Opium dla ludu przed wyborami

Posiadanie przy sobie niewielkiej ilości narkotyków "na własny użytek"
może już nie być karane. Sejm przyjął wczoraj rządową nowelizację ustawy o
przeciwdziałaniu narkomanii, na mocy której organa ścigania będą miały prawo, po
zbadaniu okoliczności, odstąpić od ścigania posiadaczy niewielkiej ilości tych
substancji odurzających. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski
przekonywał, że rządowe propozycje zmierzają do tego, by zachęcać uzależnionych
do podjęcia leczenia, a karać przede wszystkim dealerów narkotyków.

Gdy przed tygodniem premier Donald Tusk gawędził sobie na antenie TVN 24 ze
swoimi wyborcami celebrytami, na pytanie o stanowisko w sprawie legalizacji
"miękkich" narkotyków stanowczo odpowiedział, iż nie będzie rzecznikiem ich
legalizacji: "(…) koniec i kropka. Jeśli chcecie legalizacji marihuany –
wybierzcie innego premiera". Słysząc tak stanowczą deklarację szefa rządu, wielu
przeciętnych wyborców zapewne odetchnęło z ulgą i może nawet przewodniczącemu PO
postanowiło dać na jesieni jeszcze jedną szansę. Lider Platformy zdaje sobie
jednak sprawę z tego, iż w dzisiejszych czasach nie można łatwo rezygnować nawet
z najmniejszej części elektoratu. W obecnej sytuacji żelazny elektorat partii
Donalda Tuska (który i tak zagłosuje na Platformę niezależnie od skali podwyżek
cen czy wzrostu zadłużenia kraju), a więc osobnicy osadzeni w aresztach mogą nie
wystarczyć do przechylenia szali zwycięstwa na stronę Platformy.
Gdy z jednej strony premier Donald Tusk większości społeczeństwa daje jasne
"nie" dla narkotyków, z drugiej – już kilka dni po swojej stanowczej deklaracji
zwraca się do niszowego elektoratu wręcz z przeciwną koncepcją i praktycznie
stwarza możliwość bezkarnego posiadania narkotyków "na własny użytek".

Rząd odpuszcza narkomanom, a skorzystają dealerzy
Uchwalona wczoraj przez Sejm rządowa nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu
narkomanii przewiduje możliwość umorzenia postępowania w sprawie o posiadanie
narkotyków w przypadku, gdy organa ścigania uznają, iż u danej osoby stwierdzono
zarazem nieznaczną ilość posiadanego narkotyku i jego przeznaczenie na własny
użytek, a do tego orzeczono niski stopień społecznej szkodliwości w danym
przypadku. Ustawa zakłada także wyższą karę dla handlarzy narkotyków, którzy
sprzedali znaczną ilość tych środków – podniesiono ją z 10 do 12 lat pozbawienia
wolności.
Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski wyjaśniał wczoraj, iż wciąż
posiadanie nawet najmniejszej ilości narkotyków podlega odpowiedzialności karnej
i jest nielegalne. – Prokurator będzie mógł, ale nie będzie musiał, odstąpić od
skierowania aktu oskarżenia do sądu wtedy, gdy mówimy o nieznacznej ilości
narkotyków na własny użytek i przemawiają za tym okoliczności popełnienia czynu,
gdy jest to osoba uzależniona – tłumaczył Kwiatkowski.
Minister sprawiedliwości, który też głosował "za", wyjaśniał, że to od policji i
prokuratury będzie zależała ocena sytuacji. Przekonywał, iż rządowe propozycje
mają na celu zachęcenie uzależnionych, by podjęli leczenie. Kwiatkowski ocenił,
iż do tej pory obowiązujące przepisy sprawiały, że za posiadanie narkotyków
skazywani byli przede wszystkim uzależnieni od nich narkomani, a schwytani za
handel narkotykami dealerzy stanowili tylko niewielką część skazanych. Idąc tym
tokiem myślenia, można jednak dojść do wniosku, iż rząd chce odpuścić tym,
którzy jedynie zażywają niedozwolone środki, a chwytać tylko tych, którym
udowodni się handel. Po wejściu w życie nowych przepisów może się jednak okazać,
że dealerów narkotykowych już nie ma, a każdy posiadacz środków odurzających
jest tylko "zwykłym" narkomanem z narkotykami "na własny użytek".

