Bo Bóg mnie kocha!
Jak wielkim darem może być ofiarowywane Bogu cierpienie, szczególnie
cierpienie dzieci, pokazała swoim krótkim życiem Ania Szałata, dziewczynka na
wózku inwalidzkim. Dzięki jej pomysłowi powstało Misyjne Apostolstwo
Niepełnosprawnych Dzieci otaczające swoją troską i modlitwą misjonarzy całego
świata. Jej radość, pomysłowość i dobroć – pomimo nieuleczalnej choroby, na
którą cierpiała – są dla nas niesamowitym świadectwem ewangelicznej mocy.
Ania Szałata odeszła do Domu Ojca 26 października 2002 roku. Miała zaledwie 12
lat, gdy pędzący samochód stratował ją i jej mamę na przejściu dla pieszych.
Przeraźliwy pisk, huk… Wózek Ani ląduje na chodniku, a jej mama traci chwilowo
przytomność. Budząc się z omdlenia i widząc leżącą córeczkę, krzyczy z rozpaczą:
"Ratujcie moje dziecko!". Ania natomiast szepcze do księdza, który znalazł się
na miejscu tragedii: "Ja mogę nie żyć, żeby tylko mama żyła…". I tak się
stało…
Obecny na jej pogrzebie ks. prof. Patrick de Laubier z Genewy, profesor
Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie, powiedział: "Ania była słaba i tak wiele
potrafiła zrobić, ale zobaczycie, ile teraz będzie robiła, teraz dopiero będzie
mogła pokazać, co potrafi". I te słowa szybko zaczęły się spełniać. Dzięki jej
pomysłowi już po jej śmierci powstało Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych
Dzieci, które nie tylko dało szansę dzieciom dotkniętym przez chorobę na radosne
spotkania z rówieśnikami, ale także pomogło nadać sens ich cierpieniu i
zainteresować je niezwykłym światem misji. Sama uczestniczyła we wszystkim, co
działo się w Fundacji Polskiej Raoula Follereau, której prezesem jest jej tata
Kazimierz Szałata.
Święto dzieci niepełnosprawnych
Już po śmierci Ani odbył się pierwszy festiwal misyjny. Po nim okazało się, że
to za mało. Kiedy siostry z różnych ośrodków dla niepełnosprawnych dzieci
zapowiedziały, że razem z wychowankami chcą ponownie przyjechać do Zielonki 26
października, w rocznicę śmierci Ani, stało się oczywiste, że trzeba coś
zorganizować. Tak powstały jesienne zloty niepełnosprawnych dzieci organizowane
pod hasłem "Wszystkie Anioły Małej Ani". W czasie tych spotkań jest czas na
wspólną modlitwę, koncert, konkursy, zabawy, wspólny obiad, jest parada ulicami
miasta i spotkanie przy krzyżu ustawionym w miejscu, w którym zginęła Ania. – To
doroczne święto niepełnosprawnych dzieci. To one są wtedy gospodarzami –
wyjaśnia Kazimierz Szałata. Z tych jesiennych zlotów wyrosło Misyjne Apostolstwo
Niepełnosprawnych Dzieci. Od 3 lat swoim patronatem obejmuje je ks. abp Henryk
Hoser, ordynariusz warszawsko-praski, wieloletni misjonarz.
Wsparcie dla misjonarzy
Idea Apostolstwa jest prosta. Dzieci losują jednego misjonarza i podejmują
codzienną modlitwę za niego. Poznają też kraj jego posługi i próbują nawiązać z
nim kontakt. Zobowiązują się, że w swoim środowisku będą mówić o misjach,
zachęcając innych do zaangażowania się w tę piękną przygodę. Sami misjonarze
bardzo cenią sobie taką formę wsparcia, a świadomość, że jest gdzieś
niepełnosprawne dziecko, które swoje cierpienia, modlitwy ofiarowuje za niego,
dodaje sił. Potwierdza to ks. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł
Misyjnych, sekretarz KEP ds. Misji. – Odwiedzając blisko 50 krajów misyjnych,
nieraz słyszałem od misjonarzy świadectwo, że ilekroć doświadczają jakichś
kryzysów, trudności, niemal natychmiast przychodzi zapewnienie, że ktoś się za
nich modli, pamięta – przychodzi właśnie jakiś dziecięcy pełen ciepła list –
wyjaśnia ks. Atłas.
