Upominajmy się o prawa chrześcijan
Z ks. bp. Krzysztofem Nitkiewiczem, biskupem sandomierskim, byłym
podsekretarzem Kongregacji Kościołów Wschodnich w Watykanie, rozmawia Małgorzata
Bochenek
Na forum Rady Europy w Strasburgu włoski socjolog Massimo Introvigne, członek
Organizacji ds. Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, wysunął propozycję
ustanowienia 7 maja Europejskiego Dnia Męczenników Chrześcijańskich. Jakie jest
znaczenie tej inicjatywy?
– Bez względu na to, czy zostanie ona zrealizowana, zwraca uwagę na narastającą
agresję w stosunku do wspólnot chrześcijańskich, w czym przodują muzułmańscy
fundamentaliści. Pan Introvigne, proponując ustanowienie Europejskiego Dnia
Męczenników Chrześcijańskich, idzie po linii tego, co mówił czcigodny Sługa Boży
Jan Paweł II 7 maja 2000 roku w Koloseum, podczas celebracji ekumenicznej
poświęconej nowym męczennikom. Ojciec Święty wyraził wówczas pragnienie, żeby
pamięć o męczennikach chrześcijańskich z różnych Kościołów i wspólnot
kościelnych pozostała żywa i by była przekazywana nowym pokoleniom. Dobrze
pamiętam tamten dzień, gdyż z ramienia watykańskiej Kongregacji Kościołów
Wschodnich zajmowałem się przygotowaniem dossier dotyczącego męczenników
greckokatolickich z Ukrainy, Rumunii i Słowacji. Ustanowienie Europejskiego Dnia
Męczenników Chrześcijańskich zgodnie z propozycją 7 maja byłoby bardzo wymowne.
Dramatyczna sytuacja chrześcijan w różnych rejonach świata ciągle jednak zbyt
mało jest zauważana przez polityków?
– Nie ma w świecie bardziej prześladowanej religii niż chrześcijaństwo.
Pamiętamy o tym, co niespełna miesiąc temu wydarzyło się w Aleksandrii
Egipskiej, ale musimy również mieć na uwadze fakt, że w ciągu ostatnich
trzydziestu lat miało miejsce w Egipcie 160 zamachów na chrześcijan. Dochodzą do
nas tragiczne informacje z Pakistanu oraz wielu innych części świata.
To dobrze, że Polska z takimi krajami jak Francja, Włochy czy Niemcy podniosła
ostatnio głos w obronie naszych braci. To dobrze, że wreszcie dotarło do nas to,
że w XXI wieku nadal prześladuje się i zabija chrześcijan. Kiedy jeszcze
pracowałem w Watykanie, uczestniczyłem w październiku 2008 roku w "okrągłym
stole" zorganizowanym przez Parlament Europejski w Brukseli na temat
dyskryminacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Byli tam obecni parlamentarzyści
z wielu krajów Zachodu oraz z nowych państw członków Unii Europejskiej. Pojawił
się tylko jeden Polak i nawet nie zabrał głosu. Było mi wstyd. Dzięki Bogu
zaczyna się to zmieniać. I my, chociaż jesteśmy daleko od wielkiej polityki,
mamy obowiązek solidarności z tymi naszymi braćmi i siostrami, którzy cierpią z
powodu wiary w Chrystusa, cierpią dlatego, że są ochrzczeni. Osobiście cieszę
się niezmiernie, a jeszcze większa jest radość wśród moich znajomych na Bliskim
Wschodzie, z rezolucji, jaką podjął w czwartek, 20 stycznia, Parlament
Europejski, potępiając wszelką przemoc o podłożu religijnym szczególnie w
Egipcie, Iranie, Iraku, Nigerii i na Filipinach.
Dlaczego właśnie Europa powinna upamiętnić ofiary prześladowań?
– Obok obowiązku solidarności z naszymi braćmi w Chrystusie, którzy cierpią w
różnych częściach świata, powinniśmy również utrwalić pamięć o najwyższej
ofierze, jaką złożyli oni z siebie, pozostając wierni Chrystusowi i Kościołowi.
Zostali zabici również dlatego, że jako chrześcijanie odrzucali wszelką przemoc
i odwet, a promowali nową jakość życia opartą na tolerancji i wolności sumienia.
Ich cierpienia związane są także z tym, że ekstremiści muzułmańscy czy hinduscy
utożsamiają ich z Zachodem i prowadzoną przez niego polityką. Tymczasem
chrześcijanie na Bliskim Wschodzie w Afryce czy w Indiach nie mają na politykę
najmniejszego wpływu, a jeśli już utożsamiają się z Zachodem, to właśnie pod
względem wartości chrześcijańskich, które uformowały cywilizację europejską.
Dlatego dobrze, aby kraje Europy upominały się o ich prawa. Nasi cierpiący
bracia stają się wzorem wierności ideałom ewangelicznym oraz konsekwencji w
wyznawaniu wiary, która pozostaje niezachwiana nawet w przypadku prześladowań.
Dziękuję za rozmowę.
