Co resort, to klęska

Z Janem Pietrzakiem, satyrykiem Kabaretu pod Egidą, rozmawia Maciej
Walaszczyk

Krzysztof Rybiński posługuje się takim czytelnym hasłem: "Tusk zadłuża
Polskę jak Gierek". Czy Panu również dzisiejsze czasy kojarzą się z tamtą epoką?

– W jakiś sposób można to porównywać, ale mamy dziś jednak inne realia.
Porównywać można wszystko ze wszystkim – tylko po co? Trzeba zwracać uwagę na
to, co jest dziś nowego i aktualnego. A rząd Tuska to rząd klęsk i nieszczęść.
To, co nas w ostatnim czasie spotkało, to plagi egipskie.

"Plagi Tuska" – jak w Pana piosence.

– Tak! To coś jak plagi egipskie znane z Biblii. Wiemy, kiedy Pan Bóg takie
plagi spuszcza na różne narody. I teraz w Polsce również mamy do czynienia
właśnie z takimi plagami, nieszczęściami. Być może Bóg gromi nas za nasze
zaniechania i za to, że pozwalamy rządzić takim ludziom.

Trudno więc nie budować też takich porównań do czasów PRL. Bo i wtedy, i
teraz – jak często Pan mówi: "Jest śmiesznie i będzie jeszcze śmieszniej". Choć
z drugiej strony po katastrofie smoleńskiej i wszystkim, co wokół tego się
wydarzyło, mamy trochę mniej powodów do śmiechu.

 – Śmiech jest cechą charakteryzującą ludzi i jest to sprawa stała, bez
względu na ustrój. Żyję ze śmiechu już od pół wieku i działam w różnych
ustrojach. Nie będę więc mówił, że nie jest on dziś potrzebny – jest, był i
będzie nam potrzebny. Bo nawet w najbardziej trudnych sytuacjach Polacy potrafią
się śmiać i należy to docenić. To stała i istotna wartość naszej kultury. Pan
mówi o Edwardzie Gierku i czasach PRL, ale to jest już stara sprawa, bo dziś
trzeba głośno mówić o obecnym rządzie…

Ale to tylko porównanie, jak z Pańskimi plagami biblijnymi…

– Nasuwa się takie porównanie. Jest to rząd, który nie ma poczucia honoru.
Demokracja czasem jest trudna. Tymczasem widzimy, jak ludzie niemający poczucia
honoru uważają, że honor można przegłosować. Kilka dni temu byliśmy w Sejmie
świadkami głosowania, po którym człowieka kompletnie niekompetentnego
pozostawiono na stanowisku ministra infrastruktury. Mimo że zawalone jest niemal
wszystko, czym się zajmuje. Tymczasem ten człowiek nie ma godności i honoru. Bo
gdyby je miał, to sam zrezygnowałby z pełnionej funkcji. Znów okazuje się, że
prawdę można przegłosować, i wtedy żadna demokracja nie pomoże.

Zarzuca Pan rządzącym posługiwanie się kłamstwem na ogromną skalę.

– Są od tego specjalistami, zajmują się tylko propagandą i po prostu
nieustannie kłamią. Każda kampania wyborcza jest w ich wykonaniu popisem różnego
rodzaju kłamstw. To hasła typu: "Nie róbmy polityki, budujmy drogi". I co
widzimy? Politykę robią za nich Angela Merkel i Władimir Putin, a dróg też nie
budują, bo mówią, że mamy dziurę budżetową. A skąd się wzięła? Okazuje się, że
to właśnie ten rząd ją dramatycznie powiększył. Nie zrobiły tego poprzednie
ekipy, choć obecna władza ciągle zwala winę za swoje niepowodzenia na
poprzedników, czyli na Prawo i Sprawiedliwość. To już jest chorobliwe, bo gdyby
odebrać im to porównanie, to nie mieliby już na kogo zwalać winy.

Ten zabieg jest skuteczny, bo trafia do opinii publicznej przez media.

– Oczywiście, mają do dyspozycji elektroniczne media i dzięki temu mogą
kłamać, jak chcą.

Jak w czasach PRL. Wtedy też opozycja ich nie posiadała, a rząd uprawiał
propagandę.

– Nie ma co tego porównywać, od tego czasu minęło kilkadziesiąt lat. PRL
runęła, a jeśli dziś jest przywracana do życia, to wyłącznie przez takich ludzi
jak prezydent Bronisław Komorowski, który wyciąga z lamusa historii Wojciecha
Jaruzelskiego. Widocznie nie mają lepszych wzorców i dla nich autorytetem od
bezpieczeństwa i stosunków z Rosją jest właśnie Jaruzelski. To kompromitujące
dla wolnej Polski. Raz jeszcze powtarzam: ten rząd to rząd klęsk i plag. Co
resort, to klęska.

