Laboratorium totalitaryzmu
Dążenie do totalnej kontroli nad człowiekiem wymaga użycia przeciwko niemu
środków przymusu fizycznego i psychicznego prowadzących do pozbawienia go wolnej
woli i możliwości świadomego wyboru. Mija kolejna rocznica wyzwolenia
Konzentrationslager Auschwitz, miejsca, które do dziś pozostaje symbolem
totalitarnego terroru wykorzystywanego do osiągnięcia najgłębszych celów
systemu.
Poszukując kwintesencji systemu totalitarnego, kierujemy uwagę na zjawisko
terroru stosowanego wobec każdego, kto zostanie zdefiniowany jako wróg państwa.
Na ten aspekt działalności władz reżimu zwracają szczególną uwagę badacze
zjawiska totalitaryzmu tej miary, co Carl J. Friedrich, Juan Linz, Hannah
Arendt, Richard Pipes. Jako kluczowy w opisie tego systemu przyjęli go również
autorzy słynnej "Czarnej księgi komunizmu". Przemoc wobec przeciwników
politycznych – w wymiarze indywidualnym i grupowym – zapewnia państwu
totalitarnemu względną stabilizację utrzymywaną przez strach podwładnych przed
możliwymi represjami. Te połączone ze sobą zjawiska: przemoc, strach,
podporządkowanie – stanowią zaprzeczenie wolności i depczą godność osoby
ludzkiej. Jednym z najbardziej przerażających aspektów systematycznego terroru
państwa totalnego jest fakt, iż praktycznie nie sposób przed nim uciec, każdy
bowiem może zostać arbitralnie zakwalifikowany do grona wrogów systemu, choćby
ze względu na niewłaściwe pochodzenie społeczne, zbyt wysokie wykształcenie lub
nawet sąsiedzką zazdrość skutkującą donosem do wyspecjalizowanych w tępieniu
nieprawomyślności organów policji politycznej. Wszystko to powoduje, iż terror
jest niezbędnym elementem systemu totalitarnego, bez stosowania którego państwo
totalne nie jest w stanie przetrwać. Należy dodać, iż wykonawcy przemocy:
funkcjonariusze aparatu represji w służbie państwa i rzesza "prawomyślnych"
obywateli występujących nieraz w roli ich pomocników, często nie mają dylematów
moralnych związanych z ich mroczną działalnością. Usprawiedliwia ich przecież
nowa, totalitarna moralność, pozostająca na służbie "jedynie słusznej"
ideologii, w myśl której przeciwnik systemu sam stawia się poza prawem, czyni
się renegatem, "odpadkiem historii".
Warto w tym kontekście, w kolejną rocznicę wyzwolenia największego niemieckiego
obozu koncentracyjnego, Auschwitz, przyjrzeć się dokładniej niektórym aspektom
związanym z funkcjonowaniem tych swoistych laboratoriów terroru totalitarnego,
jakimi jawią się obozy koncentracyjne. Laboratoriów – by użyć słów Hannah Arendt
– "w których poddaje się sprawdzeniu podstawowe założenie totalitaryzmu,
głoszące, że wszystko jest możliwe" (H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu).
Wyobcowani ze społeczeństwa
Rozpatrując tematykę obozową, na ogół koncentrujemy się na wszechobecnej tam
śmierci, fatalnych warunkach bytowych, przymusie stosowanym wobec więźniów.
