Wyjaśnianiem tej katastrofy rządzą abstrakty Tuska

Z Antonim Macierewiczem, szefem Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania
Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku, rozmawia Anna Ambroziak

Minął rok od katastrofy na Siewiernym. Pana zdaniem, jest jeszcze szansa na
poznanie jej przyczyn?

– Według mnie ta sprawa ma taki sam przebieg merytoryczny i polityczny jak
sprawa katyńska. Rozstrzygać tu będą nie fakty, ale wola polityczna rządu,
której teraz nie ma. Rząd Tuska i organy państwa związane z linią polityczną
Platformy Obywatelskiej wyraźnie dawały do zrozumienia już od dnia katastrofy,
że nie są zainteresowane jej wyjaśnianiem. Deklaracja pana Tuska wygłoszona na
początku, że zamachu nie było, jest teraz przekuwana w formułę prawną.

Za podstawę prawną badania katastrofy przyjęto załącznik 13 konwencji
chicagowskiej z 1944 roku odnoszącą się tylko i wyłącznie do lotów cywilnych. Do
dziś rząd nie uzasadnił wyboru tego reżimu prawnego.

– Kwestia wyboru podstawy prawnej, na podstawie której badano katastrofę
smoleńską, jest szczególnie zakamuflowana, a nawet zakłamana. Decyzja w tej
sprawie kompromituje rząd Donalda Tuska, który wprost zrezygnował z suwerenności
w zakresie obrony poległych przywódców i ważnych interesów państwa polskiego.
Początkowo, do 13-15 kwietnia, obie strony prowadziły działania na podstawie
umowy z 1993 roku. Zgodę na to wyraził prezydent Dmitrij Miedwiediew w pierwszej
depeszy przesłanej do premiera Tuska jeszcze 10 kwietnia. Pisał tam, że Rosja
będzie prowadzić postępowanie wyjaśniające wspólnie z Polską. Tak dokładnie
stanowi art. 11 umowy z 1993 roku. Nie było w tym zresztą nic nadzwyczajnego;
była to po prostu realizacja obowiązującego prawa. W związku z tym do Smoleńska
udała się polska komisja kierowana przez płk. Mirosława Grochowskiego, która
podjęła natychmiast współpracę z analogiczną komisją rosyjską kierowaną przez
gen. Siergieja Batujewa. Współpraca była znakomita i większość materiałów,
którymi dziś dysponujemy, to owoc współdziałania z tamtego okresu. Właśnie wtedy
płk Grochowski uzyskał od gen. Batujewa tak istotne dla badania sprawy zapisy
rozmów kontrolerów z wieży w Smoleńsku. Rosjanie prowadzili podwójną grę,
równocześnie próbując wymusić na polskich władzach akceptację załącznika 13 do
konwencji chicagowskiej. Rzecz w tym, że umowa z 1993 r. dawała nam w badaniach
przyczyn i przebiegu katastrofy pozycję równorzędną, przyjęcie załącznika 13
oznaczało przejęcie przez stronę rosyjską roli decydenta we wszystkich sprawach,
włącznie z pełną dyspozycją dowodami oraz prawem do autorstwa raportu.
Już 10 kwietnia w godzinach południowych pan Morozow uzgodnił w rozmowie
telefonicznej z płk. Edmundem Klichem, że najlepszą podstawą jest załącznik 13
konwencji chicagowskiej. Klich przekonywał ministra Grabarczyka, a ten premiera
Tuska. Klich bez żadnych pełnomocnictw udał się do Smoleńska i tu stał się
beniaminkiem Rosjan. Potraktowano go jako najważniejszą osobę i zaczęto
przeciwstawiać komisji płk. Grochowskiego. Zapewne kluczowe znaczenie miały
rozmowy Putina z Tuskiem. Trzeba pamiętać, że sprawa katastrofy smoleńskiej była
tak fundamentalna dla Rosji, że na czele komisji rosyjskiej stanął premier
Władimir Putin. Z kolei polski premier wolał trzymać się w cieniu i realizował
te ustalenia. Mając podstawowe uzgodnienia, Putin 13 kwietnia podpisał
zarządzenie powierzające wyjaśnienie katastrofy MAK według procedury opisanej w
załączniku 13 do konwencji chicagowskiej. Ale w rzeczywistości podstawą prawną
tego działania nie była konwencja ani nawet sam załącznik. Podstawą prawną było
zarządzenie premiera Federacji Rosyjskiej. I premier Tusk milcząco przyjął to do
wiadomości. Nie ma żadnego dokumentu akceptującego taki stan rzeczy, nie było
uchwały Rady Ministrów, nie ma żadnego oficjalnego stanowiska jakiegokolwiek
formalnego ciała. Po prostu Putin wydał rozporządzenie, a premier Tusk polecił
naszym urzędnikom, by stosowali się do woli wyrażonej w decyzjach rosyjskich. To
dlatego Tusk był głuchy na żądania PiS, by Polska przejęła choćby część
postępowania. To dlatego premier milczał, gdy wskazywano mu, że Rosjanie łamią
konwencję chicagowską i dlatego szybko zrezygnował z gromko zapowiadanych apeli
o arbitraż ICAO. Konwencja chicagowska takie procedury przewiduje, ale to
postępowanie nie było prowadzone według konwencji chicagowskiej, lecz według
zarządzenia premiera Rosji. Więc oczywiście odwoływanie się do konwencji byłoby
nieskuteczne i narażałoby tylko Polskę na kpiny: zdaliście się na dobrą wolę
Rosji, to nie oczekujcie pomocy od organizacji międzynarodowych, bo sami z ich
ochrony zrezygnowaliście. Podejmując taką decyzję, premier Tusk działał na
szkodę państwa polskiego i powinien za to odpowiedzieć przed sądem. Szkody
wyrządzone pamięci ofiar tej katastrofy, a także państwu polskiemu, są
olbrzymie. Mówię zarówno o szkodach doraźnych, związanych z utrudnianiem
wyjaśnienia przyczyn katastrofy, jak i o szkodach związanych z zachwianiem
pozycji Polski na arenie międzynarodowej i podporządkowania długofalowym
interesom politycznym i gospodarczym (gaz!) Rosji.

Jest też memorandum z 31 maja ubiegłego roku podpisane przez ministra
Millera, legalizujące zawłaszczenie czarnych skrzynek przez Rosjan.

– Pan premier Tusk powinien odpowiadać przed sądem za działanie na szkodę
państwa. Przedmiotem postępowania powinny być także jego matactwa prowadzące do
dezinformacji i okłamywania społeczeństwa i Sejmu co do konwencji chicagowskiej
i umowy z 1993 r., braku czasu na wypracowanie procedur, świetnej współpracy
Rosji z Polską itp. Bulwersujące są nie tylko ówczesne działania premiera i jego
rządu, ale także to, co mówili (i zresztą bez żenady mówią do dziś). Teza, że
Władimir Putin to najwłaściwsza instancja do sądzenia Lecha Kaczyńskiego czy
Anny Walentynowicz, że Putin uczciwie i bezstronnie oceni, jak doszło do tej
katastrofy, jest tak niewiarygodnie bezczelna, że aż dech zapiera. Gdy premier
mówił w Sejmie, że trzeba przecież zaufać rządowi rosyjskiemu, bo mógłby się
poczuć dotknięty, zrozumiałem, że zostały przekroczone wszystkie granice i
Polsce wypowiedziano bezwzględną wojnę. Dlatego nie zdziwił mnie przebieg
dalszych wydarzeń i np. nazwanie bezczeszczenia krzyża heppeningiem. Trzeba
sobie jasno zdawać sprawę: nie mamy tu do czynienia z zaniechaniem przez
nieudolność czy pomyłką. Mamy do czynienia ze świadomym współdziałaniem z Rosją
na szkodę państwa polskiego. Taki właśnie charakter ma też porozumienie
podpisane 31 maja 2010 r. przez ministra Millera z przedstawicielem rządu
Federacji Rosyjskiej. W jednym z punktów zostaje wyrażona zgoda na to, by czarne
skrzynki pozostały w Rosji do końca postępowania sądowego. To oczywiste
działanie na szkodę śledztwa. I wtedy polska prokuratura stwierdza, że nie ma
dostępu do tego materiału dowodowego, bo zawłaszczyli go Rosjanie. A Rosjanie
otrzymali je w wyniku umowy z rządem pana premiera Tuska! Prokurator Seremet
oczywiście świetnie to wie. Ale nie słyszałem, by wystąpił w tej sprawie,
wykazując bezprawność i szkodliwość dla śledztwa takich działań rządu.
Przeciwnie, zamyka wątek działania osób trzecich, udając, że nie ma dostępu do
materiału dowodowego, bo Rosjanie nie chcą oddać czarnych skrzynek. Nie bronię
postępowania Rosjan, ale gros odpowiedzialności spada na postępowanie rządu i
samej prokuratury. Tak to wygląda w wymiarze prawnym. W wymiarze politycznym i
moralnym mógłbym tylko powtórzyć, że dawno już Polska nie widziała takiego
zaparcia się przez najwyższych urzędników państwowych swoich obowiązków i
przysięgi, jaką złożyli.