Cynizm do potęgi
Argumenty ministra Kwiatkowskiego popierające rządowe pomysły na walkę z
narkomanią nie przekonały nie tylko posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy
zagłosowali przeciw ustawie, ale również niektórych kolegów ministra
sprawiedliwości z rządowej koalicji. Prezes PiS Jarosław Kaczyński rządową
ustawę ocenił jednoznacznie. – To jest po prostu przedwyborczy ukłon w stronę
pewnych środowisk. To jest cynizm podniesiony do którejś tam potęgi. To, co
powiedziała pani poseł Kempa, że wszystkie ceny rosną, ale za to może narkotyki
stanieją, jest całkowicie prawdziwe – mówił Kaczyński.
Prezes PiS zaznaczył, że minister Kwiatkowski powoływał się na konstrukcje, z
których rzeczywiście w sensie czysto prawnym wynika, że w dalszym ciągu zakaz
posiadania małych ilości narkotyków obowiązuje. – Ale tylko na tym poziomie miał
rację. Odbiór społeczny tej ustawy, co dzisiaj już widać w internecie, jest
taki: wolno będzie mieć małą ilość narkotyków. Czyli krótko mówiąc, będą ogromne
ułatwienia, jeżeli chodzi o dealerkę, będą ogromne ułatwienia, jeżeli chodzi o
rozszerzanie się tej plagi. Nigdzie na świecie takie rozwiązania nie przyniosły
dobrych rezultatów – dodał Kaczyński.
Przed ostatecznym głosowaniem nad ustawą w Sejmie wywiązała się ostra dyskusja
między posłami a ministrem Kwiatkowskim. Padały także wezwania do wycofania
projektu i ponownego skierowania go do prac w sejmowej komisji. Ryszard Kalisz
(SLD) wnioskował, by pójść jeszcze dalej i określić, ile to jest ta "niewielka
ilość narkotyków". – Naprawdę nie widzę powodów, aby minister sprawiedliwości po
konsultacji z ministrem zdrowia mógł tę minimalną ilość narkotyków wyznaczyć –
mówił Kalisz. To na pewno jeszcze bardziej ułatwiłoby życie dealerom, gdyż
wiedzieliby, ile mogą mieć przy sobie towaru, by nikt im nie zarzucił, iż jest
to zbyt dużo jak na własny użytek.
Burzę wywołała wypowiedź Beaty Kempy (PiS): – Która mafia dzisiaj wygrała:
narkotykowa czy dopalaczowa? Bo dopalacze niby są zakazane, choć tak jest nędzna
ta ustawa, że nadal je można kupić, a narkotyki mają być legalne? – pytała Kempa
ministra Kwiatkowskiego. Posłowie Platformy poinformowali, iż ze względu na tę
wypowiedź podadzą Kempę do sejmowej Komisji Etyki Poselskiej.
Argumenty ministra nie trafiły także do posła koalicyjnego PSL Eugeniusza
Kłopotka. – Dopuszczenie posiadania nieznacznej ilości narkotyków zwiększy
liczbę osób z nieznaczną ilością narkotyków. Nie wierzę w to, że podniesienie
kary o dwa lata odstraszy dealerów. Naprawdę nie mam sumienia głosować za tą
ustawą – mówił Kłopotek. Minister Kwiatkowski utrzymywał, iż ustawa w żadnym
stopniu nie oznacza legalizacji narkotyków, a ci, którzy ustawę krytykują, chyba
nie mieli czasu jej dokładnie przeczytać.
Ustawa została przegłosowana dzięki poparciu klubów PO i SLD oraz większości
posłów PSL. Za ustawą opowiedziało się 258 posłów, przeciw – 159, a 6 wstrzymało
się od głosu. W głosowaniu nad rządowym projektem najbardziej podzielony był
klub koalicyjnego PSL. 16 ludowców zagłosowało za, 5 przeciw (w tym minister
rolnictwa Marek Sawicki i Eugeniusz Kłopotek, Janusz Piechociński), a 4
wstrzymało się od głosu. Spośród posłów Platformy tylko jeden nie poparł
rządowego projektu – czarnoskóry poseł z Łodzi John Godson. Premier Donald Tusk,
oczywiście roztropnie, w głosowaniu udziału nie wziął. "Za" była minister
zdrowia Ewa Kopacz. Wszyscy biorący udział w głosowaniu posłowie PiS
opowiedzieli się przeciw ustawie. Można by było stwierdzić, iż także klub PJN
jest jej przeciwny (14 posłów klubu było przeciw, a Paweł Poncyljusz wstrzymał
się od głosu), gdyby nie to, że doszło do interesującego rozłamu. Jako jedyna z
tego klubu za ustawą zagłosowała szefowa PJN Joanna Kluzik-Rostkowska.

 

Artur Kowalski

drukuj