W Kościele znajdują prawdę
Wołodia miał 18 lat, kiedy po raz pierwszy przyszedł do kościoła
prowadzonego przez polskich księży katolickich w swoim rodzinnym Tambowie. Mimo
że jako dziecko został ochrzczony w Kościele prawosławnym, żył jak ateista.
Potrzebę nawrócenia rozpoznał dzięki lekturze wartościowych książek. Szczególne
wrażenie wywarły na nim te opowiadające o życiu św. Franciszka z Asyżu. Zaczął
szukać głębszych relacji z Bogiem oraz odpowiedniej wspólnoty, w której mógłby
zrealizować pragnienie swojego serca. To, czego szukał, znalazł dopiero w
Kościele katolickim – spodobała mu się jego otwartość na świat.
– Takich Rosjan, poszukujących i w końcu odnajdujących swoje miejsce w
Kościele rzymskokatolickim, jest coraz więcej – twierdzi ks. dr hab. Józef
Wołczański, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i dziekan
na Wydziale Historiii Dziedzictwa Kulturowego tej uczelni. Są to przede
wszystkim osoby wykształcone, które szukają logicznego wykładu prawd wiary,
czyli po prostu katechezy, której Cerkiew prawosławna im nie zapewnia. Zdaniem
polskich księży katolickich pracujących w Rosji, określanie tego kraju jako
prawosławnego to spora przesada. Kilkadziesiąt lat rygorystycznego ateizmu
odcisnęło na społeczeństwie rosyjskim widoczne piętno. Dlatego uwagę zwraca
bardzo duże przywiązanie do rytuałów i obrzędów, często niemających jednak już
żadnego przełożenia na świadomość religijną i życie duchowe. – Ludzie często po
prostu nie wiedzą, w co wierzą – twierdzi ks. prof. Wołczański. Brak formacji i
edukacji duchowej oraz intelektualnej prowadzą do czystego rytualizmu. Ksiądz
Dariusz Jagodziński, dyrektor Caritas Rosja, który pracuje w Petersburgu, nazywa
to zjawisko kulturą prawosławną, co nie jest tożsame z wiarą prawosławną. –
Religijność bardzo wielu Rosjan ogranicza się do przyjścia do cerkwi przy okazji
jakiegoś ważnego święta i zapalenia świeczki – mówi. To widać na przykład w
czasie Wielkanocy, kiedy raz w roku w cerkwiach zjawiają się niebotyczne tłumy
ludzi, którzy – w dość charakterystycznym dla prawosławnych stylu – przychodzą,
przechodzą i znikają. Według danych rosyjskiego ośrodka badania opinii
publicznej Fond Obszczestwiennoje Mnienije, do cerkwi uczęszcza 8 proc.
rosyjskiego społeczeństwa, Komunię Świętą zaś przyjmuje regularnie zaledwie 1
proc. osób uważających się za prawosławne. – W takich miastach, jak Petersburg
czy Moskwa odsetek ludności uczęszczającej regularnie do cerkwi waha się w
granicach 2-3 proc. – dodaje ks. Dariusz Jagodziński.
Wizyta w katolickim kościele
W trakcie swojej posługi duszpasterskiej katoliccy księża spotykają wielu
wykształconych Rosjan, ochrzczonych lub nie, którzy z własnej inicjatywy
zaczynają szukać czegoś więcej, niż jest im w stanie zaoferować prawosławie, i
trafiają do Kościoła katolickiego. – Niejednokrotnie zdarza się, że przy okazji
świąt w naszym kościele pojawiają się całkiem nowe twarze. Przychodzą potem
znowu albo już się więcej nie pojawiają. To są właśnie ci szukający – wyjaśnia
werbista, ks. Jerzy Jagodziński, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w
Znamiensku. Takie sytuacje nieobce są również ks. Dariuszowi: – Znając swoich
parafian, widzimy, że czasem do Komunii Świętej podchodzą osoby, które nie są
zorientowane w sprawowanych obrzędach i po prostu zachowują się tak, jak wszyscy
inni, ponieważ w katolickim kościele znaleźli się pierwszy raz. Robimy im wtedy
krzyżyk na czole, ale po Mszy św. zawsze staramy się z nimi spotkać i
porozmawiać – wyjaśnia. Za swoje szczególne osobiste przeżycie dyrektor Caritas
Rosja uważa spotkanie z pewnym starszym mężczyzną, który po jednej ze
sprawowanych przez niego Mszy św. poprosił o chrzest. Kiedy dowiedział się, że
sakrament ten poprzedza długi proces, oznajmił, że sam będzie się przygotowywał.
