Szef BBN po sowieckim kursie

Generał Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w sierpniu
1987 r. odbył kurs Sztabu Generalnego ZSRS, a szkolenie było zabezpieczane przez
sowieckie służby wojskowe GRU. Takie informacje wytworzone przez poprzedniczkę
WSI – Wojskową Służbę Wewnętrzną, znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej.

Z informacji zgromadzonych w Instytucie ma wynikać, że kurs był organizowany
przez Akademię Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRS, tzw. woroszyłówkę. Jak
ustalił portal niezalezna.pl, przechodzący takie szkolenia żołnierze państw
Układu Warszawskiego byli podczas nich sprawdzani, czy nadają się do służby w
wojsku pod kątem politycznym i czy mogą zajmować stanowiska dowódcze. Informacje
te z pewnością nie byłyby niczym wyjątkowym, ponieważ większość kadry
oficerskiej czasów PRL była szkolona w sowieckich szkołach i na sowieckich
kursach. Jednak dziś gen. Koziej jest szefem BBN, które na XX-lecie tej
instytucji zaprosiło do współpracy generała KGB Nikołaja Patruszewa, sekretarza
Rady Bezpieczeństwa prezydenta Rosji i przyjaciela Władimira Putina. Jak
wiadomo, na tym kontakty się nie zakończą, bo Biuro zapowiedziało, że współpraca
między oboma instytucjami ma być kontynuowana w ramach regularnych konsultacji.
Z ustaleń portalu wynika, że szefem Wojskowej Służby Wewnętrznej Śląskiego
Okręgu Wojskowego, który pozytywnie opiniował Kozieja, był wówczas płk Stanisław
Torebko. Po 1990 r. pełnił on funkcję polskiego attache wojskowego w Rosji.
– Te informacje oczywiście mnie nie zaskakują, bo oficerowie LWP musieli mieć
kontakty ze Związkiem Sowieckim. Rozumiem, że polskie władze mają świadomość
przeszłości gen. Kozieja i że nie jest ona dyskredytująca dla niego – stwierdza
Witold Waszczykowski, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W jego ocenie,
obecne posunięcia BBN raczej nie wynikają z przeszłości gen. Kozieja, ale kursu
politycznego obranego przez prezydenta Komorowskiego.
– To myślenie transakcyjne, z którego nic nie wynika, z którego jako kraj nie
odnosimy żadnych profitów i które po prostu jest błędne. W oczach Rosji Polska
ma być tylko krajem uległym, który nie będzie przeszkadzał i robił własnej
polityki na Wschodzie, pokazywał krajom takim, jak Ukraina czy Gruzja, że
istnieje jakaś alternatywa – dodaje dyplomata.
Jak donosi portal, gen. Stanisław Koziej w czasie, gdy został wysłany na kurs,
był również członkiem egzekutywy PZPR, a jako żołnierz I Zarządu Sztabu
Generalnego w latach 1978-1981 brał udział w opracowaniach planu ataku wojsk
Układu Warszawskiego na państwa Europy Zachodniej. Zdaniem Witolda
Waszczykowskiego, w tym konkretnie może tkwić sedno udziału obecnego szefa BBN w
sowieckim kursie. – Co innego wysłać człowieka na kurs językowy czy sztabowy,
ale co innego na kurs przygotowawczy do realizacji tych zbrodniczych dla Polski
planów – podkreśla. – Jeśli szkolenie to miało związek z ich wprowadzeniem w
życie, to zmienia postać rzeczy – dodaje. Przypomnijmy, że zgodnie z planami
przekazanymi Amerykanom w latach 70. przez płk. Ryszarda Kuklińskiego, w inwazji
wojsk Układu Warszawskiego na Europę Zachodnią miało wziąć udział 450 tys.
polskich żołnierzy. Według planu podpisanego w 1970 r. przez gen. Jaruzelskiego,
LWP miało dojść aż do Belgii. Na zajęcie Danii polscy planiści przewidywali trzy
dni. Atak miał być prowadzony z użyciem blisko 200 ładunków jądrowych.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj