Rolnicy przeciw dyktaturze
W latach PRL komunistyczny reżim uważał chłopów za najbardziej oporną
warstwę społeczną. Były tego dwie przyczyny: wierność Kościołowi i przywiązanie
do ziemi. Przez ponad czterdzieści lat ani przemocą, ani nieustanną presją
propagandy nie udało się zmusić wsi do wyrzeczenia się tradycyjnych wartości.
Komuniści przez cały okres władzy w Polsce najbardziej obawiali się dwóch grup
zawodowych: robotników wielkich zakładów przemysłowych oraz studentów. Jedni i
drudzy kilkakrotnie udowodnili, że są w stanie zagrozić ich panowaniu. Komuniści
znacznie mniej bali się strajków, wieców czy protestacyjnych petycji, ich
największe przerażenie wywoływały uliczne demonstracje, które w każdej chwili
mogły przekształcić się w zbrojne powstanie. Tak stało się na Węgrzech w 1956
roku i to doświadczenie przez wiele lat i w wielu krajach spędzało sen z powiek
komunistycznym władzom.
Wprawdzie wieś od 1945 roku uważana była za zaplecze kadrowe, zarówno partii,
jak i bezpieki, chłopi bynajmniej nie uzyskali zaufania ze strony reżimu. Wiele
się na to złożyło. Po wojnie chłopska partia – Polskie Stronnictwo Ludowe,
kierowane przez Stanisława Mikołajczyka – usiłowała powstrzymać sowietyzację
Polski i broniła demokracji. Została zmiażdżona bezwzględnym terrorem i
zastąpiona przez kolaboranckie Zjednoczone Stronnictwo Ludowe. Komuniści
triumfowali, ale wieś pozostała odporna na sowiecką ideologię "walki klas".
W latach stalinizmu polska wieś stała się ostatnią redutą oporu. Chłopi opierali
się kolektywizacji i bronili własnej ziemi, twardo stali przy prześladowanym
Kościele, a wiele chłopskich zagród dawało schronienie i wsparcie ostatnim
antykomunistycznym partyzantom. Po śmierci Stalina i powrocie Gomułki do władzy
wieś pozostawała obszarem biedy i cywilizacyjnego zacofania. Wbrew kłamstwom
propagandy chłopi mieli trudniejszy dostęp do edukacji niż przed wojną, a
ekonomiczny przymus podejmowania pracy w przemyśle prowadził do tworzenia się
nowej grupy społecznej, tzw. chłoporobotników, bardziej podatnych na
ideologiczną manipulację, bo podległych państwowemu pracodawcy.
Znowu w opozycji
Po 1956 roku chłopscy działacze podejmowali próby odbudowania prawdziwej ludowej
partii, ale Gomułka nie zamierzał narazić się sowieckim mocodawcom. Nadzieje
ukrócono i przez następne dwie dekady tylko nieliczne grupy weteranów PSL
usiłowały podtrzymać polityczne aspiracje wsi. Jedną z takich grup skupił wokół
siebie Stanisław Mierzwa, działacz ludowy, po wojnie sądzony w moskiewskim
procesie szesnastu, przed wojną bliski współpracownik Wincentego Witosa. Także
żołnierze Batalionów Chłopskich usiłowali podtrzymać pamięć o chłopskim wysiłku
zbrojnym odwołującym się do hasła "żywią i bronią".
Gierkowska "druga Polska" wprawdzie zniosła obowiązkowe dostawy zboża i mięsa,
ale równocześnie forsowała zakładanie Spółdzielni Kółek Rolniczych (SKR) oraz
uderzała w podstawy egzystencji indywidualnych rolników, wprowadzając
niesprawiedliwy system emerytalny. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych w
środowiskach tworzącej się antykomunistycznej opozycji pojawiły się inicjatywy
obrony chłopskich interesów. W Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO)
od 1977 roku wydawano nielegalne czasopismo "Gospodarz", redagowane przez Piotra
Typiaka i Bogumiła Studzińskiego. W 1978 roku Komitet Obrony Robotników ogłosił
pierwsze oświadczenie przeciw ustawie emerytalnej, a sprawami wsi zajmował się
członek KOR Wiesław Kęcik.
W lipcu 1978 roku w Milejowie powstała pierwsza niezależna od reżimu chłopska
organizacja: Tymczasowy Komitet Samoobrony Chłopskiej Ziemi Lubelskiej,
protestujący przeciw krzywdzącym emeryturom i wzywający do strajku w dostawach
mleka. Parę tygodni później ks. Czesław Sadłowski, proboszcz w Zbroszy Dużej,
zainicjował utworzenie Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej. Jeszcze
w tym samym roku powstały podobne nielegalne, choć jawne struktury, na
Rzeszowszczyźnie i Podlasiu, a w następnym roku w Przemyskiem. W 1978 roku w
Lisowie w Radomskiem powołano Tymczasowy Komitet Niezależnego Związku Zawodowego
Rolników, upominający się o poprawę warunków życia na wsi, a w 1979 roku powstał
ogólnopolski Ośrodek Myśli Ludowej, odwołujący się do doświadczeń chłopskich
partii. Przybywało też nielegalnych czasopism, adresowanych do rolników.
Wiejska solidarność
Sytuacja szykanowanych i tropionych przez bezpiekę chłopskich struktur zmieniła
się po strajkach w lecie 1980 roku i po powstaniu NSZZ "Solidarność". Już we
wrześniu chłopscy działacze przystąpili do tworzenia rolniczych związków
zawodowych. W krótkim czasie powstały konkurencyjne inicjatywy w Gdańsku i w
Warszawie, a Niezależny Samorządny Związek Rolników złożył wniosek o
rejestrację, razem z wnioskiem NSZZ "Solidarność". Władze komunistyczne odmówiły
zgody na legalizację rolniczych związków, co skłoniło ich liderów do powołania w
grudniu 1980 roku organizacji NSZZ Rolników "Solidarność Wiejska". Na początku
1981 roku zarówno w tych, jak i w powstających wciąż spontanicznie nowych
strukturach skupiało się około 600 tysięcy członków.
Rozgłosu działaniom na rzecz powołania związkowej reprezentacji rolników nadały
strajki ustrzycko-rzeszowskie. W Bieszczadach akcja związkowa skupiła się wokół
walki z nadużyciami ze strony rządowego ośrodka wypoczynkowo-łowieckiego w
Arłamowie. Kiedy rząd nie reagował na postulaty zgłoszone na tzw. sejmiku
bieszczadzkim w listopadzie 1980 roku, podjęto decyzję o okupowaniu budynku
Urzędu Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych. Strajk trwał od 29 grudnia do 12
stycznia. W tym czasie rozpoczął się też strajk okupacyjny w siedzibie
reżimowych związków zawodowych w Rzeszowie. Żądano podziału majątku
dotychczasowych pseudozwiązków oraz rejestracji "Solidarności Wiejskiej".
Uczestnicy strajku w Ustrzykach, zmuszeni przez milicję do opuszczenia budynku,
przenieśli się do Rzeszowa. Rozpoczęły się rozmowy z przedstawicielami rządu,
zakończone jednak niepowodzeniem. Chłopskie postulaty wspierały strajki w
zakładach pracy, zlot działaczy rolniczych w Bydgoszczy z udziałem ponad 10 tys.
uczestników, apele do władz. Ważne znaczenie miało zdecydowane poparcie, jakiego
dążeniom do powołania rolniczego związku udzielił ks. kard. Stefan Wyszyński,
Prymas Polski.
10 lutego Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o rejestrację "Solidarności Wiejskiej".
Odpowiedzią rolniczych związkowców było powołanie Krajowej Komisji
Porozumiewawczej NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" jako reprezentacji
wszystkich tworzących się organizacji. Po wznowieniu rozmów w Rzeszowie i
Ustrzykach, w które zaangażowali się m.in. Lech Wałęsa i ks. bp Tadeusz
Błaszkiewicz, jako reprezentant przemyskiego biskupa ordynariusza Ignacego
Tokarczuka, doszło wreszcie do podpisania 18 lutego w Rzeszowie, a 20 lutego w
Ustrzykach porozumień z rządem. Zapewniały one ochronę własności gospodarstw
chłopskich, a ponadto obejmowały sprawy gospodarki ziemią, rolniczych emerytur i
ubezpieczeń, zaopatrzenia w nawozy i maszyny rolnicze, edukacji na wsi,
dostępności kredytów itd. Porozumienia rzeszowsko-ustrzyckie, chociaż nie
załatwiały jeszcze ostatecznie oficjalnej rejestracji rolniczego związku,
stanowiły ważny sukces chłopskich działaczy.
Miejsce w historii
Ostatecznie rejestracja NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" nastąpiła
dopiero 12 maja 1981 roku. Poprzedził ją tzw. kryzys bydgoski, który stał się
prawdziwą próbą sił między niezależnym ruchem społecznym a władzami reżimu.
Legalizacja struktur NSZZ RI "S" umożliwiła rozwinięcie pracy organizacyjnej w
całym kraju. Ale działacze chłopscy niedługo cieszyli się zwycięstwem.
Wprowadzenie stanu wojennego przekreśliło szansę na gospodarczą i cywilizacyjną
odbudowę polskiej wsi. Wielu chłopskich działaczy zostało internowanych, wielu
innych podjęło działalność w podziemiu, za co byli prześladowani, więzieni,
pozbawiani pracy. Trzeba było jeszcze ośmiu lat walki z dyktaturą, aby w 1989
roku wiejska "Solidarność" ponownie stała się legalną organizacją.
Niezależny ruch chłopski dobrze zasłużył się Ojczyźnie. Polska wieś pozostała
wierna Kościołowi, idei niepodległości i demokratycznym tradycjom II
Rzeczypospolitej. Nigdy nie pogodziła się z narzuconą kolektywizacją, nie
wyrzekła się narodowej wspólnoty, nie pogodziła z przymusową ateizacją. Przez
ponad czterdzieści lat zachowywała tradycyjną kulturę, broniła się przed
wydziedziczeniem z własności i pozbawieniem obywatelskiej godności. Na miarę
swoich sił i możliwości przyczyniła się do odzyskania suwerennego i
demokratycznego państwa. Zapisała w historii Polski rozdział, z którego może być
dumna.
Prof. Ryszard Terlecki
Autor jest historykiem, posłem PiS, byłym dyrektorem krakowskiego oddziału
Instytutu Pamięci Narodowej.
Tekst wystąpienia podczas konferencji z okazji 30. rocznicy podpisania
porozumień ustrzycko-rzeszowskich, Rzeszów, 20 lutego 2011 r.
