Nikt nikogo nie przekonał

Czy środki OFE inwestowane w obligacje skarbowe to najbardziej bezsensowny
wydatek budżetowy czy realne oszczędności ludzi? – wokół tego pytania toczyła
się wczorajsza debata Balcerowicz – Rostowski. Obaj pozostali przy swoich
stanowiskach.

Czy powinniśmy dalej co roku przekazywać 1000 zł na każdego obywatela do
otwartych funduszy emerytalnych po to, by OFE pożyczały te środki państwu,
kupując jego obligacje, a państwo wydawało te pożyczone środki na bieżące
emerytury, zadłużając się drastycznie? – to fundamentalne pytanie postawił
minister finansów Jacek Rostowski, broniąc rządowej propozycji przesunięcia do
ZUS tej części składki z OFE, która inwestowana jest w obligacje skarbowe.
Rostowski nazwał to najbardziej bezsensownym wydatkiem publicznym, co oburzyło
Leszka Balcerowicza. – Jak można nazywać bezsensownymi oszczędności ludzi? –
pytał były wicepremier. – To nie są oszczędności, lecz środki pochodzące z
długu, środki pożyczone. To tak, jakby ludzie pożyczali w banku, aby włożyć na
lokatę – wyjaśniał Rostowski.
Balcerowicz odwoływał się do teorii inwestowania, Rostowski – do rozumu. Teoria
inwestowania nie nadaje się, jego zdaniem, do stosowania w relacjach państwa i
obywateli. – Żeby spłacić dług wobec państwa wykreowany oszczędzaniem w OFE, ten
sam obywatel będzie musiał płacić wyższe podatki – wyjaśniał minister.
Starcie Balcerowicza z Rostowskim na wizji oczekiwane było od dawna. Profesor
Leszek Balcerowicz, reżyser powszechnie krytykowanej transformacji, w tym
reformy emerytalnej z 1999 r., były wicepremier, minister finansów i szef
Narodowego Banku Polskiego, należy do najostrzejszych krytyków rządowych
propozycji zmian w OFE. Wielokrotnie wzywał rząd, aby zamiast przesuwać składkę
emerytalną z OFE do ZUS w celu redukcji deficytu, przeprowadził ostre cięcia
wydatków budżetowych na cele społeczne. Rząd bronił się, że nawet najgłębsze i
najbardziej bolesne dla obywateli ograniczenia wydatków nie zniwelują dziury
budżetowej generowanej przez system OFE w tempie ponad 1 mld zł miesięcznie. Od
czasu wprowadzenia reformy emerytalnej przed 11 laty przekazy budżetowe do
prywatnych funduszy wygenerowały blisko 220 mld zł długu publicznego, a więc
prawie 1/3 zadłużenia polskich finansów. Emerytury wypracowane w nowym systemie
będą niskie, stopa zstąpienia nie przekroczy 30-40 proc., a jednocześnie –
dzięki wysokim opłatom i prowizjom – zysk towarzystw emerytalnych z zarządzania
OFE sięgnie kilkunastu miliardów złotych.
Minister Rostowski, były współpracownik i doradca Balcerowicza, już w lutym
wezwał, by ten zmierzył się z nim na argumenty. Zarzucił twórcy reformy z 1999
r., iż popełnił błąd, do którego nie potrafi się przyznać. Balcerowicz długo
odmawiał. Na udział w debacie zgodził się dopiero wtedy, gdy już wiadomo było,
że projekt emerytalny trafi do Sejmu w wersji rządowej, która przewiduje
przesunięcie z OFE do ZUS 5 proc. z 7,3 proc. składki.

 

Małgorzata Goss

drukuj