Komorowski budzi się ze snu
Bronisław Komorowski wraz z końcem starego roku i początkiem nowego
postanowił wyjść z cienia i uaktywnić się publicznie. Noworoczny wywiad, w
którym szczyci się własną popularnością i rozsądza o przyczynie katastrofy
smoleńskiej, szeroko komentowany zarówno przez opozycję, jak i koalicjantów,
ostatnie inicjatywy ustawodawcze, jak chociażby inicjatywa w sprawie pracy
emerytów, częstsza niż przez ostatnie pół roku obecność w mediach – mogą być
zwiastunami zdynamizowania prezydentury przez Komorowskiego i pokazania
wyborcom, że nie jest on zależny od Donalda Tuska. Mało tego, może stanowić to
sygnał rywalizacji pomiędzy prezydentem a premierem.
W niedzielę Donald Tusk stwierdził, że nie użył by takich słów jak Bronisław
Komorowski, odnosząc się do raportu MAK i przyczyn katastrofy. Abstrahując od
prawdziwych interesów obydwu polityków w takim, a nie innym podejściu do tej
niezwykle ważnej sprawy, Komorowski bardziej niż Tusk jawi się jako obrońca tezy
o przyczynie katastrofy smoleńskiej już na początku śledztwa przyjętej przez
stronę rosyjską – czyli błędu pilotów. Jak widać, bardzo przejął się słowami
prezydenta Miedwiediewa, że nie wyobraża on sobie, aby wnioski raportów obu
stron mogły się różnić. To, że pojawia się niewielki rozdźwięk pomiędzy
wypowiedziami premiera i prezydenta nie powinno specjalnie dziwić. Komorowski od
początku swojej prezydentury chciał wyrwać się z zależności od szefa rządu. –
Już w kampanii wyborczej można było dostrzec, że Bronisław Komorowski będzie
starał się budować samodzielną pozycję i widać to chociażby po doborze doradców
i ministrów w Kancelarii Prezydenta, gdzie większość wywodzi się ze środowiska
Unii Wolności, a nie Platformy. Polityk PO, czyli Sławomir Nowak, nie odgrywa
wielkiej roli w Kancelarii – to nie on jest rzecznikiem prezydenta – uważa dr
Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zaznacza, że było to
od początku wpisane w prezydenturę Komorowskiego. Prawdopodobne jest to, że
myśli on już o następnej kadencji i mimo głosów, że jest prezydentem "na
przetrwanie", ma dużo poważniejsze ambicje. – Komorowski zdaje sobie sprawę, że
jeśli chce cieszyć się poparciem społecznym i wygrać kolejne wybory, musi,
przykładem Aleksandra Kwaśniewskiego, być prezydentem "wszystkich Polaków" –
stwierdza politolog. Prezydent nie będzie mógł się utożsamiać ze wszystkimi
decyzjami rządu, bo nie będzie chciał się narażać – rząd jest zawsze surowiej
oceniany przez społeczeństwo. Uaktywnienie publiczne Bronisława Komorowskiego po
półrocznym "przespaniu" prezydentury – jak ocenił Bartłomiej Biskup – może
okazać się działaniem przychylnym dla rządu. W tym miejscu można wspomnieć
inaugurację prac nad Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego. Trudno
sobie wyobrazić, aby przyniósł on wymierne skutki i rzetelnie rozliczył rząd –
jak prognozował Witold Waszczykowski, jednak zdaniem Bartłomieja Biskupa, jest
to działanie, które niewątpliwie może przysłużyć się wizerunkowi Komorowskiego w
następnych wyborach. Takimi inicjatywami pokazuje on, że angażuje się w sprawy
związane z bezpieczeństwem naszego kraju. Zdynamizowanie działalności publicznej
i medialnej, które nastąpiło pod koniec roku, może sygnalizować, według
politologa, że aktywność prezydenta przybierze z nowym rokiem na sile, choć za
wcześnie jeszcze określać, na jak długo. Czy Donaldowi Tuskowi przeszkadza
popularność Bronisława Komorowskiego? – Platforma wpadła w pewną pułapkę
polityczną wskutek swoich rządów. Komorowski natomiast poprzez funkcję
reprezentacyjną, jaka spoczywa na urzędzie prezydenta, będzie budował pewną siłę
osadzoną w ogromnej mierze na środowisku, które udzieliło mu poparcia, a które
jest alternatywne dla Tuska – prognozuje prof. Mieczysław Ryba, historyk z
Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Jego zdaniem, to środowisko może nawet
wymuszać na Tusku pewne określone działania. – Chodzi tu głównie o ludzi z kręgu
"Gazety Wyborczej", dawnej Unii Wolności i postkomunistów. Order Orła Białego
dla Michnika i gen. Jaruzelski na salonach zaproszony do Rady Bezpieczeństwa
Narodowego – to decyzje o tym świadczące – podkreśla prof. Ryba. W jego opinii,
w interesie reżyserów sceny politycznej, głównych rozgrywających, nie leży
silna, monopolistyczna władza Tuska. Czy wobec tego dojdzie do otwartego
konfliktu interesów na linii prezydent – premier? Taki finał jest o tyle mało
prawdopodobny, że dla obydwu najistotniejszy jest wizerunek i unikanie za
wszelką cenę "wojny polsko-polskiej". Zakulisowe gry polityczne mogą jednak
odbijać się na konkretnych decyzjach jednego i drugiego gracza. Tuska czekają
wybory, więc spece PO od wizerunku będą stawali na głowie, aby "doczołgać się"
do zwycięstwa. Natomiast przed Bronisławem Komorowskim bardzo wiele wyzwań –
jest dopiero na początku prezydentury. Do tej pory zasłynął głównie jako
gawędziarz, obrońca laickości państwa (niewidzący niestosowności nawet w
upominaniu kapłanów), rzecznik Rosji i historyk nieskłonny do rozliczenia z
przeszłością. Czym nas (nie) zaskoczy w tym roku – przekonamy się już niebawem.
Paulina Jarosińska