Do tej pory, jeśli chodzi o ministrów, prokuratura przesłuchała tylko Tomasza
Arabskiego i Bogdana Klicha.

– Mam duży szacunek dla wysiłku i solidności pracy szeregowych śledczych i
prokuratorów i nie należy obciążać ich odpowiedzialnością za polityczne decyzje
podejmowane na górze. Ktoś musiał stale chronić premiera, ministra spraw
zagranicznych czy prezydenta, którzy zapewne mają największą wiedzę o kulisach
organizacji tej wizyty w Katyniu, o tajnych negocjacjach prowadzonych do
ostatniej chwili, nawet w czasie lotu Tu-154, i oczywiście o zmowie łączącej
dzisiaj tych ludzi z premierem Putinem. Nie jest to więc niedbalstwo ani też
strach. Myślę, że prokuratura czuje się bezradna wobec siły politycznej
rządzących. Mogliśmy to obserwować niedawno na dużo niższym poziomie, gdy
prokurator nadrzędny unieważnił decyzję o postawieniu zarzutów wiceministrowi
finansów. Cóż więc mówić o premierze?

Prokuratorzy rosyjscy nie mają jednak żadnych zahamowań, wiadomo już, że
przesłuchają m.in. ministra Klicha. Czyżby stronie rosyjskiej bardziej zależało
na wyjaśnieniu kulis wizyty z 10 kwietnia?

– Odbieram to jako wyraźną presję polityczną ze strony rosyjskiej. To część
planu związanego z wymuszeniem dostosowania stanowiska polskiego do stanowiska
rosyjskiego, tak jak zapowiedział to prezydent Miedwiediew po rozmowie z
prezydentem Komorowskim w Warszawie. Że nie wyobraża sobie, by wyniki śledztwa
polskiego były inne niż wyniki śledztwa rosyjskiego.

Prokuratura oddaliła hipotezę udziału osób trzecich, potocznie zwaną hipotezą
zamachu. Jak Pan ocenia tę decyzję?

– Traktuję to jako decyzję polityczną, niemającą żadnego umocowania w materiale
dowodowym, sprzeczną z zasadami uczciwego postępowania prokuratury i decyzję
absurdalną, a przez to jawnie pokazującą zależność polityczną prokuratury. Jest
bardzo wiele spraw związanych z wyjaśnieniem przyczyn i przebiegu katastrofy, w
których śledczy nie zrobili nic albo prawie nic. Dotyczy to – przede wszystkim –
wątków związanych z działaniem osób trzecich, awarią, zmową polityczną przeciw
prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Uniemożliwianie rodzinom przeprowadzenia
ekshumacji pokazuje, że w całej tej sprawie jest tajemnica, której prokuratura
się domyśla albo nawet o niej wie i obawia się jej wyjaśnienia. Podobnie jest z
badaniem zapisu skrzynki szybkiego dostępu, parametrów lotu (tzw. ATM). Ten
zapis, pobrany z oryginału, jest od blisko roku w Polsce. Prokuratura nie chce
go udostępnić ekspertom rodzin, tłumacząc swoją odmowę trwającymi wciąż podobno
badaniami. Ale mimo tego prokuratura odrzuciła niektóre wątki śledztwa. Jak to
możliwe, że wyklucza się wątek zamachu, nie mając ostatecznej analizy wyników
badań zapisu skrzynki parametrów lotu? I jak można to zrobić, nie dokonując
ekshumacji i nie badając ciał ofiar? Tak więc są obszary, gdzie prokuratura
postępuje solidnie, i są takie – często nawet bardziej istotne dla sprawy –
gdzie rozstrzyga polityka. Czarne skrzynki znajdują się w Rosji nie dlatego, że
Rosjanie narzucili swoją wolę, ale dlatego, że minister Miller podpisał owo
memorandum z 31 maja. I prokuratura od 31 maja 2010 roku doskonale o tym wie.
Prokuratura rezygnuje z wątku zamachu, a jednocześnie uniemożliwia rodzinom
przeprowadzenie ekshumacji ciał ich bliskich, tak samo nie godzi się na to, by
to rodziny ofiar, które chcą w tym celu zatrudnić własnych ekspertów, mogły
kopiować dane z ATM. I to mówi prokuratura, która od blisko roku ma te dane i
ich nie ujawnia!

Kiedy powstawał zespół, któremu Pan szefuje, deklarował Pan, że będzie
wnioskował o uzyskanie wszystkich wyników prac komisji, której przewodniczy
minister Jerzy Miller. Ale do tego chyba daleka droga.

– Żeby zreferować wyniki naszych prac, trzeba by osobnego wywiadu, a nawet ich
serii. Przygotowywana przez nas Biała Księga już ma kilkaset stron i zapewne
będziemy musieli ograniczyć jej objętość, aby mogła spełnić rolę przystępnego
przeglądu najważniejszych dokumentów dotyczących tragedii smoleńskiej. Za główne
dokonania zespołu uważam, po pierwsze: obnażenie postawy zakłamania rządu Tuska,
który od końca kwietnia miał dowody odpowiedzialności rosyjskiej. Dowody te
ukrywano do grudnia – w ten sposób pozwolono na bezkarne oskarżenia obwiniające
prezydenta Kaczyńskiego, pilotów i generała Błasika. Po drugie: udowodnienie, że
za organizację wizyty i lotu odpowiedzialny był rząd premiera Tuska, a za
procedury lądowania rosyjscy kontrolerzy lotu. Po trzecie: ujawnienie i
demistyfikacja procedur, według których badano przyczyny katastrofy, i ukazanie
odpowiedzialności rządu Tuska. Po czwarte: wykluczenie winy pilotów i wskazanie,
iż przyczyną katastrofy mogła być albo awaria, albo działanie osób trzecich. W
tej sferze pokazanie kulisów przetargu na flotę powietrzną i na remont Tu-154
jest niesłychanie ważne. Ostatnia sprawa to kulisy przejęcia władzy przez
marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, określone przez ministra Andrzeja Dudę
"zamachem stanu". Oczywiście wszystkie te ustalenia to efekt pracy i aktywności
wielu osób i środowisk. Działanie zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej
pokazuje w kraju i za granicą, że istnieje taki czynnik państwa polskiego, który
nie jest podporządkowany administracji i niezależnie prowadzi badania obnażające
odpowiedzialność Rosji i rolę rządu Donalda Tuska. Gromadzone przez nasz zespół
świadectwa i ekspertyzy są istotnym materiałem dowodowym. Historia uczy, iż
propaganda, choć bywa doraźnie skuteczna, przemija bez śladu. W ostateczności
liczą się tylko fakty, dowody i prawda.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj