Jasność etycznego myślenia a „tyrania relatywizmu”

Zapytałem kiedyś młodego lekarza, czy jego studia obejmowały jakiekolwiek
szkolenie w zakresie etyki medycznej. Zastanawiałem się, czy został przygotowany
do rozwiązywania moralnie zawiłych kwestii, które pojawiają się w tym zawodzie.
Okazało się, że czteroletni program nauczania przewidywał tylko jedne zajęcia
poświęcone zagadnieniom etycznym, a co więcej – traktowano je dosyć
niefrasobliwie. Lekarz wyjaśnił mi, że w trakcie pierwszej części wykładu
studentom przedstawiano przypadki zachorowań, w których występował problem
natury etycznej. W drugiej części zadaniem studentów było omówienie danego
problemu i podzielenie się własnymi odczuciami co do tego, jak należałoby
etycznie zareagować na dany przypadek. Zajęcia te polegały głównie na ferowaniu
różnych opinii i studentom nigdy wyraźnie nie przekazywano rozwiązań ze
wskazaniem zasad etycznego postępowania.

Jego doświadczenie przypomina mi, jak bardzo jesteśmy dziś otwarci na dyskusje o
"problemach etycznych" i jak uparcie stronimy od mówienia o "prawdach
etycznych". Nasuwają nam się etyczne wątpliwości, lecz unikamy etycznych
odpowiedzi. Zachęcamy do zgłaszania opcji i opinii, ale decyzję, co byłoby
reakcją etyczną, a co nie, pozostawiamy indywidualnej ocenie studentów.
Taki relatywizm niszczy jasność etycznego rozumowania. Tworzenie własnych zasad
moralnych zależnie od okoliczności jest kuszące, pozwala bowiem na unikanie
etycznie trudnych sytuacji, które wymagałyby od nas zmiany zachowań lub
poglądów. Kilka lat temu jeden z bioetyków ujął to następująco: "Ludzie chcą
wiedzieć, jakie rozwiązanie byłoby mądre i właściwe, ale nie chcą się do tej
prawdy przybliżyć na tyle, by w jej świetle stwierdzić, że ich własne
postępowanie wymaga zmiany".
"Tyrania relatywizmu" jest obecna w wielu dzisiejszych debatach na temat etyki.
Zwolennicy aborcji np. często mówią: "Jeśli uważasz, że przerywanie ciąży to coś
złego, to tego nie rób!". Za tym chwytliwym hasłem kryje się przesłanie, że
uśmiercanie dzieci przed narodzeniem może odpowiadać jednej osobie, a drugiej
nie musi; że choć dla jednych jest złem, to dla innych jest w porządku i wszyscy
mogą nad tym przejść do porządku dziennego. Taki typ etycznej schizofrenii nie
ma jednak prawa bytu. Wyobraźmy sobie, że ktoś powiedziałby: "Jeśli sądzisz, że
niewolnictwo to coś złego, to nie miej niewolnika!". Decyzje moralne i etyczne
mają bezpośredni wpływ na dobro człowieka – niewolnictwo ciemięży ludzkie życie,
aborcja je zabija. Takie etyczne (lub nieetyczne) postanowienia potrafią nie
tylko dramatycznie odmienić los innych osób (czarnoskórych mężczyzn i kobiet,
nienarodzonych chłopców i dziewczynek), ale także przeobrazić nasze wnętrze,
czyniąc z nas samych tych, którzy ciemiężą, i tych, którzy zabijają. Innymi
słowy, konsekwencje ludzkich decyzji mają wpływ na nasz świat. Zapadają też
głęboko w ludzkiej duszy, prywatnej świątyni ukrytej we wnętrzu każdego z nas.
Jeden z wczesnych świętych powiedział, że nasze czyny są jak nasi rodzice. Kiedy
z własnej woli decydujemy się na jakiś akt, "tworzymy" siebie i pokazujemy, w
jakim kierunku chce podążać nasze serce. W dzisiejszym świecie dobra i zła nie
istnieje nic bardziej pożytecznego i ważniejszego niż przykładne czyny, w
których wyraża się nasz rdzeń etyczny. Rdzeń ten nie może być jednak osadzony na
ruchomych i niepewnych piaskach moralnego relatywizmu. Wymaga on nienaruszalnych
drogowskazów w postaci absolutów moralnych. Każdy z nas posiada jakieś normy
nadające kierunek naszym decyzjom. Nawet zwolennicy relatywizmu i "wolności
wyboru" w stosunku do aborcji często reagują wielkim oburzeniem na propozycje
wolnego wyboru co do torturowania szczeniąt czy niszczenia środowiska
naturalnego. Ich ulubione "cele" stanowią wyjątek od wyznawanej reguły, że każda
moralność jest względna. Tak naprawdę nie są oni relatywistami, ale
absolutystami: będą obstawać przy absolutnym prawie do ochrony zwierząt przed
przemocą czy też absolutnie nalegać na dbałość o środowisko. Ich aboslutyzm
będzie tak samo zaciekły i niepodważalny jak absolutyzm tych, z którymi się nie
zgadzają, np. osób strzegących praw dzieci poczętych lub ludzi starszych i
niedołężnych.
W gruncie rzeczy wszyscy dostrzegamy potrzebę istnienia absolutów moralnych:
niektóre z naszych decyzji są naprawdę złe, a etyczne nie może być tylko to, co
chcemy, żeby takie było. Każdy z nas musi walczyć z pokusą poddania się tyranii
relatywizmu – tyranii, która zachęca nas do wybierania decyzji moralnych, które
są wygodne, zamiast tych, które są prawdziwe.
 

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk

Ksiądz dr Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na
Yale University i kontynuował pracę naukową na Harvardzie. Jest kapłanem
diecezji w Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i
oświaty w Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics
Center) w Filadelfii. Zob. www.ncbcenter.org

drukuj