Hipoteza
Hipoteza to przypuszczenie, supozycja. Zachowuje ona tymczasowy charakter
do czasu, gdy nie przejdzie długiego procesu weryfikacji, sprawdzenia; za pomocą
badań, doświadczeń, zeznań, dowodów itd. Hipoteza przestaje być hipotezą wtedy i
tylko wtedy, gdy potwierdzamy lub odrzucamy jej prawdziwość. Są tylko dwie
możliwości: prawda lub fałsz.
W przypadku wszelkich katastrof, w tym lotniczych, zawsze stawia się hipotezę
o zamachu, czyli świadomym działaniu osób, organizacji, instytucji, państw,
mających na celu doprowadzenie do zamachu. To najtrudniejsza do udowodnienia z
hipotez, gdyż nie kończy się wraz z katastrofą. Żyje i napędza się sama. To
oczywiste, że polska prokuratura nie wyklucza, jako jednej z hipotez, zamachu na
rządowy samolot, rozbity obok smoleńskiego lotniska 10 kwietnia 2010 roku, z
polską prezydencką delegacją. Szczególne skomplikowanie śledztwa weryfikującego
tę hipotezę ma miejsce wtedy, gdy ofiarami są najważniejsi dla państwa jego
funkcjonariusze, gdy katastrofa miała miejsce poza granicami kraju, gdy
najważniejsze dowody śledztwa są w obcych rękach. Już 125 lat przed narodzeniem
Chrystusa rzymski prawnik Lucius Cassius Longinus zalecał przy rozpatrywaniu
spraw cywilnych i karnych stawianie obowiązkowego pytania: Is fecit cui prodest
– komu to przyniosło korzyść, kto na tym zyskał. Zawsze zachodzi bowiem
podejrzenie, że sprawcą jest ten, kto chciał odnieść z przestępstwa jakąś
korzyść. Jest to więc po prostu pytanie o motywy, tym bardziej gdy hipoteza nie
zakłada nieszczęśliwego wypadku. Do dziś stawiamy sobie pytania o przyczyny
wypadku lotniczego, w którym zginął gen. Władysław Sikorski. Szczegóły
katastrofy pod Gibraltarem (4 lipca 1943 roku) są dość powszechnie znane.
Ponowne śledztwo w tej sprawie wszczęto w 2008 roku i toczy się ono nadal w
katowickim oddziale IPN. Zdaniem prokuratorów, nie wszystkie jeszcze dokumenty
zostały ujawnione, szczególnie przez Brytyjczyków. Kiedy prokuratorzy badają
materialne dowody, historycy, dziennikarze naświetlają tło wydarzenia, które
także może pomóc w odpowiedzi na tę podstawową prawniczą kwestię: cui bono. Nie
wszyscy wiedzą, że przed katastrofą gibraltarską miały miejsce trzy inne
wydarzenia, których okoliczności wskazywały na nieudane próby zamachu na gen.
Władysława Sikorskiego. Raz doszło do awarii sterów, innym razem do umieszczenia
bomby zapalającej na pokładzie, ale najbardziej dramatyczny był lot z Montrealu
do Waszyngtonu. 30 listopada 1942 roku gen. Sikorski leciał do Waszyngtonu na
spotkanie z prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem, z międzylądowaniem w
Montrealu. Po zmianie samolotu na dwusilnikowy typu Lockheed Hudson wystartował,
ale już na wysokości 100 metrów, lecąc z prędkością 100 mil na godzinę, znalazł
się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Silniki przestały działać. Samolot dzięki
przytomności pilota zakręcił w stronę lotniska i wylądował w polu na brzuchu.
Nikt nie odniósł poważnych ran, mimo że samolot uległ poważnemu zniszczeniu.
Sikorski oficjalnie mówił o "wypadku", ale jak zapewnia brytyjski historyk David
Irving, w dokumentach zachowała się zupełnie odmienna opinia generała. Niemiecki
sabotaż potwierdzili później Amerykanie, a potem Brytyjczycy. Próby zamachu
dokonano także na samolot z gen. Charles´em de Gaulle´em na pokładzie. Nieznani
sabotażyści za pomocą silnego kwasu uszkodzili ster wysokości. W ostatniej
chwili udało się zatrzymać startujący samolot. Z dokumentów ujawnionych po
latach wynika, że gen. Charles de Gaulle był bardzo niewygodny dla Amerykanów.
Franklin Delano Roosevelt w depeszy do Winstona Churchilla pisał nawet o
wyeliminowaniu de Gaulle´a jako polityka, a Churchill nazywał francuskiego
przywódcę "niezwykle trudnym człowiekiem". Tajemnicę skrywa wciąż lot
sowieckiego samolotu z Warszawy do Moskwy z aresztowanymi przywódcami Polski
Podziemnej, podstępnie zwabionymi na "rozmowy" z sowieckim gen. Iwanem Sierowem
do Pruszkowa w dniu 27 marca 1945 roku. Najpierw aresztowano i wysłano do Moskwy
Leopolda Okulickiego, Stanisława Jankowskiego i Kazimierza Pużaka, a następnego
dnia zapakowano do samolotu pozostałych aresztowanych przedstawicieli polskiego
rządu i stronnictw politycznych. Byli to: Adam Bień, Antoni Pajdak, Stanisław
Jasiukowicz, Kazimierz Bagiński, Stanisław Mierzwa, Zbigniew Stypułkowski,
Kazimierz Kobylański, Józef Chaciński, Franciszek Urbański, Eugeniusz
Czarnowski, Stanisław Michałowski i Józef Stemler-Dąbski. Samolot lądował
awaryjnie we mgle na śniegu w okolicach Iwanowo-Woznieńska, tylko dzięki
nadzwyczajnym umiejętnościom kapitana NKGB. Przejął on mianowicie stery od
zrozpaczonego pilota, który zakomunikował, że Moskwa nie przyjmuje samolotu i
skończyło się paliwo. W zachowanych dokumentach Centralnego Archiwum Wojskowego
na temat moskiewskiego procesu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, które
przywołuje w swojej książce Piotr Kołakowski ("Pretorianie Stalina – sowieckie
służby bezpieczeństwa i wywiadu na ziemiach polskich 1939-1945"), zawarty jest
opis tego wydarzenia: "Było to tak wspaniałe [awaryjne lądowanie – przyp. WR],
że Polacy, którzy zrozumieli, że poświęcono także dla 'politycznej’ katastrofy
również i czterech bolszewików, naprawdę szczerze bili lotnikom brawo".
Zawsze gdy na pokładzie rozbitego samolotu są prominentni politycy, przywódcy
krajów, stawianie hipotez odbywa się w sposób bardzo ostrożny, a śledztwu
towarzyszy nadzwyczajna tajemnica, która niestety potęguje różnorakie
podejrzenia. Nie wolno drwić z ludzi, którzy stawiają hipotezy i pytają o
motywy. Śledztwo smoleńskie zapowiada się na bardzo długie. Miejmy nadzieję, że
polskim oficerom śledczym starczy odwagi i determinacji do wyjaśnienia tragedii
smoleńskiej.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia SA.