Mówił Pan o tym w swoich komentarzach. Znaleźć można je m.in. w internecie.
Piosenki "Plagi Tuska" nie słyszałem jednak w radiu i telewizji. Gdzie można
Pana dziś posłuchać oprócz internetu?

– Żadnej, nawet banalnej miłosnej piosenki nie ma ani w radiu, ani w
telewizji, tym bardziej publicznej. Nie ma ich, bo jestem kompletnie zakazany.
Jestem elementem wywrotowym i tam nie istnieję. Także w żadnej rozgłośni
radiowej nie puszczano tej piosenki. Czasem tylko w Radiu Maryja można coś
mojego usłyszeć, i na tym koniec. Jestem zakazany.

Ktoś Panu tak powiedział?

– Media są w rękach ludzi dawnego ustroju, oni to przejęli, oni tym rządzą i
nie chcą, bym gdziekolwiek istniał. Dla tych ludzi jako artysta nie istnieję i
zostałem skazany na wewnętrzną emigrację. Dlatego nowy program Kabaretu pod
Egidą nosi tytuł "Drugi obieg". Mój kabaret znalazł się w drugim obiegu, dlatego
zapraszam wszystkich serdecznie, już za kilka dni, 13 stycznia, do warszawskiej
restauracji Dekanta przy ul. Marszałkowskiej na nasz występ z zupełnie nowym
programem. Jeśli tam nam pozwolą zagrać, bo mamy pewne kłopoty z lokalem.

Choć mówi Pan o tym, że ludzie w każdych okolicznościach znajdą powód do
śmiechu, to takie wydarzenia jak katastrofa smoleńska jednak mają inną wagę. Do
tego też Pan jakoś się odniesie w nowym programie?

– Na temat katastrofy śpiewam piosenkę pt. "Ballada uliczna". To piosenka
bardzo poważna, przecież w kabarecie mieści się nie tylko żrąca i cuchnąca
satyra, ale też refleksja i zaduma nad naszymi wspólnymi losami. Taki był mój
kabaret kiedyś i taki jest obecnie.

Pamiętamy piosenkę pt. "Żeby Polska była Polską", ale też "Zakazane
kwiaty" – opowiadała ona o krzyżu, który warszawiacy podczas stanu wojennego
układali z kwiatów, a milicja je ciągle zabierała. Dziś ta historia powróciła w
nowych okolicznościach.

– Rzeczywiście, w ten sposób przywrócono i zaktualizowano tę pieśń. To swoją
drogą niesłychane, że pierwszą decyzją prezydenta, który deklaruje się, że jest
katolikiem, było wyrzucenie krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Jakby nie mógł
się jeszcze na jakiś czas z nią wstrzymać i przez kilka tygodni pozwolił się tam
ludziom modlić. Jak widać, jako katolikowi bardzo mu ten krzyż przeszkadzał. I
co ciekawe, nie został za to przez władze kościelne nawet upomniany. Jak widać,
Polska to kraj paradoksów i dlatego powodów do śmiechu, z mojego fachowego
punktu widzenia, jest bardzo wiele. Choć jako obywatel mam tego śmiechu powyżej
uszu, bo wolałbym się z wielu rzeczy, jakie widzimy dziś w Polsce, nie śmiać.
Chciałbym, aby Polska była normalniejsza, bo to, co dzieje się w kraju, wydaje
się jakimś szaleństwem.

Ma Pan nadzieję na odmianę tej sytuacji? Mimo zalewu propagandy i
kłamstwa?

– Zawsze należy mieć nadzieję. Wierzę w Polskę i Polaków, którzy co jakiś
czas sobie z takimi sytuacjami radzili. Tylko po prostu czasu szkoda,
szczególnie dla ludzi z mojego pokolenia. Chciałbym zobaczyć tę Polskę uczciwą,
prawdziwą, rzetelną, po prostu kraj porządnych ludzi, a nie tylko to, o czym
niektórzy mówią, że "będziemy wszyscy bogaci". Wiemy przecież, że jeszcze długo
tak nie będzie. Chodzi o to, by Polska była rządzona przez rzetelnych i
uczciwych ludzi, którzy służą Polsce, a nie takich, którzy służą jedynie obcym
interesom.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj