Ponieśmy to dziedzictwo

Redakcja "Naszego Dziennika" postawiła pytanie, które tylko na pierwszy
rzut oka wydaje się banalne, a odpowiedź na nie – oczywista. Granice są otwarte.
Podjęcie pracy poza krajem nie wymaga dziś wiele więcej niż przeprowadzka do
innego miasta w Polsce. Jestem prawnikiem, partnerem w amerykańskiej kancelarii,
której działalność obejmuje wszystkie kontynenty z wyjątkiem Australi, a jednak
jestem Polakiem, obywatelem Polski.

Udzielając odpowiedzi na pytanie: po co nam Polska?, odwołanie się do kategorii
czysto utylitarnych, które współczesna kultura wydaje się uznawać za jedynie
uzasadnione, może być trudne, a przywołanie języka i kryteriów "wyższych" u
czytelnika wychowanego w świecie nowoczesnej kultury może wzbudzić uśmiech
politowania, niedowierzanie czy nawet podejrzliwość, że za wysokimi hasłami
ukryte są nieczyste intencje i zwykły, powszechnie panujący utylitaryzm.
Samo pytanie pachnie utylitaryzmem. Można je przecież strawestować następująco –
"co nam daje Polska?". Usługi publiczne, takie jak sprawne koleje, służba
zdrowia, edukacja, łatwiej uzyskać, mieszkając w Niemczech, Francji czy Wielkiej
Brytanii. Wszak dzisiaj jesteśmy obywatelami świata. Pogardliwe niegdyś "ubi
bene ibi patria" ("tam gdzie mi dobrze, tam moja ojczyzna") brzmi prawie jak
narodowe czy raczej indywidualistyczne uzasadnienie dla emigracji i łączenia
swojego losu z inną niźli polska szerokością i długością geograficzną. Inną
kulturą. Inną ojczyzną…
Poza tym: czy dzisiaj słowo "emigracja" ma w ogóle jakikolwiek sens? Wielu z nas
pracuje w międzynarodowych korporacjach. Polskie firmy też stają się obecne na
świecie. Poza Polską. Nasze kompetencje mogą być przydatne naszemu pracodawcy
dzisiaj w Polsce, a jutro w Brazylii. Pro domo sua: zysk w którym uczestniczę
jako partner w amerykańskiej kancelarii obliczany jest w Stanach Zjednoczonych,
a składa się nań praca prawników i nasze usługi świadczone w 37 biurach
rozrzuconych po całym świecie. A jednak jestem Polakiem, tutaj płacę podatki od
swojego udziału w zysku amerykańskiej spółki, tutaj wykonuję prawo głosu w
wyborach i tutaj odczuwam dumę i wstyd za Polskę, za moje państwo. Gdy widzę,
jak zbrodnicza niekompetencja, bałagan i polskie piekiełko prowadzą do
katastrofy, w której ginie urzędujący prezydent Rzeczypospolitej, dowódcy
wszystkich rodzajów wojsk i wielu wybitnych Polaków, odczuwam wstyd i
wściekłość. Gdy widzę, jak polskie władze nie potrafią w sposób kompetentny
prowadzić działań politycznych, które doprowadziłyby do wyjaśnienia przyczyn tej
katastrofy, i pozwalają urzędnikom państwa bezprawia – jakim jest Rosja –
naigrywać się bez jakichkolwiek prawdziwych przesłanek z polskiego prezydenta i
dowódcy polskich Sił Powietrznych oraz w sposób bezczelny, sprzeczny z
ustaleniami faktycznymi wybielać rosyjskich funkcjonariuszy, ogarnia mnie i
zażenowanie, i gniew.

Polska. A gdyby historia potoczyła się inaczej
Rozpocznę od twardego stwierdzenia: Polska, państwo polskie nie jest bytem
koniecznym. Można sobie wyobrazić świat, w którym nie ma Polski. Nie ma
polskiego państwa. Między Odrą i Bugiem żyją ludzie, których przynależność
państwowa związana jest ze stolicami w Wiedniu, Berlinie czy Petersburgu.
Mieliśmy wszakże taki okres i świat się nie zawalił. Oczywiście powstaje
pytanie, czy taki świat był lepszy aniżeli świat, w którym Polacy mieli czy mają
swoje państwo. Poza tym: co to znaczy "Polacy"?
Pozwólmy sobie na myślenie alternatywne. Wyobraźmy sobie, że Polsce udaje się
przetrwać XVIII wiek, nie tracąc piędzi ziemi, a wysiłki reformatorskie
podejmowane za króla Sasa (Augusta III) czy konfederacja barska kończą się
sukcesem. Stanisław August Poniatowski przystępuje do konfederacji, polskie
wojska wypierają rosyjskie z pomocą Turków, a Prusy, zaszachowane przez Francję,
pozwalają na reformy państwa. Polska staje się dziedziczną monarchią (elekcja
vivente rege, którą postulowano w tych próbach reformy, powodowałaby – jak za
Jagiellonów – praktyczną dziedziczność tronu) w unii personalnej z Saksonią,
Prusy nie są w stanie zjednoczyć Niemiec krwią i żelazem, gdyż przeciw temu
staje polsko-litewsko-saksońskie mocarstwo, wspierane przez cesarstwo rzymskie –
czyli austriackich Habsburgów. Polska – czy raczej Rzeczpospolita – niewątpliwie
byłaby inna. Sięgałaby po Witebsk na północnym wschodzie, Kurlandię na północy,
patrzyłaby ku Morzu Czarnemu…
Mieszkańcy takiej Polski posiadaliby całkiem odmienną tożsamość religijną –
byliby w znakomitej większości katolikami, ale duża ich część byłaby wyznania
greckokatolickiego. Ich poczucie przynależności narodowej byłoby podobne do
przynależności narodowej Francuzów czy Brytyjczyków. Czuliby się Polakami, to
znaczy obywatelami Rzeczypospolitej, lecz może tak, jak w XVII wieku – gente
Ruthenus (Lithuanus, Germanus etc.), natione Polonus.
Takie państwo byłoby naszą ojczyzną, ale w miejsce tożsamości etnicznej
formułowałoby tożsamość narodową w sposób całkowicie odmienny. Raczej jako
wspólnotę dziejową i odwoływałoby się do innej mitologii. Może częściej niż
dzisiaj pamiętalibyśmy przesłanie najpiękniejszego chyba dokumentu naszej
historii, jakim jest akt unii horodelskiej, której sześćsetlecie obchodzić
będziemy za dwa lata – "równamy i jednoczymy domy i rady nasze, herby, i
klejnoty nasze ze szlachtą i bojarami ziemi litewskiej (…) obiecujemy (…)
nigdy ich nie opuszczać". Naszą tożsamość narodową budowalibyśmy na micie
wolności, jej rozszerzeniu, tak jak nasi przodkowie, którzy stworzyli wspaniałą
cywilizację. Przez długi czas dominowała ona w tej części Europy, promieniując
wokół tak, że język polski na dworze carów moskiewskich pełnił funkcję języka
kulturalnych ludzi, ikony świętego Jerzego na Bałkanach miały twarz króla
Władysława IV, a najwięksi luminarze sztuk i nauk w Europie uznawali za
najwyższy honor możliwość wymiany listów ze swoimi polskimi/litewskimi/ruskimi
korespondentami, dając współczesnym przykład Rzeczypospolitej jako ojczyzny
wolności.
Dzisiaj polski mit narodowy budowany jest na micie walki z naporem germańskim i
rosyjskim. Zapominamy, że polska granica zachodnia czy południowa od 1466 roku,
od pokoju toruńskiego, trwała niezmiennie po okres rozbiorów, a z Niemiec
przybywali do Rzeczypospolitej Fuggerowie, Heydlowie, Weyherowie, Denhoffowie
czy mój przodek – młynarz Thomas Wursten z południowo-zachodnich Niemiec, który
osiadł pod Gostyniem za panowania Sasów, a jego potomkowie już dwa pokolenia
później nazywali się "Orsztynowicz" lub "Worsztynowicz".