Przygotowania trwały trzy lata. – Przez cały ten czas regularnie przychodził do
kościoła i czytał książki, które mu poleciłem. A przede wszystkim odbyliśmy
szereg rozmów – opowiada ks. Dariusz. W czasie jednej z nich mężczyzna wyznał,
że jest emerytowanym nauczycielem akademickim, a przedmiotem, który wykładał,
był… naukowy ateizm. – Byłem tak zaskoczony tym wyznaniem, że od razu
zapytałem go, jak w takim razie swoim studentom mówił o Panu Jezusie i czy w
ogóle o Nim mówił. Na to on odparł, że i owszem, była mowa o Jezusie, ale
wyłącznie jako o człowieku, który jednakże nie był Bogiem. Kilka lat później ów
wykładowca ciężko zachorował i zmarł. Ale już jako ochrzczony. Katolik. – W
swoim życiu spotkałem wiele osób, które przeszły przez kilka konfesji, a nawet
sekt, aż w końcu zatrzymały się w Kościele katolickim – podsumowuje ks. Dariusz.
Przełamanie stereotypów
Na temat Kościoła katolickiego panuje w Rosji bardzo dużo stereotypów,
uproszczeń i zwykłych kłamstw. – W świadomości przeciętnych obywateli Rosji
funkcjonuje stereotyp Kościoła łacińskiego jako Kościoła wykształconych ludzi
Zachodu, posługujących się różnymi psychologicznymi chwytami w celu
manipulowania innymi i odebrania im ich wschodnich wartości oraz tożsamości
religijnej – mówi ks. prof. Józef Wołczański. Prowadzi to niekiedy do sytuacji
wręcz zabawnych. Jak chociażby ta, kiedy ksiądz katolicki poprosił jednego z
mężczyzn o pomalowanie plebanii. Malarz wydawał się wielce zakłopotany tym
zleceniem. Dopytywany o przyczynę odpowiedział, że musi zapytać o pozwolenie
swojego batiuszki. Odpowiedź prawosławnego księdza brzmiała: Absolutnie nie! I
ma nawet tam nie wchodzić. Zdaniem ks. Dariusza, zdarzają się również wypadki,
kiedy ktoś odmawia przyjęcia darów rozdawanych przez Caritas, aby nie mieć nic
wspólnego z katolikami. – Szczególnie na początku naszej pracy spotkaliśmy się z
dużą podejrzliwością. Zastanawiano się, co tak naprawdę nas tutaj sprowadza. I
snuto przypuszczenia: "Z pewnością nie przyjechali tutaj bez powodu, oni coś z
tego muszą mieć". Dopiero po jakimś czasie ludzie, widząc naszą pracę,
przekonywali się do nas – opowiada dyrektor Caritas Rosja. Wielość stereotypów,
niedomówień i zakazów ze strony prawosławnych duchownych to również jeden z
czynników motywujących co bardziej samodzielne jednostki do myślenia i
sprawdzenia, czym jest Kościół katolicki. – W czasie wakacji przyszła do mnie
pewna nauczycielka angielskiego wraz ze swoim siedemnastoletnim synem, który
zapragnął zostać księdzem katolickim – wspomina ks. Dariusz Jagodziński. Raczej
nie można powiedzieć, żeby wcześniej on i jego rodzina byli ludźmi religijnymi.
Właściwie byli tylko ochrzczeni. Skąd więc ten pomysł? Otóż w szkole, do której
uczęszczał, usłyszał pewnego razu referat o Kościele katolickim. Po tym
wydarzeniu zaczął przychodzić do kościoła św. Katarzyny w Petersburgu. Z nikim
nie rozmawiał, po prostu przychodził. I po roku zgłosił swoją gotowość do stanu
duchownego. – Przed nim jeszcze daleka droga. Najpierw musi stać się katolikiem.
Uczęszcza na katechezę, często rozmawiamy. No i oczywiście musi wytrwać w swoim
postanowieniu – mówi ks. Dariusz Jagodziński. – Dla ludzi młodych oraz
wykształconych Kościół rzymskokatolicki nie jest już synonimem jezuityzmu, a
wręcz przeciwnie: szukają wiary, która się kojarzy z Zachodem, z Rzymem. Nie ma
mowy o żadnym antypolonizmie. Jest to znaczny postęp i duży plus na korzyść
ludzi nowej epoki – ocenia ks. prof. Józef Wołczański.
Książki o świętych
Wołodię oprócz życia św. Franciszka zafascynowały jeszcze postacie innych
świętych i błogosławionych Kościoła rzymskokatolickiego: św. Jan od Krzyża, św.
Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Teresa z çvili. Swoją wiedzę o nich czerpał z
książek. Mówi o sobie, że jest molem książkowym. Teraz studiuje dzieła o św.
