Graś i Arabski aranżowali uściski Tuska z Putinem
Dwie godziny po katastrofie to właśnie ambasador Tomasz Turowski
przekazał, że trzy osoby przeżyły i zostały odwiezione do szpitala w Smoleńsku.
Taką informację ujawnił Jakub Opara, były urzędnik z Kancelarii Prezydenta.
Potwierdził również swoją wypowiedź udokumentowaną w filmie "Mgła", gdy był
świadkiem, jak na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia najbliżsi współpracownicy
Donalda Tuska aranżowali jego uściski z Władimirem Putinem. – Cały czas
kombinowali, jak zrobić, żeby spotkanie między Kaczyńskim a Tuskiem nie doszło
do skutku – relacjonuje Opara.
Jakub Opara, były urzędnik w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który
10 kwietnia ubiegłego roku był na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku, w rozmowie z
RFM FM relacjonuje to, co widział 10 i 11 kwietnia. Był m.in. świadkiem, jak
najbliżsi współpracownicy Donalda Tuska: Tomasz Arabski i minister Paweł Graś,
pojawili się na płycie lotniska tuż przed premierem. – Towarzyszyły im 2-3
busiki dziennikarzy, my staliśmy na tej płycie lotniska bardzo blisko nich –
opowiada Opara. – Analizowali sytuację, co zrobić, jak przyjedzie Jarosław
Kaczyński, jak się zachować, w którym miejscu ma się odbyć shake-hand pomiędzy
premierem Tuskiem a premierem Putinem, gdzie mają się uścisnąć. Dla nas to było
porażające, urzędnicy tego pokroju nie powinni na miejscu tragedii, na miejscu
cierpienia ludzkiego zajmować się takimi rzeczami – opowiada. Jak podkreśla,
aranżując pobyt Tuska w Smoleńsku, Arabski i Graś "cały czas kombinowali, jak
zrobić, żeby spotkanie między Kaczyńskim a Tuskiem nie doszło do skutku. Mówili
między sobą: 'A co zrobimy, jak podjedzie tędy? To my podejdziemy z drugiej
strony. A co zrobimy, jak podjedzie tędy? To my wycofamy się w drugą stronę’".
Urzędnik był świadkiem jeszcze innego zdarzenia. Gdy okazało się, że minister
Jacek Sasin jest najwyższym rangą, żyjącym ministrem w Kancelarii Prezydenta,
ten zdecydował się na szybki powrót do Polski. Działo się to w tym samym czasie,
gdy mimo braku potwierdzenia śmierci zarówno prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak
i szefa Kancelarii Prezydenta Władysława Stasiaka marszałek Komorowski
postanowił przejąć obowiązki głowy państwa, a pełniącym obowiązki szefa
kancelarii uczyniono Jacka Michałowskiego. Jednak zamiast szybkiego powrotu do
kraju okazało się, że z powodu braku pozwolenia na wylot Sasin na dwie godziny
utknął na płycie lotniska. Według relacji Opary, jako przedstawiciele kancelarii
wielokrotnie prosili ambasadora Tomasza Turowskiego o interwencję u Rosjan. Ten
jednak "sprawiał wrażenie osoby, która nie chce nic zrobić w tym kierunku". Co
więcej, z tego, co zapamiętał Jakub Opara, jeszcze dwie godziny po katastrofie
ambasador Turowski przekazał mu informację, że prawdopodobnie trzy osoby, które
dawały oznaki życia, zostały przewiezione karetkami do szpitala w Smoleńsku.
Zdaniem byłego współpracownika prezydenta, stronie rosyjskiej zależało również
na tym, żeby ciało prezydenta Kaczyńskiego jak najszybciej zostało zabrane z
terenu katastrofy. – Najprawdopodobniej do Moskwy, ale my na to nie chcieliśmy
pozwolić, ponieważ wiedzieliśmy, że w drodze na miejsce katastrofy jest brat
prezydenta Jarosław Kaczyński – mówi Opara. Zapamiętał również, że ciała
tragicznie zmarłego prezydenta przez wiele godzin nie potraktowano z należytym
szacunkiem. Jak relacjonuje, zarówno ciała prezydenta Kaczyńskiego, jak również
Ryszarda Kaczorowskiego i marszałka Krzysztofa Putry przez 12 godzin leżały na
niebieskim brezencie w błocie. – Największą pretensję mam tutaj do ambasady
polskiej, która nie postarała się chociażby o jakiś symboliczny gest. Na
przykład przykrycie zwłok pana prezydenta biało-czerwoną flagą – podkreśla
Opara.
Maciej Walaszczyk
