Alarm atomowy w Japonii
Do trzęsienia ziemi o wyjątkowo dużej sile 8,9 stopni w skali Richtera
doszło wczoraj w Japonii. Kataklizmowi towarzyszyły gigantyczne fale tsunami,
których skutki odczuwalne są w całym basenie Oceanu Spokojnego. Ściana wody,
niosąca błoto, gruzy, fragmenty budynków, statki i samochody, niszczy wszystko
na swojej drodze. Ofiarą żywiołu padło już ponad 350 ludzi, w tym wiele dzieci,
setki osób zaginęło w zwałach ziemi i zburzonych budynkach. Na plaże woda
wyrzuca dziesiątki ludzkich ciał. Ze względu na zagrożenie elektrowni jądrowych
ogłoszono alarm atomowy i ewakuowano 2 tys. ludzi z powodu obawy przed wyciekiem
radioaktywnym. Tak silnego trzęsienia ziemi nie było w Japonii od 140 lat.
Jak twierdzą źródła policyjne, zabitych jest już ponad 150 osób. O wiele
bardziej tragiczne informacje podaje BBC, powołując się na urzędników, którzy
twierdzą, że zginęło już co najmniej 350 osób. Ponadto, jak dodają wspomniane
źródła, należy do tego doliczyć co najmniej 500 osób zaginionych. Tymczasem
Agencja Kyodo podaje, że należy się liczyć z tym, że liczba ofiar śmiertelnych
przekroczy 1000 osób.
Pierwsze wstrząsy zanotowano o godz. 14.46 czasu miejscowego (6.46 w Warszawie).
Ich epicentrum znajdowało się około 130 km na wschód od wybrzeży północnej
części głównej japońskiej wyspy Honsiu. Silne wstrząsy wystąpiły także w innych
rejonach kraju, w tym w Tokio. Towarzyszyła im seria 20 wstrząsów wtórnych, w
tym o sile 6,3-7,4 stopni, do których doszło około 30 minut po głównym
trzęsieniu. Ruchy ziemi były odczuwalne również w odległych obszarach, m.in. w
Korei i stolicy Chin – Pekinie.
Znajdujące się w pobliżu cztery elektrownie atomowe wstrzymały pracę. W jednej z
nich wybuchł pożar. Premier Naoto Kan zapewnił, że nie ma wycieku
radioaktywnego. Mimo to został ogłoszony alarm atomowy, a siłownie jądrowe w
całym kraju wyłączono. Dwa tysiące mieszkańców okolic jednej z nich, położonej w
prefekturze Fukushima, ewakuowano z powodu obawy o przedostanie się substancji
radioaktywnych do środowiska. Z kolei zdaniem ministra gospodarki Banri Kaieda,
do wycieku w elektrowni atomowej Fukushima-Daiichi faktycznie może dojść.
Zastrzegł jednak, że gdyby tak się stało, byłby on raczej niewielki. Kaieda,
który zapowiedział, iż uda się na inspekcję do elektrowni Fukushima, dodał też,
że władze rozważają decyzję wypuszczenia nadmiaru radioaktywnej pary z reaktora
nr 1 w tej siłowni. Wcześniej tokijskie przedsiębiorstwo energetyczne Tokyo
Electric Power Co. poinformowało, iż rośnie ciśnienie w tym reaktorze oraz
poziom promieniowania w budynku, gdzie on się znajduje.
Sekretarz stanu Hillary Clinton poinformowała, że amerykańskie siły powietrzne
przetransportowały już "naprawdę ważne chłodziwo" dla japońskiej elektrowni
atomowej.
Wstrzymano również ruch na lotniskach, w tym na pięć godzin w międzynarodowym
porcie lotniczym Narita pod Tokio, zatrzymane są także szybkie pociągi na
północy kraju. Doszło do przerw w dostawach prądu, głównie na terenie prefektur
Miyagi i Fukushima, gdzie energii pozbawionych jest 4 mln budynków. Straż
pożarna informuje o licznych pożarach. W stolicy zanotowano ich co najmniej
czternaście, nad miastem unoszą się czarne kłęby dymu. Płonie m.in. duża
rafineria. W innej rafinerii, w prefekturze Chiba, doszło do wybuchu.
Skutkiem wstrząsu sejsmicznego na głębokości około 10 km jest wysoka na dziesięć
metrów fala tsunami. Podmywa ona budynki i unosi samochody, zalewa pola uprawne
i drogi. Japońska telewizja pokazała szeroką ścianę wody niosącą ze sobą wiele
odpadków, części infrastruktury drogowej, pojazdów, fragmentów budynków itp.,
która przelewa się przez pola. Widać ludzi wzywających pomocy z górnych pięter
budynków odciętych od świata przez wodę. Są to często kobiety z dziećmi. Dają
one znaki śmigłowcom, machając białymi chustkami.
Rzecznik japońskiego rządu Yukio Edano ostrzegł również, iż należy przygotować
się na kolejne wstrząsy wtórne, które mogą osiągnąć siłę równie dużą jak główne
trzęsienie ziemi.