Edycie Stein. Co go urzeka w zachodnich świętych? – Miłość do bliźniego i pokora
– odpowiada Wołodia. To, jego zdaniem, najważniejsze cnoty, które jako katolik
chciałby w swoim życiu urzeczywistniać. Ksiądz Jerzy Jagodziński twierdzi, że
Rosjanie chętnie czytają klasykę katolicką, której jest coraz więcej na
rosyjskim rynku wydawniczym. – Bardzo wielkim uznaniem cieszy się u nich Matka
Teresa – zauważa ks. Jerzy. – Zdarza się im wieszać psy na wszystkim, co
katolickie, ale nigdy nie słyszałem, żeby ktoś coś źle powiedział o Matce
Teresie. Są zafascynowani jej osobą. Dlatego wszystko, co się ukaże w druku na
jej temat, jest sprzedawane na pniu – mówi ks. Jerzy. Wielkim szacunkiem darzony
jest również Ojciec Święty Benedykt XVI, uznawany w Rosji za wybitnego
intelektualistę. – Wszystkie przekłady jego dzieł na rosyjski doskonale się
rozchodzą, np. prezentacja książki "Wprowadzenie w chrześcijaństwo" ks. Josepha
Ratzingera zgromadziła w Kaliningradzie bardzo dużo ludzi, w tym prawosławnych.
– Prawosławnych Rosjan pociąga to, że wiara w Kościele katolickim przekazywana
jest w sposób bardziej intelektualny – dodaje ks. Jagodziński. Wiele osób
czerpie wiedzę religijną właśnie z książek i czasopism katolickich. Ich
rozpowszechnianie to niezwykle ważne pole do działania dla katolickich księży.
Potrzebne jest jednak zrozumienie panujących na Wschodzie realiów i mentalności
Rosjan. Zdaniem ks. prof. Wołczańskiego, trzeba uważać, aby na tamtejszy grunt
nie przenosić zachodnich wzorców. – Nie można zapominać chociażby o tym, że w
wielu miejscach ludzie nie mają prądu, a cóż dopiero mówić o internecie. Dlatego
przekaz informacji na temat religii siłą rzeczy musi mieć bardziej tradycyjną
formę. – Nowoczesność nie załatwi wszystkiego. W kraju, gdzie brak jest całego
zaplecza technologicznego, nic nie zastąpi tradycyjnego nauczania (homilie,
katechezy), książki czy czasopisma – podsumowuje.
Otwartość i bezinteresowność
Bardzo ważny dla poszukujących Rosjan jest również czas, który poświęcają im
katoliccy księża. Dzięki temu relacje między duszpasterzami a wiernymi są żywe.
– Nasze wspólnoty nie są anonimowe. Mamy osobisty kontakt z parafianami i
potrafimy do nich dotrzeć – mówi ks. Dariusz. Podczas swojej pracy w Rosji
kilkakrotnie był świadkiem pytań kierowanych do prawosławnych duchownych:
dlaczego nie nauczają, dlaczego nie prowadzą katechez? Przecież to takie ważne.
Odpowiedź brzmiała: jak ktoś chce, to znajdzie. – A my im to dajemy poprzez
kazania i katechezy. Staramy się odpowiadać na wszystkie pytania. Jako że wiedza
religijna osób poszukujących jest bardzo wymieszana i nieugruntowana, pytają
często o rzeczy zupełnie podstawowe, np. czy nie popełniają grzechu, gdy
stawiają świeczkę na czyimś grobie, bo w ich tradycji nie ma takiego zwyczaju.
My im wszystko spokojniutko tłumaczymy – mówi ks. Dariusz. Zdarza się też, że
kiedy ktoś umrze, prawosławni często pytają księży katolickich, jak mają
postępować ze zmarłym. W sprawach rytuałów potrafią być bardzo drobiazgowi w
obawie, że za jakieś zaniechanie może spotkać ich kara. Katoliccy księża zawsze
mają czas i możliwość, aby pomóc ludziom potrzebującym. Taka otwartość z
początku może zaskakuje, budzi nieufność, ale potem odbierana jest bardzo
pozytywnie i z wielką wdzięcznością. Ksiądz Dariusz wspomina, jak swego czasu
jeździł z sakramentami świętymi do pewnej staruszki. Jej rodzina martwiła się,
że ma w tym jakiś "interes", np. po jej śmierci będzie chciał zająć jej
mieszkanie. – Kiedy kobieta zmarła, poprosiłem, aby na jej grobie ustawiono
krzyż. Dopiero wtedy jej bliskim otworzyły się oczy. Kręcąc z niedowierzaniem
głowami, mówili: "No, czegoś takiego to u nas nie ma. Nasi duchowni tak się
chorymi nie opiekują" – opowiada ksiądz Dariusz.
Sojusz "ołtarza" z "tronem"
Rosyjska Cerkiew prawosławna kojarzona jest bardzo mocno z forpocztą rządu i
jest uznawana za silne ramię państwa. Obecnie widoczny jest wyraźny powrót do
założeń, zgodnie z którymi Cerkiew chce być jednym z głównych wykonawców
propaństwowych i prorządowych idei. – Jeśli się nałoży te dwie sprawy: z jednej
strony – ducha, wiary, rozumu, a z drugiej – funkcję przybudówki rządu, państwa,
nośnika idei nacjonalizmu, to dla osób myślących i szukających jest to nie do
przyjęcia – uważa ks. prof. Wołczański. Niedawno w Kaliningradzie opublikowany
został list, podpisany przez 50 znanych intelektualistów sprzeciwiających się
oddawaniu Cerkwi historycznych budynków, które się jej nie należą, takich jak
zamki krzyżackie, muzea czy filharmonia. – Powstało wiele animozji na tym tle, a
wystosowany list był bardzo ostry i krytyczny wobec hierarchów prawosławnych –
zauważa ksiądz Jerzy Jagodziński. On sam w swojej miejscowości przez trzy lata
musiał zabiegać o zwrot katolickiego kościoła zagarniętego przez państwo. Udało
się to osiągnąć dopiero dzięki głosom prawosławnych deputowanych, którzy
postanowili oddać katolikom ich własność. Ale problem jest znacznie
poważniejszy. – Przed wojną w Kaliningradzie było pięć parafii katolickich, a
kościoły przeszły na własność rosyjskiej Cerkwi prawosławnej.
Cena nawrócenia
Rodzice Wołodii, chociaż ochrzczeni, są niewierzący. Ojciec – wojujący
ateista, matka w cerkwi bywa najwyżej raz w roku. Zauroczony osobą św.
Franciszka Wołodia postanowił wstąpić do Zakonu Benedyktynów w Tyńcu. Jak na to
zareagowali jego rodzice? – Nie byli zachwyceni, ale zaakceptowali moją decyzję,
ponieważ mnie kochają – odpowiada. Choć wie, że marzyli o tym, aby pomagał im w
prowadzeniu ich rodzinnego interesu. – Zdarza się, że osoby, które decydują się
przystąpić do Kościoła katolickiego, doświadczają przykrości ze strony sąsiadów,
a nawet rodziny – mówi ks. Jacek Jagodziński, rodzony brat ks. Dariusza,
proboszcz w Anapie nad Morzem Czarnym. Jako przykład podaje pewną panią prawnik
z Soczi, która przygotowywała się do chrztu świętego. W bloku, w którym
mieszkała, zaczęto ją obmawiać. Wytykano jej, że sprzedaje swoją wiarę, rodzinę
i swój kraj. – Co ciekawe, z tego samego bloku do cerkwi prawosławnej chodziło
może kilka osób, a najbardziej zajadle atakowali ją ci, którzy nie chodzili tam
wcale bądź w ogóle nie byli ochrzczeni – wspomina ks. Jacek. – Kościół katolicki
jest kościołem "niebezpiecznym" w tym sensie, że daje wolność – dodaje ks.
Dariusz. – Następuje moment, kiedy rozwiązuje się jakiś węzeł i człowiek zaczyna
inaczej myśleć. Z tej perspektywy nic dziwnego, że jest to zatrważające dla tej
reszty społeczeństwa, która uważa, że lepiej nic nie robić, nie dbać o swoją
duszę, niż iść do kościoła katolickiego. I dodaje: – Myślę, że ludzie
wykształceni i inteligentni patrzą już na to inaczej. Zdaniem ks. prof. Józefa
Wołczańskiego, takie zachowania spowodowane są postawą prawosławnych duchownych.
O ile zwykli ludzie są bardziej skłonni do dialogu, to nad nimi jest hierarchia.
– Nawet nie ma mowy o tym, że będzie ona mogła prowadzić dialog z Kościołem
katolickim, w takim sensie, że będzie poszukiwać wartości jednoczących obie
strony, z jednego prostego powodu: wyżsi rangą hierarchowie mają świadomość
swoistego monopolu na sukcesorów jedynego prawdziwego Kościoła – twierdzi ksiądz
profesor. Hierarchia prawosławna nie chce ani nie potrzebuje dialogu. Nie można
jednak zapominać o jednej bardzo ważnej rzeczy: Kościół katolicki i Cerkiew
prawosławna nie są po przeciwnych stronach barykady. Katolicyzm zawsze będzie
wygrywał, jeżeli będzie zwracał uwagę na rozwój także tej drugiej konfesji, jaką
jest prawosławie. – Jeżeli u nich dzieje się źle, to niestety my też na tym
tracimy – wskazuje ks. Dariusz Jagodziński. I podaje przykład odwołujący się do
wpływu rodzin na powołania kapłańskie: lepsze małżeństwa oznaczają lepsze
rodziny, z których z kolei wychodzą lepsi kapłani. My nie rywalizujemy, ale mamy
wspólny cel: chcemy się dostać do Nieba.
Bogusław Rąpała
