Po 30 latach odnowiłem sztandar

Już od rana na Krakowskim Przedmieściu gromadziły się tłumy ludzi. Tak jak
rok temu, przyszli tu oddać hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej. Przed Pałacem
Prezydenckim ponownie zapłonęły tysiące zniczy i złożono tysiące kwiatów. Mimo
decyzji prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Watz o tym, że w dniu pierwszej
rocznicy największej narodowej tragedii w powojennej Polsce nie zostaną
wywieszone polskie flagi ani nie zabrzmią syreny, warszawiacy i ci, którzy
przybyli z całej Polski, sami oddali hołd ofiarom. Po porannej Mszy Świętej w
kościele seminaryjnym posłowie – mimo utrudnień ze strony władz miasta – złożyli
wieńce przed Pałacem Prezydenckim. Po południu od ulicy Emilii Plater, przez
Świętokrzyską i Krakowskie Przedmieście przemaszerowały dziesiątki tysięcy ludzi
z biało-czerwonymi flagami i transparentami. W wieczornej Mszy Świętej w
katedrze św. Jana za dusze ofiar tragedii także uczestniczyły tłumy. Ulice
Warszawy znów wypełniły się ludźmi – podobnie jak w kwietniu zeszłego roku.

W uroczystościach ku czci ofiar poległych pod Smoleńskiem wzięli udział Polacy z
całego kraju i z zagranicy. Potężna manifestacja patriotyczna przeszła ulicami
stolicy, zapowiadając wiatr zmian. Zwyciężyliśmy – niezależnie od tego, jak
dalej potoczą się losy naszego kraju, ocaliliśmy honor. Prawdy o katastrofie
smoleńskiej nie uda się już zamieść pod dywan. Jak powiedział premier Jarosław
Kaczyński – wygraliśmy bitwę o pamięć.

Oddajcie skrzynki!
Uczestnicy marszu przeszli ulicami Warszawy, skandowali między innymi: "Oddajcie
skrzynki, weźcie Bronka". Łączyło ich przekonanie, że działania rządu i
prezydenta po katastrofie smoleńskiej nie pozwalają mieć najmniejszych złudzeń
co do tego, czyje interesy reprezentuje obecna władza. Maciej Jabłoński, Polak z
Kanady, przyjechał do Warszawy z Ottawy – specjalnie, żeby wziąć udział w
uroczystościach w Warszawie i Krakowie. – Chciałbym pozdrowić wszystkich
uczestników tej wspaniałej manifestacji patriotycznej na Krakowskim
Przedmieściu. Tutaj, w tym miejscu, czuje się bicie serca Polski. Wszyscy –
także Polacy poza granicami kraju – pragniemy, żeby Polska była Polską. Żeby
rządy zmieniły się na lepsze – mówi pan Maciej.
Krzysztof z Gdyni wypowiada się z kolei bardziej lapidarnie: – Jestem tutaj
dopiero pierwszy raz i chciałem od razu mocno zaakcentować swoją obecność.
Przywiozłem transparent z krótkim napisem: "Tusk pod sąd".
Michał, Dominik i Karol z Kozienic mają po 27, 29 i 32 lata. Przyjechali do
Warszawy z pobudek patriotycznych, nie tylko w swoim imieniu, ale także – jak
deklarują – w imieniu innych, którzy nie mogą dzisiaj być w stolicy. – To jest
nasz obowiązek. Nie zgadzamy się z tym, jakie stanowisko zajmuje polska władza w
sprawie śledztwa smoleńskiego – wskazują.
Kolejarz z Katowic od katastrofy smoleńskiej co miesiąc uczestniczący we Mszy
Świętej w kościele garnizonowym w swoim rodzinnym mieście. Przyjechał do
Warszawy także z innym zarzutem pod adresem obecnego rządu. – Mamy teraz na
Śląsku zamieszanie. Jestem narodowości polskiej, a mam sąsiada o narodowości
śląskiej. Nie chcemy drugiego Kosowa – alarmuje. – Przyjechałem do Warszawy ze
sztandarem "NSZZ Solidarność". To jest moja prywatna chorągiew. Uszyłem ją
jeszcze przed rejestracją związków zawodowych. Po 30 latach odnowiłem sztandar.
Chorągiew była poświęcona razem z krzyżami, które – wtedy, kiedy nie było to już
zabronione – zaniosłem po raz pierwszy do zakładów pracy – opowiada.

Chcemy prawdy!
Głównym zarzutem wobec obecnego rządu jest oddanie śledztwa w sprawie katastrofy
smoleńskiej w ręce Rosji. Oznacza to, że droga do prawdy – która jest warunkiem
istnienia zdrowego społeczeństwa – znacznie się wydłuży i będzie dużo
boleśniejsza. – Śledztwo w sprawie Smoleńska nie jest prowadzone w sposób
właściwy i do tej pory nie przybliżyliśmy się do prawdy. Polonia – razem z całym
Narodem Polskim – chce prawdy o Smoleńsku, tak jak kiedyś pragnęliśmy prawdy o
Katyniu – mówi Maciej Jabłoński.
Pragnienie poznania prawdy, jako konieczny warunek wolności, powtarza się we
wszystkich niemalże wypowiedziach uczestników manifestacji. Wojciech Miłkowski,
członek belgijskiego oddziału Stowarzyszenia Solidarni 2010, na pytanie, jak
ocenia obecny stan demokracji w Polsce, odpowiada: — Bez komentarza. Tego się
nawet nie da skomentować. Nadzieja jest w nas. Dopóki będziemy uparcie walczyć o
prawdę, będzie nadzieja. Ona umiera ostatnia.
Walka o prawdę dotyczy nie tylko śledztwa smoleńskiego, ale wszystkich sfer
życia społecznego. Karol, dwudziestokilkuletni chłopak z Kozienic, opowiada nam:
– Przyjechaliśmy tu także dlatego, żeby zobaczyć, jak naprawdę wyglądają obchody
rocznicy katastrofy, ponieważ media przedstawiają czasami wydarzenia w sposób
nieprawdziwy. Na pytanie, jak opisałby to, co widzi 10 kwietnia w Warszawie,
Karol odpowiada: – Dużo ludzi. Wielu młodych. Nie zieją żadną nienawiścią –
widać, że to ta druga strona prowokuje, nie my.

Lepiej być moherem
Wbrew kreślonemu przez media głównego nurtu obrazowi patrioty jako obłąkanego
starca pałającego żądzą mordu ulice Warszawy 10 kwietnia pełne były ludzi
zarówno starszych, jak i młodzieży, lepiej i gorzej sytuowanych, rolników,
górników, hutników, kolejarzy, inteligencji i innych grup zawodowych. Wszyscy
szli pod tymi samymi, biało-czerwonymi sztandarami. Na przekór pogardzie dla
"moherów" demonstrowanej przez obecny rząd grupa młodych chłopaków, śmiejąc się,
skanduje: "Lepiej być moherem niż Tuska frajerem!".
– Sprowadził nas tutaj patriotyzm. Chcemy także zaprzeczyć temu, co pokazują
media. Stoimy tu i patrzymy – ilu tu jest młodych ludzi! I bardzo dobrze. Nikt
nie rzuca kamieniami, nie przeklina, spokój, piękna atmosfera – podsumowują
Jacek Bączyński i Tomasz Sobczyk.
Młodzi podkreślają, że patriotyzm nie jest łatwy, że czasem kosztuje i dlatego
może nie wszyscy chcą się nim kierować. – Część ludzi wybiera kłamstwo, dlatego
że nie chcą się angażować, wolą zostać w swoich czterech kątach przed
telewizorem plazmowym – stwierdza Ireneusz Czesuła, który na obchody rocznicy
Smoleńska przyjechał z Brukseli. – I może im to wystarcza, nie chcą o nic
walczyć, bo walka wiąże się z jakimś poświęceniem – dodaje. – Sytuacja jest
obecnie taka sama jak w latach 80. Jedni wychodzili na ulice, a drudzy czekali,
aż wszystko za nich załatwią – kwituje Wojciech Miłkowski.

Zwyciężymy!
Tych, którzy nie czekają, ale działają, jest wielu, a ich zapał i patriotyzm są
godne podziwu. Pan Mieczysław przyjechał do Warszawy z Gdańska przez… Kraków.
– Byliśmy dzisiaj na Wawelu, złożyliśmy wieniec przy sarkofagu pary
prezydenckiej. Na Mszę Świętą przyjechaliśmy natomiast do Warszawy. Rok temu nie
pomyślałbym, że śledztwo będzie tak prowadzone. Ale wygramy te wybory, jest taka
nadzieja. Trzeba iść cały czas do przodu – zauważa.
Konieczność codziennej, cierpliwej pracy i wytrwałości podkreślają
Wielkopolanie. – Nie możemy zaniedbać ani obowiązku moralnego bycia tutaj, ani
naszych codziennych zadań, naszej pracy – wskazuje Mirosław Szulczyński z
Poznania. – Musimy pokazać, kim jesteśmy i skąd przychodzimy. I musimy walczyć o
swoje. Przyjechaliśmy tu z transparentem "Któż jak Bóg i Ojczyzna". Sumienność,
solidność i solidarność – to jest nasza maksyma. Jeżeli wcielimy ją w życie,
wtedy Polska się odrodzi.
Podobnego zdania są także górale ze Związku Podhalan z Makowa Podhalańskiego,
którzy byli w Warszawie rok temu w czasie żałoby. Uczestniczyli w pogrzebie pary
prezydenckiej w Krakowie. Byli także na beatyfikacji księdza Jerzego
Popiełuszki. Ponownie odwiedzili stolicę w grudniu. – My, górale, jesteśmy
pobożni. Warszawa zaś to najbardziej bohaterskie miasto i kto to widział je tak
niszczyć?! Górale zawsze z wami, warszawiakami. Gdy będziecie w potrzebie, to
przyjedziemy i pomożemy – deklarują Podhalańczycy. I dodają: – Po pierwsze, nie
damy się, a po drugie: wygramy!

 

Agnieszka Żurek

drukuj