Tymczasem jednym z najbardziej charakterystycznych wrażeń, o których wspominają
byli więźniowie Auschwitz, jest poczucie nierealności przeżyć związanych z
pobytem w obozie, ich kompletnej nieprzystawalności do normalnego życia, nawet
jeśli mówimy o normalności w odniesieniu do warunków wojny i okupacji. Cechę tę
należy rozpatrywać co najmniej w dwóch wymiarach. Po pierwsze, wszystko, co
łączy się z organizacją życia obozowego – warunki bytowe, plan dnia, relacje
społeczne – jest czymś sztucznym, wypreparowanym, odmiennym od realiów, których
dotychczas doświadczano. Wszechobecna przemoc, nieznosząca sprzeciwu i
domagająca się natychmiastowego wykonywania najbardziej absurdalnych nawet
poleceń, ma prowadzić do swoistego automatyzmu reakcji, kompletnego braku
spontaniczności, postawy, w której nie pozostawia się miejsca na myślenie,
zastępując je odruchowym działaniem. Nieustanne ocieranie się o śmierć, ciągłe
obcowanie z nią prowadzi do trywializacji tego wyjątkowego aktu, odarcia go z
wszelkiego sacrum, sprowadzenia do roli banalnego incydentu, mającego mniej
więcej podobną wagę jak zabicie dokuczliwego komara. To odczucie nierealności,
odmienności, traumatycznego majaczenia sennego wyjaśnia do pewnego stopnia
szokującą postawę bierności i apatii charakteryzującą sporą część więźniów.
Tłumaczy fakt niemal zupełnego braku aktów zorganizowanego buntu,
przybierającego postać fizycznego przeciwstawienia się strażnikom. Wyjątkiem są
takie przypadki, jak np. wzniecenie buntu 10 czerwca 1942 r. przez polskich
więźniów kompanii karnej czy – najbardziej znany – bunt Żydów z Sonderkommando 7
października 1944 roku. Wszystkie te wystąpienia przyniosły zresztą niewielkie
efekty. Rozmyślnie zaplanowany rytuał – transport w nieludzkich warunkach,
pozbawienie ubrania, brutalne golenie owłosienia całego ciała, zastąpienie
nazwiska tatuowanym numerem – dokonujący się w atmosferze nieustannej przemocy
fizycznej, skutecznie i szybko paraliżował wolę przeciwstawienia się oprawcom,
prowadząc do pożądanej przez nich akceptacji narzuconych reguł postępowania.
Przyczyniał się jednocześnie, o czym świadczą obserwacje Victora Frankla, wręcz
do zaniku instynktu samozachowawczego, a w końcowym rezultacie do śmierci.
Paradoksalnie, większą szansę na przeżycie mieli ci, którzy zaangażowali się w
konkretną działalność samopomocową, choć tym samym narażali się na represje.
Warto przywołać tu postać rotmistrza Witolda Pileckiego, który dobrowolnie
pozwolił schwytać się podczas łapanki w Warszawie, by, dostawszy się do
Auschwitz, przekazać informacje o panujących tam warunkach. Pilecki w 1940 r.
założył w obozie konspiracyjną organizację o nazwie Związek Organizacji
Wojskowej, kierując nią do swojej udanej ucieczki z Auschwitz w 1943 roku.
Specyfika traumy obozu koncentracyjnego wpływała także na trudność jego byłych
więźniów w przekazaniu swoich obozowych przeżyć ludziom niemającym takiego
doświadczenia. Prowadziło to często do swoistej izolacji takich osób, przymusowo
pozostawionych samym sobie, będących w stanie rozmawiać na ten temat jedynie z
innymi więźniami obozów koncentracyjnych. Ze smutkiem można dostrzec w tym
zjawisku pośmiertne zwycięstwo systemu totalitarnego nad jego ofiarą –
doprowadzenie do wyobcowania ze społeczeństwa, stanowiące podstawowy element
syndromu homo sovieticus.
Kat ofiarą
Analizując skutki doświadczenia obozowego, często ograniczamy się do opisu jego
znaczenia dla więźniów, zapominając, że ofiarami systemu stawali się również
jego funkcjonariusze. Wielu z nich znajdowało w Auschwitz możliwość realizacji
swoich sadystycznych skłonności, chęci dominacji nad innymi, dania ujścia
emocjom wywołanym kompleksem niższości. Jednak przynajmniej część spośród w
sumie ponad 7000 członków załogi obozu odczuwała dylematy moralne związane z
wykonywanymi obowiązkami. Zwracają uwagę opisy zachowań esesmanów
wprowadzających się w stan upojenia alkoholowego, by móc brać udział w
selekcjach przybyłych do obozu transportów. Zachowały się relacje mówiące o
dążeniach niektórych członków załogi Auschwitz, w tym jego pierwszego komendanta
(1940-1943) Rudolfa Hessa, do usprawnienia procesu zabijania, motywowanych
chęcią skrócenia cierpień ofiarom. Świadczą one o tym, iż nieludzki system był
kosztowny również dla psychiki tych, których na ogół jesteśmy skłonni stawiać po
stronie jego beneficjentów. I na odwrót – nierzadkie były przypadki tak silnego
"dopasowania" do reguł obozowych, że ofiara stawała się katem, czasem
przodującym w wymierzaniu obozowej sprawiedliwości. Sprawowanie jakiejkolwiek
funkcji w obozie umożliwiało pomoc współwięźniom, ale również stawało się
narzędziem władzy nad towarzyszami niedoli, mogącym doprowadzić jego posiadacza
do wyzbycia się swego człowieczeństwa za cenę zapewnienia sobie lepszych
warunków bytowania. O tym, jak cienka granica dzieli zwykłego człowieka od
przyjęcia roli bezwzględnego oprawcy, świadczy stanfordzki eksperyment więzienny
Philipa Zimbardo z 1971 r., w trakcie którego uczestnicy badania tak skutecznie
wcielili się w rolę strażników więziennych, że już drugiego dnia zaczęli
stosować wobec "więźniów" przemoc fizyczną i psychiczną.
Prawdziwe zwycięstwo
Skoro celem systemu totalitarnego jest rozciągnięcie pełnej kontroli nad
społeczeństwem i tworzącymi je jednostkami – nie tylko ich zachowaniem, lecz
również myśleniem – a jednym z najistotniejszych narzędzi służących osiągnięciu
tego celu jest terror, którego uosobieniem jest z kolei obóz koncentracyjny,
powstaje pytanie o skuteczność działania aparatu przymusu, budowanego z niemałym
wysiłkiem i angażującego spory zastęp funkcjonariuszy. Niewątpliwie była ona
wysoka, aczkolwiek, jak pokazuje historia, celu nie udało się zrealizować w
pełni. Świadczy o tym choćby postać jednego z więźniów oświęcimskiej "fabryki
śmierci" – o. Maksymiliana Marii Kolbego. W sytuacji ekstremalnej próby,
poddany, jako duchowny katolicki, szczególnym zabiegom ze strony maszynerii
terroru, zdołał ocalić swoją godność osoby ludzkiej, zachowując zdolność
niezależnego myślenia, a więc i dokonywania wyboru wolną wolą skierowaną ku
dobru. Sądzę, że każdy katolik wie, skąd czerpał siłę do wytrwania w
człowieczeństwie. Ukazał tym samym wyższość ducha chrześcijańskiego nad
zorganizowanym i uzbrojonym złem, przywracając nadzieję na obecność Boga w
miejscu, które wielu wydawało się obszarem triumfu szatana.
Zdolność zachowania wolności wewnętrznej nawet w sytuacji ekstremalnego przymusu
zewnętrznego, skutkująca odwagą w wyborze dobra pomimo najbardziej nawet
niesprzyjających warunków, jest receptą na przezwyciężenie wszelkiego rodzaju
totalitaryzmów. Warto o tym pamiętać również dzisiaj. Choć minął w Polsce czas
fizycznego zniewolenia totalitarnego, żywe pozostają dążenia sił ciemności do
zniewolenia ludzkich umysłów. Nie można wreszcie zapomnieć, że również dzisiaj
funkcjonują w świecie współczesne Konzentrationslager: chińskie laogai czy
północnokoreańskie obozy koncentracyjne, w których stosuje się jeszcze
brutalniejsze formy przemocy wobec więźniów.
Dr Jarosław Rabiński
Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym KUL, stypendystą
Polonia Aid Foundation Trust, autorem monografii "Konstanty Turowski 1907-1983.
Życie, działalność, myśl społeczno-polityczna" (2008) nominowanej do Nagrody im.
prof. T. Strzembosza, a także licznych artykułów naukowych poświęconych historii
XX wieku.
