Bóg za szybą
"Wy jesteście solą ziemi… Wy jesteście światłem świata" – te słowa, choć
często cytowane samodzielnie jako jedna z definicji chrześcijaństwa, nabierają
pełniejszego znaczenia w kontekście Kazania na Górze, które je bezpośrednio
poprzedza.
Jezus zwraca się do swoich uczniów, ukazując im fundament wielkości i warunki,
na jakich mogą stać się znakiem dla świata. Określają je błogosławieństwa.
Ubodzy, miłosierni, cisi, sprawiedliwi, czyniący pokój, nielękający się
prześladowań, radujący się z nieustannej bliskości Pana – tylko wtedy świadectwo
będzie wiarygodne i będzie w nim moc prowadzenia innych do Chrystusa. Święty
Paweł pisze do Koryntian (1 Kor 2, 1-5) w bardzo podobnym tonie: "Stanąłem przed
wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie
nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były
ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej,
lecz na mocy Bożej". Dla ludzi nierozumiejących, czym w istocie jest
chrześcijaństwo, przywykłych do zdobywania posłuchu przy użyciu siły, PR-owskich
zagrywek, taka postawa jest szczytem naiwności i głupoty.
Prawda jest taka, że sami jako chrześcijanie mamy coraz większą trudność ze
zrozumieniem koncepcji życia, jaką proponuje nam Chrystus. Jesteśmy zarażeni
myśleniem świata, a co najsmutniejsze, tracimy wiarę, że linia wyznaczona przez
Jezusowe błogosławieństwa ma jakikolwiek sens. Nie pasują nam do całości. Stają
się niewiele wartą konwencją, poetyckimi strofami, które oprócz wartości
sentymentalnej, nic już ze sobą nie niosą. Cała życiowa sytuacja, która w ten
sposób się rodzi, zaczyna przypominać korytarz przedzielony grubą pancerną szybą
– staje się nią logika świata, która siłą wdziera się w nasz sposób myślenia,
wartościowania, określając kryteria wyborów. Dostrzegamy Chrystusa, ideały
chrześcijańskie, ale nie słyszymy już słów, które do nas mówi. Obie
rzeczywistości są bardzo blisko siebie, lecz nie ma wzajemnego przenikania. Więź
staje się coraz słabsza, aż w końcu pęka. Zatraca się chrześcijańska tożsamość.
Odejście staje się faktem. Tak wietrzeje sól.
Jan Paweł II w adhortacji "Ecclesia in Europa", o której można powiedzieć, że
jest jego europejskim testamentem, użył sformułowania "milcząca apostazja". Co
to znaczy? Bez otwartych deklaracji, po cichu, wielu przywódców państw
europejskich przyjęło zasady jednoznacznie wykluczające prawdy ewangeliczne z
życia społecznego, mające w pogardzie zbudowaną na nich moralność. W
konsekwencji rozpoczął się proces erozji cywilizacji chrześcijańskiej od
wewnątrz. Został narzucony sposób myślenia, który dziś dotyka nas wszystkich.
Najgorsze jest to, że w znacznym stopniu podporządkowali mu się chrześcijanie.
Na skutki nie trzeba było długo czekać: gaśnie światło. A tam, gdzie zaczyna
dominować ciemność, panoszy się cywilizacja śmierci. Ludzie pozbawieni znaku
"światła na górze" nie wiedzą, dokąd iść. Naszym zadaniem jest im to światło na
nowo pokazać. Aby tak się stało, trzeba je najpierw rozpalić w sobie, na nowo
odkryć Jezusa Chrystusa, zacząć żyć duchem błogosławieństw. To trudne, ale
przecież możliwe.
ks. Paweł Siedlanowski
