicielami tablicy a rosyjskim rządem.
Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych wysłuchała informacji MSZ w sprawie
stosunków polsko-rosyjskich i obchodów 71. rocznicy zbrodni katyńskiej.
Informacja została przedstawiona po żądaniach posłów klubów opozycyjnych, którzy
domagali się od rządu wyjaśnień w sprawie okoliczności podmiany przez Rosjan pod
osłoną nocy i tuż przed przybyciem na to miejsce prezydenta RP tablicy
umieszczonej na miejscu katastrofy smoleńskiej. Na podmienionej tablicy nie było
krzyża ani wzmianki, że ofiary katastrofy udawały się na uroczystości
upamiętnienia 70. rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim.
Na posiedzenie komisji nie przybył zaproszony szef MSZ Radosław Sikorski, który
służbowo przebywał w Berlinie. Na pytania posłów odpowiadał wiceminister spraw
zagranicznych Henryk Litwin. Rozczarowanie posłów nieobecnością Sikorskiego było
tym większe, że w sprawie podmiany przez Rosjan tablicy Litwin powiedział już,
co miał do powiedzenia dzień wcześniej, odpowiadając na bieżące pytania posłów
na posiedzeniu plenarnym Sejmu. Wiceszef MSZ po przespanej nocy doszedł być może
do wniosku, że odpowiadając w czwartek na pytania posłów, przesadził ze
szczerością. Oświadczył, że źle odczytano jego słowa o bezsilności resortu spraw
zagranicznych. Litwin wyjaśniał, że słowa o bezradności były przez niego
wypowiedziane z ironią, chodziło jedynie o przekazanie informacji, iż państwo
polskie nie może realizować czynności administracyjnych na terytorium innego
państwa. – Nie mówiłem, że rząd polski jest bezsilny, że MSZ jest bezsilne.
Powiedziałem jedynie, że owszem, istnieje bezsilność w zakresie tego, co dotyczy
postępowania czynności administracyjnych realizowanych na terytorium innego
państwa. Tak Rosji, jak każdego innego – mówił wiceminister Litwin. – Nie
uważam, żeby w stosunkach polsko-rosyjskich MSZ, polski rząd, polskie instytucje
państwowe były bezsilne, i co więcej, uważam, że nie ma na to dowodów – dodał. W
jego przekonaniu, MSZ spotyka się z "ewidentną złą wolą mediów". – Z upodobaniem
przeinaczają wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych, bardzo
często podają cytaty z wypowiedzi strony rosyjskiej jako nasze wypowiedzi –
skarżył się wiceminister.
Litwin poinformował komisję, że skandal z tablicą z formalnego punktu widzenia
nie jest sprawą stosunków pomiędzy rządem polskim a rządem rosyjskim. Zaznaczył,
że polski rząd nie miał podstaw do formalnych działań w sprawie tablicy, gdyż
jej właściciel nie poinformował polskich władz o jej zawieszeniu ani później nie
prosił o jakąkolwiek pomoc. Stwierdził, że gdyby polskie władze zostały
poproszone o wsparcie w tej sprawie, to miałyby legitymację do podjęcia
formalnych działań. – Zgodnie z prawem rosyjskim i zgodnie z konwencją
międzynarodową jest to sprawa, w której podmiotami są właściciel tablicy i rząd
rosyjski – wyjaśniał.
Antoni Macierewicz (PiS) dopytywał w tym kontekście, czy w takim razie "polskie
Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie jest stroną wobec prześladowania i
niszczenia własności polskiej i do tego jeszcze upamiętniającej zbrodnie
ludobójstwa i straszliwą tragedię". Litwin przekonywał, że w chwili gdy bez
udziału rządu polskiego zawieszono tablicę, kompromis ze stroną rosyjską w tej
sprawie nie był już możliwy.
Postawy resortu bronili posłowie Platformy Obywatelskiej, przekonując, iż MSZ
postawione zostało w takiej sytuacji, że cokolwiek by nie zrobiło, to byłoby
źle.
Artur Kowalski