Zaktywizować dzieci w domach
W Apostolstwo włączają się głównie dzieci z ośrodków prowadzonych przez siostry
zakonne. Jednak Apostolstwo chce docierać do jak największej liczby dzieci. –
Pamiętam, że na zakończenie jednego ze zlotów podeszła do mnie pewna mama,
dziękując za możliwość uczestnictwa w spotkaniu, dlatego że – jak powiedziała –
jej synek, Wojtuś, nigdy nie wychodzi z domu, bo żadne z form spędzania wolnego
czasu, z których korzystają jego koledzy, nie są dla niego dostępne. Powiedziała
mi: "On dzisiaj miał najpiękniejszy dzień, spotkał się z takimi kolegami jak on
i doświadczył ogromnej radości" – opowiada Kazimierz Szałata. – W tych dzieciach
jest ogromny potencjał radości, te spotkania są ogromną lekcją dla nas, którzy
jesteśmy sprawni i bez przerwy narzekamy – mówił na VII Spotkaniu
Niepełnosprawnych Dzieci w Zielonce ks. abp Hoser. Te dzieci – mimo wielu
trudności i cierpień, jakich doświadczają niemal każdego dnia – nie narzekają,
potrafią cieszyć się z prostego faktu, że Pan Bóg nas kocha.
– Nasze Misyjne Apostolstwo jest jedną z propozycji wychodzenia
niepełnosprawnych dzieci z cienia ich codziennych trudności. Wpisuje się tym
samym w pozytywne zmiany, jakie od kilkunastu lat obserwujemy w Polsce –
podkreśla Kazimierz Szałata. – Kiedy w latach 80. wyjechałem za granicę, byłem
zaskoczony aktywnością niepełnosprawnych dzieci. Wszędzie je widziałem, tak
jakby w tym kraju było ich więcej niż u nas. Dzięki Bogu to się zmienia, nasi
niepełnosprawni są coraz bardziej aktywni – dodaje. Jak zauważa, rodzice zbyt
łatwo rezygnują z tego, by ich dzieci chodziły do szkoły. – Te dzieci bardzo
potrzebują kontaktu z rówieśnikami, ponieważ im jest trudniej gdzieś dojechać.
Naszą rolą jest o nich pamiętać i tak organizować różne przedsięwzięcia, by były
dla nich dostępne – podkreśla.
Maria Popielewicz
****************************
To Boża miłość daje wewnętrzną radość
Dr Kazimierz Szałata, tata Ani, prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau,
etyk, filozof, wykładowca na UKSW w Warszawie:
Ania zostawiła nam ważny dokument. W zeszycie od religii narysowała serduszko, a
w nim napisała: "Bóg mnie kocha". To odsłoniło nam tajemnicę jej ogromnej
radości życia. Sama nie mogła biegać, ale chętnie patrzyła na biegających
kolegów, tańczące koleżanki i to sprawiało jej prawdziwą radość. Potrafi to
tylko człowiek, który mocno doświadcza Bożej miłości dającej siłę i wewnętrzną
radość. Dziś słowa z zeszytu Ani są hasłem Misyjnego Apostolstwa
Niepełnosprawnych Dzieci.
Bardzo angażowała się we wszelkie akcje, jakie podejmowaliśmy w fundacji, i
nigdy nie miała czasu na narzekanie. Dziwiła się, że jej koledzy, którym tak jak
jej przyszło spędzać życie na wózku inwalidzkim, strasznie się nudzą. Przecież
można tak dużo robić, a świat misyjny jest taki bogaty! Ania kochała misje,
lubiła rozmowy z misjonarzami, którzy odwiedzali nasz dom albo których
spotykaliśmy w Polsce i we Francji. Marzyła, aby zorganizować spotkanie
misjonarzy i niepełnosprawnych dzieci, zaprosić wszystkich przyjaciół misji,
popularne zespoły na koncert ku chwale Pana, poprowadzić ulicami miasta
niepełnosprawne dzieci i wszystkich ugościć choćby zupą ze wspólnego kotła.
Kiedy odeszła do Nieba, powiedzieliśmy sobie: "Robimy, ale Ty, Aniu, musisz nam
pomóc". I w ten sposób w czerwcu 2003 r. odbył się pierwszy festiwal misyjny
"Bóg mnie kocha" pod patronatem Papieskich Dzieł Misyjnych i Komisji Episkopatu
Polski ds. Misji. Z niego zaś wyrosło Apostolstwo, którego działania nie
ograniczają się jednak tylko do środowiska dzieci dotkniętych
niepełnosprawnością. Przy okazji naszych wizyt w ramach obchodów Światowego Dnia
Chorego w szpitalach dziecięcych zapraszamy do włączenia się w to dzieło dzieci
chore, które podobnie jak ich niepełnosprawni koledzy składają deklaracje, że
przynajmniej do końca pobytu w szpitalu zaangażują się w tę inicjatywę.
not. MMP