Ale takiej Polski nie ma i nigdy nie powstała. Zerwaliśmy więź z Rzecząpospolitą
Obojga Narodów. W miejsce narodu politycznego, który mógłby zostać ukształtowany
przez zreformowaną Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ukształtowały się narody
etniczne – Polaków, Litwinów, Ukraińców czy Białorusinów. W spadku po zaborach,
po dwóch wojnach światowych i po sowieckiej dominacji odziedziczyliśmy państwo
etnicznie jednolite, którego połowa terytorium to ziemie, które były sceną
historii innych państw i narodów. Mamy dzisiaj Naród, którego członków łączy
używanie wspólnego języka, wspólna dla większości jego członków rzymskokatolicka
religia i częściowo chociaż wspólna pamięć historyczna ostatnich 100 lat. W tej
pamięci historycznej Ukraińcy czy Litwini nie są już członkami tego samego
narodu. Stali się naszymi konkurentami, a często śmiertelnymi wrogami. Stworzyli
własne państwa narodowe na ziemiach, na których toczyła się nasza wspólna
historia, i dzisiaj uznają te ziemie jako swoje etniczne czy historyczne
dziedzictwo.

Człowiek. Istota społeczna
Współczesny Naród Polski powstał w końcu XIX wieku i w wieku XX, stając się tym
Narodem, którym dzisiaj jesteśmy. Nie jest to ta sama wspólnota, którą był naród
szlachecki w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nie przeszliśmy tej ścieżki dla
powstania współczesnego Narodu, którą zarysowałem wcześniej, jako scenariusz
alternatywny. Współczesnych Polaków stworzyła najpierw walka z państwami
zaborców, potem walka o granice i obrona przed bolszewickim najazdem,
dwudziestolecie wolnej Polski, klęski drugiej wojny światowej i mit narodu bez
Quislingów, wielki exodus na Zachód i oderwanie nas od historycznych ziem
wschodnich. Ostatnimi aktami narodotwórczymi były program Wielkiej Nowenny i
program oporu przeciw komunizmowi realizowany przez wielkiego Prymasa Stefana
Kardynała Wyszyńskiego, cud pontyfikatu Jana Pawła Wielkiego, narodowy ruch
"Solidarności", w którym połączyły się wszystkie nurty patriotyczne, i
odzyskanie niepodległości przez rewolucję bez rewolucji w 1989 roku. Na
dzisiejszy obraz Narodu Polskiego wpłynęło bardzo silnie to, że tylko przez
trzydzieści lat XX wieku Polacy mieli państwo, które szczerze mogli nazwać
własnym. Polska Rzeczpospolita Ludowa, po której dziedziczymy granice,
zapóźnienie cywilizacyjne, brak naturalnie wytworzonych elit, powszechny brak
szacunku dla własności i degradację zarówno całych obszarów kraju, jak i całych
grup społecznych, nie była wszakże państwem, które realizowałoby polski interes
narodowy. Była państwem polskim, ale realizowała interes polski dalece mniej niż
Królestwo Kongresowe w latach 1815-1831.
Polacy stali się zatem najpierw narodem etnicznym, zanim stali się narodem
politycznym. Zarysowany przeze mnie alternatywny scenariusz, formułowany przez
najświatlejsze polskie umysły XVIII wieku – Rzeczypospolitej Obojga Narodów w
unii z Saksonią, której nie dotknęłyby rozbiory, nie zrealizował się. Dlatego
dzisiaj nie jest dla nas tak oczywistym jak dla Francuza czy Amerykanina to, że
bycie Polakiem dokonuje się tylko we wspólnocie państwowej. Amerykanin, obywatel
amerykański, nawet gdy pracuje poza Stanami Zjednoczonymi, płaci podatki w USA.
Codziennie rano młodzi Amerykanie, przychodząc do szkoły, składają ślubowanie
amerykańskiej fladze. Polacy są najpierw Polakami, bo skupiają się przy
wigilijnym stole, łamiąc się opłatkiem i śpiewając na Pasterce kolędy, a dopiero
na ostatnim miejscu zwracają uwagę na to, że są Polakami, bo uczestniczą w
wyborach do Sejmu i Senatu czy wybierają prezydenta Rzeczypospolitej. Na
polskich domach nawet w dni świąt narodowych trudno dostrzec powszechnie
powieszone flagi narodowe.
Zadane przez "Nasz Dziennik" pytanie: "Po co nam Polska?", jest dzisiaj
szczególnie aktualne.

A więc: po co Polska?
Człowiek rodzi się, dorasta, żyje i umiera w dwóch podstawowych wspólnotach – w
rodzinie i w narodzie. Dzisiaj stan zarówno jednej, jak i drugiej wspólnoty nie
jest zachwycający. Polska rodzina, w której brak jest gotowości na przyjęcie
dzieci (liczba dzieci przypadających na jedną kobietę w Polsce jest prawie
najniższa w Europie), jest chora. To, że ponad 1/3 małżeństw zawieranych w
Polsce rozpada się, a liczba dzieci w polskich rodzinach wskazuje na to, że jako
Naród w ciągu następnego stulecia możemy przestać istnieć, tylko potwierdza
chorobę polskiej rodziny.
Naturalnym sposobem realizowania swojego interesu przez wspólnotę narodową jest
państwo. Arystoteles definiował państwo jako wspólnotę nakierowaną na moralne
życie jej członków. Jakość państwa, to, w jaki sposób realizuje ono interes
narodowy, świadczy także o kondycji moralnej narodu.
Polacy, polskie rodziny potrzebują państwa. Tylko poprzez państwo istnieje
możliwość realizowania polityki, która przynieść może poprawę bytu polskich
rodzin. Rodzina swoim działaniem i funkcjonowaniem wspiera państwo, a więc i
państwo winno wspierać rodzinę. Są to dwie wspólnoty, które wzajemnie siebie
wspierając, powinny tworzyć moralną przestrzeń naszego życia.
Nieprzypadkowo odwołałem się w swoim scenariuszu alternatywnej historii Polski
do okresu saskiego. Dzisiaj, gdy czarna legenda czasów saskich już trochę
przyblakła, możliwe jest dokonanie bardziej wyważonej oceny tego okresu. Gdy mu
się przyjrzeć, można zobaczyć bardzo interesujące skojarzenia z czasami
współczesnymi. Oto za panowania Augusta III Wettyna Rzeczpospolita cieszyła się
okresem pokoju, który spożytkowany został przez wielu światłych Polaków,
Litwinów, Niemców czy Rusinów – obywateli Rzeczypospolitej – dla wzrostu
gospodarczego kraju. W myśl popularnego dzisiaj hasła "Bogaćmy się i żyjmy tu i
teraz". Brzmiało ono wówczas: "Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa". To w
czasach Augusta III powstały pierwsze polskie spółki akcyjne. To w tych czasach
zbudowany został Kanał Ogińskiego, który połączył Niemen z Dnieprem. To za
ostatnich lat panowania Augusta II i w latach panowania Augusta III
przeprowadzono mądrą akcję kolonizacyjną, która ostatecznie zlikwidowała
straszliwe skutki demograficzne potopu szwedzkiego oraz wojen północnych.