Na morzu statek wiozący stu pasażerów został porwany przez falę. Jego los nie
jest znany. W prefekturze Miyagi zaginął pociąg, a inny się wykoleił. W głównym
mieście tego regionu, Sendai, woda zniszczyła port i zalała lotnisko. – Jeszcze
takiego silnego trzęsienia ziemi nie przeżyłem w Japonii, takie zwykłe
"potrząsania" zdarzają się przynajmniej raz w tygodniu, a mocniejsze wstrząsy
raz na dwa-trzy miesiące – powiedział PAP Mirosław Zasada, radca ambasady RP w
Tokio. Dyplomata zaznaczył, że wczorajsze trzęsienie ziemi było bardzo długie. –
Wstrząsy trwały około dwóch minut, co wydawało się wiecznością. Na początku było
lekkie potrząśnięcie, potem coraz mocniejsze i coraz mocniejsze. Z półek
pospadały przedmioty. W końcu trzeba było podjąć takie działania, jakie są tutaj
zalecane: nałożyć kaski, schować się pod biurko – opowiadał.
Japonia wysłała na obszary dotknięte przez trzęsienie ziemi swoje siły morskie.
Osiem samolotów Narodowych Sił Samoobrony (zastępujących w Japonii armię)
monitoruje zniszczenia, zaś policja skierowała oddziały ratowników liczące 900
osób i około 8 tys. żołnierzy. Rząd zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu, po
którym premier Kan zaapelował również do społeczeństwa o zachowanie spokoju.
Przyznał, że straty spowodowane przez trzęsienie ziemi i tsunami są ogromne.
Alarmy przed spodziewaną niszczącą falą ogłoszono na Tajwanie i w Indonezji.
Rosyjskie władze na Sachalinie i Wyspach Kurylskich ewakuowały 11 tys.
mieszkańców z terenów nadbrzeżnych. Według danych ministerstwa sytuacji
nadzwyczajnych, fala może zalać wiele miejscowości na wyspie. Natomiast władze
na Kamczatce poinformowały, że tsunami nie stanowi zagrożenia dla tego obszaru.
Również Filipiny nakazały ewakuację tysięcy mieszkańców północnego wybrzeża
kraju. Na należących do USA Wyspach Mariańskich zarządzono ewakuację całej
ludności, podobne postanowienia wydano na Hawajach, gdzie 70-centymetrowa fala
dotarła po godz. 14.00 czasu warszawskiego, nie wyrządzając jednak większych
szkód. W tym samym czasie dziesięciocentymetrowe fale dobiły także do Indonezji,
a metrowe do Filipin, nie powodując żadnych zniszczeń.
Ostrzeżenie ogłoszono również w zachodnich stanach USA i Kanady. Według
amerykańskiego centrum geofizycznego, praktycznie na całym wybrzeżu Pacyfiku, w
tym w Australii i w Ameryce Południowej należy spodziewać się fali tsunami,
chociaż będzie ona tam znacznie mniejsza.
Pentagon zakomunikował, że nie ma na razie doniesień o zniszczeniach w bazach
amerykańskich na Pacyfiku, i zapowiedział, iż siły amerykańskie tam stacjonujące
przygotowują się do niesienia pomocy humanitarnej po kataklizmie.
ONZ poinformowała, że w stan pogotowia postawiono 30 międzynarodowych ekip
ratunkowych, które mają pomóc Japonii w walce ze skutkami żywiołu. Z ofertami
pomocy wystąpiły Korea Południowa, Rosja i Niemcy. USA zapowiedziały, że są
gotowe wysłać wojsko. Z deklaracją wsparcia w imieniu Unii Europejskiej
wystąpili we wspólnym oświadczeniu przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van
Rompuy i przewodniczący Komisji Europejskiej José Barroso. Według informacji
polskiego MSZ, wśród ofiar nie ma Polaków, bezpieczni są też inni obcokrajowcy.
Wyspy Japońskie są obszarem wzmożonej aktywności sejsmicznej i wulkanicznej z
powodu ich położenia na styku czterech płyt tektonicznych, które przemieszczają
się względem siebie z prędkością ok. 10 cm rocznie. Co roku w Japonii rejestruje
się od 1 do 3 tys. wstrząsów o różnym nasileniu. Większość z nich wykrywają
tylko sejsmografy. Do najsilniejszego znanego w historii trzęsienia ziemi w tym
rejonie doszło w 1495 roku. Trzęsienie w Kanto w 1923 r. pochłonęło 143 tys.
ofiar, a w 1995 r. w Kobe – 6 tysięcy. Z powodu często występujących wstrząsów w
nowych budynkach stosuje się specjalne technologie zapobiegające skutkom
trzęsień. Japonia posiada rozwinięty system monitorowania i badania zjawisk
sejsmicznych oraz służby odpowiedzialne za działania ratownicze. Społeczeństwo
jest od lat przygotowywane na tego typu kataklizmy poprzez edukację i ćwiczenia
obrony cywilnej. Wielkie trzęsienia podmorskie powodują powstawanie fal wody
(tsunami) przesuwających się z prędkością do 750 km/h. Mogą one osiągnąć
wysokość 50 metrów i wyrzucić na brzeg pełnomorski statek.
Ale w historii zdarzały się już tsunami wywołujące o wiele większe fale,
niszczące doszczętnie wybrzeża i wyspy, których ślady widać teraz tylko w
budowie geologicznej nadmorskich terenów. Eksperci ostrzegają, że z roku na rok
zagrożenie trzęsieniami ziemi i tsunami, nie tylko w Azji, będzie rosło z powodu
ruchów skorupy ziemskiej.
Wprowadzona w 1945 r. skala Richtera określa energię wyzwoloną podczas wstrząsu.
Każdy kolejny stopień oznacza 31 razy większą energię. Człowiek jest w stanie
odczuć wstrząs od 4 stopnia. Trzęsienie o sile powyżej 7 stopni uważa się za
katastrofy. Przekroczenie 8 stopnia na terenach zaludnionych zdarza się
statystycznie nie częściej niż raz w roku.
Piotr Falkowski
