Kłamstwo rosyjskiej prokuratury

Rosjanie byli zmuszeni niszczyć fragmenty wraku polskiego Tu-154, który
rozbił się pod Smoleńskiem, po to aby wydobyć z jego wnętrza szczątki ciał
ofiar, które znajdowały się na jego pokładzie – wynika z informacji podanych
przez prokuratorów z Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. Prokuratura w
Moskwie już wstępnie zaznaczyła, że mimo że nie zamierza podawać ostatecznych
wniosków śledztwa, to jednak do tej pory nie znaleziono żadnych dowodów, które w
zasadniczy sposób podważałyby tezy zawarte w raporcie końcowym MAK. Śledczy
obecni w Moskwie nie potrafili także jasno odpowiedzieć, czy lotnisko w
Smoleńsku można zamknąć ze względu na warunki pogodowe.

– Nie można jeszcze mówić o ostatecznych wnioskach – zastrzegł Władimir Markin z
Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej FR. Podobnie jak polscy
prokuratorzy rosyjski śledczy poinformował, że strona polska mogła swobodnie
prowadzić przesłuchania czterech oficerów z wieży kontroli na lotnisku w
Smoleńsku. Rosjanie zapewniali, że umożliwili Polakom zadanie wszystkich pytań,
a także, w późniejszym terminie, przeprowadzenie dwóch dodatkowych przesłuchań.
Mimo że, jak podkreślał Markin, obecnie nie będą formułowane żadne wnioski
dotyczące przyczyn katastrofy, to jednak, jak stwierdził, prokuratura FR nie
dopatrzyła się żadnych większych nieprawidłowości w raporcie sporządzonym przez
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy. Nie znalazła też powodów, by odrzucić tezy w
nim zawarte.
Śledczy ustosunkowywali się także do sprawy niszczenia wraku przez pracujących
na miejscu zdarzenia przedstawicieli służb. – Wrak Tu-154 był rozcinany tylko w
celu wydobycia zwłok ludzkich z poszycia – stwierdził Markin. Powiedział, że
osobiście uczestniczył w czynnościach na miejscu katastrofy 10 kwietnia 2010 r.
i w dniach następnych, nie stwierdzając żadnego celowego niszczenia szczątków
maszyny. Jak dodał, jeśli dochodziło do rozdrabniania fragmentów samolotu, to
tylko i wyłącznie dlatego, że "ciała ofiar były wszędzie wkoło samolotu, a także
tkwiły w poszyciu maszyny". Nie wyjaśnił jednak, czy celowe wybijanie szyb w
polskim Tu lub niszczenie go buldożerami, które można zaobserwować na materiale
opublikowanym przez TVP, także miało na celu wydobycie ludzkich szczątków.
Śledztwo w sprawie niszczenia wraku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie,
która zapowiedziała ostatnio, że zapyta stronę rosyjską o cel i okoliczności
tych działań. Zawiadomienie o przestępstwie złożył w listopadzie 2010 r.
pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, m.in. Jarosława
Kaczyńskiego, mec. Rafał Rogalski.
Tymczasem, jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z wojskowych,
który 11 kwietnia przyjechał na miejsce katastrofy, nieprawdą jest, że dzień
wcześniej, w dniu katastrofy Rosjanie wydobywali z wraku ciała ofiar. – Byłem na
miejscu 11 kwietnia i wtedy jeszcze nic takiego się nie działo, to znaczy nie
cięto wówczas wraku, by wydobywać ofiary. Dopiero dzień później, czyli 12
kwietnia, Rosjanie zaczęli wykonywać tego typu prace i przenosić elementy
tupolewa – mówi nasz rozmówca. Jak dodaje, żadnych buldożerów i ciężkiego
sprzętu też wówczas na miejscu katastrofy nie było.
Prokurator Siergiej Markin nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie o to, czy
lotnisko Siewiernyj było lotniskiem wojskowym i czy mogło być zamknięte ze
względu na panujące nad nim warunki pogodowe. Pierwszą reakcją na tak postawiony
problem była kilkunastosekundowa pauza śledczego, który na wcześniejsze pytania
odpowiadał wyjątkowo sprawnie. – Tak… to było lotnisko… państwowe – dukał
prokurator. – Z dotychczasowych ustaleń wynika, że lotnisko w Smoleńsku mogło
przyjmować nieregularne rejsy Jaka-40 i Tu-154M – odpowiadał. – Na te pytania
odpowiedzi dadzą wyniki ekspertyz, które są w tej chwili prowadzone. Na dzień
dzisiejszy określono, że lotnisko w Smoleńsku było lotniskiem lotnictwa
państwowego Federacji Rosyjskiej. I ze względu na swoje wyposażenie i
zabezpieczenie mogło – na podstawie porozumienia międzypaństwowego – przyjmować
nieregularne rejsy na statkach lotniczych Jak-40 i Tu-154M – uciął. Markin
zasugerował także, iż ze względu na regulacje AIP tego lotniska nie można było
zamknąć w standardowy sposób. Jak podkreślają jednak eksperci, takie tłumaczenie
jest błędne, gdyż lotnisko Siewiernyj nie jest objęte tymi regulacjami.
Rosyjska prokuratura nie jest w stanie określić, kiedy szczątki tupolewa wrócą
do Polski.

 

Łukasz Sianożęcki

drukuj