Jednocześnie te działania nie były połączone z reformami politycznymi. Sejmy
były zrywane. Co więcej – zrywane były także niektóre sejmiki ziemskie, co
doprowadziło do paraliżu całego państwa. Fasadą stała się armia, która nie była
w stanie zapewnić mieszkańcom Rzeczypospolitej, otoczonej przez państwa
zbójeckie, jakiegokolwiek bezpieczeństwa. To w czasach saskich Wisła stała się
osią dzielącą Polskę na tę część, która rozwijała się w kierunku nowoczesnego
społeczeństwa kapitalistycznego, i na tę, w której pańszczyzna i poddaństwo
chłopów uniemożliwiały tworzenie się nowoczesnego narodu. Słabość państwa, które
nie było w stanie zapewnić integracji całego obszaru Rzeczypospolitej, dopomóc w
rozszerzeniu się bogactwa i mądrych reform gospodarczych na całe terytorium, a w
perspektywie nie było w stanie zapewnić jego bezpieczeństwa, skończyła się
tragedią rozbiorów. Gdy pruskie wojska wkraczały w 1772 roku na Pomorze czy w
1792 roku do Wielkopolski, wkraczały na tereny bogatsze niż ziemie dziedziczne
Hohenzollernów. Brak własnego, silnego państwa polskiego spowodował, że już po
kilkudziesięciu latach ziemie wielkopolskie stały się tą biedniejszą częścią
Prus. Źle działające, słabe państwo stało się przyczyną utraty podmiotowości
politycznej. Utrata podmiotowości politycznej skutkowała naszym zapóźnieniem
cywilizacyjnym.
Dzisiaj Polska przemysłem i wysiłkiem samych Polaków rozwija się, wykorzystując
koniunkturę, która powstała w wyniku upadku komunizmu. Potrzebujemy państwa
polskiego, aby ten wysiłek podejmowany przez Polaków nie został zmarnowany. Aby
Polska nie stała się obszarem, gdzie wyspy dobrobytu graniczą z wielkimi
obszarami ubóstwa. Potrzebujemy państwa polskiego, aby Polacy byli wolnym,
dostatnim Narodem, który przez swoje państwo definiuje politykę polską, a nie
jest tylko przedmiotem "kwestii polskiej" w polityce innych państw.
Polacy potrzebują Polski. Potrzebują dobrze działającego państwa polskiego, aby
stworzyć przestrzeń dla rozwoju swojego życia. Nie stworzy im tej przestrzeni
jakieś wydumane państwo europejskie. Nie ma narodu europejskiego. Polskim
politykom, działaczom społecznym i publicystom należy zadedykować lekturę
orzeczenia niemieckiego (tak, NIEMIECKIEGO!) Sądu Konstytucyjnego, który –
rozpatrując zgodność z konstytucją Republiki Federalnej Niemiec traktatu
lizbońskiego – wyraźnie przypomniał, że nie ma europejskiego narodu. Nie ma
europejskiego suwerena. Suwerenem są poszczególne narody, które tworzą państwa
narodowe. To przez państwo polskie realizuje się interes Narodu Polskiego i od
nas samych zależy to, w jaki sposób będziemy ten interes realizować.
Potrzebujemy państwa polskiego, aby chroniło naszą wolność. Obywatele i
mieszkańcy Rzeczypospolitej Obojga Narodów stracili wolność wtedy, gdy stracili
swoje państwo. Wolność Polaków chroniła i chronić będzie siła państwa polskiego.
Dotyczy to każdego wymiaru wolności.
Polska jest potrzebna, by chronić prawo rodziców do wychowania ich dzieci w
zgodzie z własnym sumieniem. Państwo musi rozumieć swoją pomocniczą w stosunku
do rodziny rolę i zamiast kapitulować przed ideologiami szkodliwymi dla
przetrwania wspólnoty politycznej, winno wspierać rodziny w ich najważniejszej
roli – przyjęcia i wychowania potomstwa. Tylko państwo polskie może zapewnić
bezpieczeństwo nam, naszym dzieciom i wnukom w zmieniającym się świecie pełnym
napięć. Dane nam jest kilkadziesiąt lat bez wojen. Ten sam dar otrzymały polskie
pokolenia po wojnach północnych za czasów saskich. Po kilkudziesięciu latach
rozwoju gospodarczego Polacy stracili swoje państwo, a wraz z nim zniknęła
cywilizacja, która wnosiła tak wiele wartości do cywilizacji zachodniej.
Podmiotowość Polski w stosunkach międzynarodowych zastąpiła "sprawa polska" w
polityce mocarstw. Tylko istnienie, sprawność i siła państwa polskiego zapewnić
nam może szacunek innych narodów i to, że zamiast o "sprawie polskiej" w
polityce międzynarodowej będzie się mówiło o stanowisku Polski. Stanowisku,
które będzie chronić dobro tych, którzy mieszkają pomiędzy Karpatami a
Bałtykiem, ale będzie reprezentować także te wartości wyższe, na których oparta
jest nasza polska tożsamość narodowa.
Państwo polskie, realizujące polską politykę, jest nam koniecznie potrzebne do
tego, aby przezwyciężyć do tej pory widoczne dziedzictwo rozbiorów i
przesunięcia naszego terytorium narodowego o 300 kilometrów na zachód. Tylko
państwo polskie, realizujące politykę polską, może zintegrować Szczecin,
Olsztyn, Koszalin czy Wrocław z resztą Polski, budując trasy szybkiego ruchu czy
linie kolejowe, które pozwolą ich mieszkańcom uczestniczyć w życiu całego kraju.
Tylko państwo polskie może zrealizować plan budowy infrastruktury drogowej i
kolejowej, który nie będzie traktował terytorium Polski jako korytarza
transportowego łączącego Rosję czy Ukrainę z Niemcami, ale będzie integrował
terytorium narodowe Polski, pozwalając uczestniczyć w życiu gospodarczym kraju
wszystkim mieszkańcom Polski, a nie wyłącznie mieszkańcom Warszawy i może kilku
największych miast, w których szczęśliwie znajdą się zjazdy z autostrad
łączących naszych zachodnich sąsiadów z naszymi wschodnimi sąsiadami.
Tylko państwo polskie może zapewnić ochronę interesu gospodarczego jego
obywateli za granicą. Polskie przedsiębiorstwa muszą dzisiaj inwestować za
granicą. Kryzys demograficzny powodować będzie to, że tylko inwestowanie
oszczędności Polaków w krajach, w których możliwe jest uzyskanie odpowiednio
wysokiego zwrotu zainwestowanego kapitału, pozwoli wypłacić przyszłym emerytom
ich świadczenia. W Polsce mówimy wyłącznie o produkcie krajowym brutto.
Tymczasem dzisiaj, w obliczu starzenia się Polaków, możemy z prawdopodobieństwem
graniczącym z pewnością przewidywać scenariusz kurczenia się nie tylko Narodu,
ale i produktu krajowego brutto, tak jak stało się to w Japonii. Dlatego do
dyskursu publicznego i do polityki polskiej powinno zostać wprowadzone pojęcie
produktu narodowego brutto, który w Polsce, w związku z dużym udziałem kapitału
zagranicznego w wytwarzaniu produktu krajowego, jest niższy niż produkt krajowy.
W Polsce, jeżeli nie zmienią się obecne trendy demograficzne, brakować będzie
ludzi do pracy. Praca stanie się droga. Ważne jest, aby oszczędności Polaków
były akumulowane w Polsce i inwestowane przez przedsiębiorstwa, które zarządzane
są z udziałem Polaków i mają swoje centra decyzyjne w Polsce. Proponowana
dzisiaj "reforma reformy" emerytalnej nie jest dowodem na dalekowzroczność
obecnej władzy. Zmniejsza ona tę wielkość naszych oszczędności, której
alokowanie odbywa się na zasadach rynkowych.
Nie będzie chronić polskich przedsiębiorców żadne inne państwo – tylko państwo
polskie. Służba zagraniczna Unii Europejskiej będzie chronić Polaków za granicą
tylko o tyle, o ile pozycja Polski w Unii Europejskiej będzie silna i o ile się
z Polską będą liczyć inne państwa Unii. Dlatego też potrzebujemy Polski.

Bilans III RP
W tym roku minie 22 lata od utworzenia pierwszego niekomunistycznego rządu w
Polsce. Jest to czas, który pozwala nam sformułować pewne oceny tego, na ile
państwo polskie podołało wyzwaniom współczesnych czasów. Ocena ta nie wypada
najlepiej.
Polska jest członkiem NATO i Unii Europejskiej. Jednak ani jej głos w NATO, ani
w Unii Europejskiej nie jest głosem podmiotu, który w sposób jednoznaczny
potrafi zdefiniować interes narodowy i prowadzić politykę tak, aby z jednej
strony był on realizowany w polityce tych ponadnarodowych organizacji, a z
drugiej strony, by poprzez mądre konsultacje z innymi państwami, które definiują
lub definiowały swoje interesy w sposób, który nie jest sprzeczny z naszym
interesem narodowym, harmonizować polski interes z interesami innych państw Unii
Europejskiej i NATO.
W ciągu 21 lat okresu międzywojennego Polska uczyniła więcej dla zniwelowania
różnic pomiędzy zaborami i zintegrowania terytorium narodowego aniżeli
współczesna Polska. Anegdotycznie – lecz smutno – brzmią dzisiaj wspomnienia o
polskich pociągach – tzw. lux-torpedach, które przed wojną szybciej przemierzały
Polskę niż współczesne pociągi ekspresowe. Bilet lotniczy na trasach krajowych
kosztował tyle, ile bilet kolejowy na pociąg osobowy w klasie II tej samej
relacji…
Międzywojenna Polska poniosła klęskę. Upadła pod ciosami silniejszych sąsiadów.
Nasze międzynarodowe sojusze okazały się na tyle mocne, że rozpoczęcie wojny z
Polską spowodowało rozpoczęcie wojny światowej, na tyle jednak słabe, że Polska
wyszła z tej wojny – walcząc od pierwszego do ostatniego dnia po stronie
zwycięzców – pokonana. Straciła ponownie niepodległość; utraciła połowę swojego
historycznego terytorium, a jej ludność, zdziesiątkowana i pozbawiona przez obu
okupantów elit, została poddana niemającemu precedensu w nowożytnej historii
eksperymentowi przesiedlenia wielkiej części narodu ze wschodu na zachód.
Dodatkowo Polacy zostali wywłaszczeni zarówno z własności wcześniej
zakumulowanej, jak i z możliwości bogacenia się przez socjalistyczny
eksperyment, który został nam narzucony socjalistycznymi bagnetami.
Gdy w roku 1989 stawaliśmy do odbudowy Polski z dewastacji, jaką przyniosły lata
socjalizmu, myślę, że w najczarniejszych snach nie myśleliśmy, iż po dwudziestu
latach odbudowy kraju do Warszawy nie da się dojechać jakąkolwiek autostradą z
jakiegokolwiek miejsca w Polsce, pociąg ekspresowy pod nowoczesną nazwą
"Inter-City" łączący Trójmiasto z Warszawą będzie jechał ponad dwie godziny
dłużej niż w 1989 roku, do Lublina nie da się dojechać ani pociągiem, ani
samochodem w jakikolwiek cywilizowany sposób, lecz Wrocław, Katowice i Kraków
będą połączone nowoczesną autostradą z Berlinem, jako fragmentem autostrady
Berlin – Kijów…
Powinno nas smucić to, że jako "impuls" prorozwojowy traktowane są w Polsce
inwestycje związane z organizacją – Euro 2012 – imprezy, która kosztem
olbrzymich naszych nakładów pozwoli zarobić grupie działaczy piłkarskich.
Wydatki związane z budową przewymiarowanych stadionów i dodatkowe koszty
związane z organizacją tej imprezy pozwoliłyby na budowę szybkiej kolei, która
mogłaby ostatecznie połączyć Dolny Śląsk i Szczecin z Warszawą. Wydatki te są
znacznie wyższe, aniżeli kwoty potrzebne na zbudowanie drogi szybkiego ruchu,
która pozwoliłaby połączyć Lublin ze stolicą Polski. Budowa Stadionu Narodowego
w Warszawie jest jednym z największych dowodów na brak myślenia w kategoriach
narodowych. Polska ma swój stadion narodowy. Jest to Stadion Śląski w Chorzowie.
Na Śląsku mieszka więcej Polaków niż w Warszawie. To aglomeracja śląska jest
największą aglomeracją miejską w Polsce. Dlatego i dla wielu innych powodów,
które są chyba zrozumiałe dla każdego myślącego Polaka, właśnie na Śląsku, a nie
w Warszawie powinien znaleźć się polski stadion narodowy.
Przez 20 lat jako jedyne państwo na wschód od Łaby nie rozwiązaliśmy kwestii
reprywatyzacji. To, co zostało zrabowane i najczęściej zmarnowane przez
komunistyczne państwo, nie zostało zwrócone. Pozostawiliśmy nasze państwo w
rękach – pożal się Boże – elit wytworzonych przez PRL. Spóźniona lustracja, brak
jakiejkolwiek dekomunizacji spowodowały, że dzisiejsze państwo polskie w dużej
mierze nie kieruje się racją stanu i zasadą interesu narodowego, a w miejsce
definiowania i realizowania dobra wspólnego zajmuje się godzeniem grup
interesów. Przy czym grupy te to nie tylko byli władcy Polski Ludowej. To każda
grupa, która potrafi wykazać swoją siłę.
Chyba jednak najbardziej zawstydzające jest to, że przez te 20 lat nie
nauczyliśmy się szanować własnego państwa, co w sposób przerażający wykazała nam
katastrofa smoleńska. Niezależnie od tego, na ile nieprawidłowości w działaniu
strony rosyjskiej przyczyniły się do tej tragedii, gdyby nasze państwo działało
prawidłowo, do śmierci prezydenta i towarzyszących mu osób nie mogłoby dojść.
Dzisiaj wiemy, że zarówno 7 kwietnia, jak i 10 kwietnia transport najwyższych
przedstawicieli państwa polskiego do Smoleńska odbywał się w warunkach
urągających jakimkolwiek zasadom bezpieczeństwa w normalnym lotnictwie cywilnym.
Każdego dnia, kiedy nasi przedstawiciele wsiadają do starych samolotów Jak-40,
podejmujemy niedopuszczalne ryzyko katastrofy. Za każdym razem, gdy samolotem
Tu-154M wiezieni są przedstawiciele państwa polskiego z naruszeniem procedur
rządzących bezpieczeństwem lotów, wykazujemy brak szacunku dla własnego państwa,
dla samych siebie.

Dziedzictwo
Aby odpowiedzieć sobie na pytanie: "Po co nam Polska?", sięgnąłem do słów Jana
Pawła Wielkiego skierowanych do polskiej młodzieży w 1979 roku. Ta ówczesna
młodzież to dzisiaj dojrzali ludzie. To dzisiejsze pokolenie tych, którzy
kierują polskim państwem. Czyż nie można i im, i dzisiejszym młodym zadedykować
tych słów:
"Wy macie przenieść ku przyszłości to całe doświadczenie dziejów, któremu na
imię 'Polska’. Jest to doświadczenie trudne. Chyba jedno z najtrudniejszych w
świecie, w Europie, w Kościele. Tego trudu się nie lękajcie. Lękajcie się tylko
lekkomyślności i małoduszności. Z tego trudnego doświadczenia, które nosi nazwę
'Polska’, można wydobyć lepszą przyszłość, ale tylko pod warunkiem uczciwości,
trzeźwości, wiary, wolności ducha i siły przekonań. Bądźcie konsekwentni w swej
wierze!".
Aby dzisiaj nieść w przyszłość to dziedzictwo, któremu na imię Polska, aby
realizować to wezwanie, które zostawił nam Jan Paweł Wielki, potrzebujemy
Polski. Polacy potrzebują dobrego, silnego, sprawnego i sprawiedliwego państwa
polskiego.

 

Andrzej Mikosz
 

Autor jest prawnikiem i ekspertem w dziedzinie praktyki rynków
kapitałowych oraz prawa spółek. Od października 2005 r. do stycznia 2006 r.
pełnił funkcję ministra Skarbu Państwa w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza.
Obecnie jest partnerem w międzynarodowej kancelarii K&L Gates. Od 1979 r.
związany z duszpasterstwem młodzieży, a później akademickim, prowadzonym w
Poznaniu przez o. Jana Górę OP, i z corocznymi spotkaniami młodzieży nad
Jeziorem Lednickim.

drukuj