Sudan znów zapomniany
Sytuacja chrześcijan na północy Sudanu po styczniowym referendum wciąż
jest bardzo trudna. Setki tysięcy wyznawców Chrystusa koczuje na pustyni na
przedmieściach Chartumu, czekając na transport na chrześcijańskie południe
Sudanu. Tymczasem z północy Sudanu w sporny region Abyei przegrupowywani są
żołnierze wraz ze sprzętem wojskowym. Wojna o ten region wisi w powietrzu.
Kiedy w Sudanie w pierwszej połowie stycznia br. trwało referendum dotyczące
podziału kraju na dwie autonomiczne jednostki, wiele światowych mediów i
organizacji interesowało się losem jego mieszkańców, jednak tuż po ogłoszeniu
wyników świat o Sudanie zapomniał. Informacje, jakie stamtąd dochodzą, są bardzo
skąpe. Jak wyjaśnia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Marta Ogonowska-Polkowska
z polskiej sekcji organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, obecnie sytuacja w
tym kraju jest bardzo skomplikowana, zależna od regionu. Na północy Sudanu
chrześcijanie przebywają na pustyni w nieludzkich warunkach, oczekując na
możliwość transportu na południe. – Sytuacja koczujących w obozach jest
dramatyczna. Brakuje wszystkiego, przede wszystkim wody i jedzenia – mówi s.
Teresa Roszkowska, salezjanka, misjonarka w Sudanie. – Ludzie czekają na pomoc,
bo sami nie są w stanie zapłacić za przejazd. Tu potrzeba pomocy organizacji
międzynarodowych – podkreśla misjonarka. Jednak Marta Ogonowska-Polkowska
zauważa, że południe nie jest przygotowane na przyjęcie uchodźców. – Na południu
nie ma żadnej infrastruktury, ten kraj się tworzy od zera. Brakuje szkół,
brakuje szpitali. Nie ma miejsc pracy – wyjaśnia. – O pomocy humanitarnej nie ma
tutaj mowy – dodaje.
Co więcej, w czasie gdy budowane są struktury nowego państwa, dochodzi do wielu
sporów plemiennych, prawdopodobnie podsycanych przez północ. Biskup Edward
Hiiboro Kussala, ordynariusz Tombura-Yambio w Południowym Sudanie, w rozmowie
cytowanej przez agencję Zenit mówi o obawach przed nową falą przemocy wobec
chrześcijan ze strony Armii Oporu Pana w południowo-zachodniej części Sudanu.
Mogłaby mieć ona katastrofalne skutki dla nowo tworzącego się kraju. Sudan
południowy jako nowy kraj ma oficjalnie ukonstytuować się 9 lipca. – Każdy
dzień, który mija bez rozwiązania problemu z Armią Oporu Pana, jest dla nas
kolejnym dniem terroru i bólu; żyjemy w ciągłym zagrożeniu nowych ataków –
podkreślił hierarcha.
Kolejnym problemem są tereny Abyei, które od lat stanowią zarzewie sporu. Należą
one do członków plemienia Dinka, wśród których są chrześcijanie i animiści.
Jednak przez część roku tereny te są zasiedlane przez muzułmańskie koczownicze
plemię Misseriya z północy. Ponieważ jest to obszar bogaty w ropę naftową, w
sprawie przynależności tego regionu miało się odbyć referendum. Odnośny zapis
wynegocjowano w 2005 r. w Kenii podczas podpisania obustronnego porozumienia
pokojowego między armią partyzancką Sudan People´s Liberation Movement a
przedstawicielami rządu w Chartumie. Porozumienie to zakończyło oficjalnie
okrutną wojnę domową w Sudanie, która trwała od 1983 roku. Jednak do tej pory
nie słychać zapowiedzi referendum. W grudniu przedstawiciele plemienia Misseriya
z północy Sudanu stworzyli alternatywny rząd w regionie Abyei, a teraz lokują
tam siły wojskowe z północy. Istnieje realna obawa, że dojdzie do wojny w tym
regionie, bo północ liczy, że te tereny bez referendum przejdą na jej własność.
Według porozumień sprawa powinna zostać rozwiązana do końca marca.
– Cieszymy się, że południowi Sudańczycy otrzymali szansę, by stworzyć nowy,
wolny kraj, ale nie możemy ich zostawić samych. Sudan potrzebuje naszej
solidarności – podkreśla Marta Ogonowska-Polkowska.
Rok 2011 jest rokiem szczególnej troski o Sudan ze strony PKwP. Ofiary można
przekazywać na konto organizacji: 31 1050 1025 1000 0022 8674 7759 (ING Bank
Śląski o/Warszawa). Także tegoroczne wpłaty z tytułu zwrotu 1 proc. podatku na
rzecz Fundacji im. Ojca Werenfrieda zostaną przekazane na dożywianie dzieci w
Sudanie (KRS – 0000320529).
Maria Popielewicz
*************************
Żadne organizacje nie pomagają
S. Teresa Roszkowska SDB, misjonarka w Sudanie:
Nie wiemy, co przyniesie jutro. Sytuacja chrześcijan na północy Sudanu jest
dramatyczna. Na pustyni pod Chartumem koczuje kilkaset tysięcy chrześcijan,
którzy uciekli ze stolicy północnego Sudanu w obawie o swoje życie. Właściwie od
początku Adwentu czekają na transport do Sudanu Południowego, do ziemi swoich
ojców. Właściciele autobusów i ciężarówek żądają ogromnych opłat za przewóz, ale
ci koczujący na pustyni ludzie nie mają już niczego. Wszystko, co mieli,
sprzedali. Pieniądze, które mieli na transport, gdzieś przepadły. Resztę musieli
wydać na jedzenie i wodę. Nie mają już niczego. Siedzą na piasku w upale. Teraz
cały czas trwają burze piaskowe. Sytuacja jest straszna. Nie wiem, za co oni
żyją. Żadne organizacje nie pomagają. My musimy nieść naszą pomoc w ukryciu, bo
wobec potrzeb jest ona tak niewielka… Staramy się pomagać przede wszystkim
matkom z małymi dziećmi. Największą potrzebą jest obecnie woda. Mimo tej
sytuacji ludzie w tych obozach naprawdę sobie pomagają, ile mogą, zwłaszcza
chorym, cierpiącym. Jeżeli ktoś nie pomoże tym ludziom, to nie wiem, jak oni
przeżyją. A to, co będzie na południu, też jest jedną wielką niewiadomą.
not. MMP
