Z podziwem patrzymy na Kościół katolicki w Polsce
Z Michaelem van der Mastem, prezesem organizacji Cry for Life i
koordynatorem holenderskiego Marszu dla Życia, rozmawia Łukasz Sianożęcki
W miniony weekend w Hadze odbył się Marsz dla Życia. Czy tego typu
inicjatywy przynoszą jakieś owoce?
– Ależ oczywiście. Tegoroczny marsz był już osiemnastym tego typu wydarzeniem
organizowanym w Holandii. To bardzo potrzebna inicjatywa, głównie z uwagi na
konieczność podnoszenia poziomu świadomości społecznej w kwestii ochrony życia.
Poza tym chodzi też o to, by pokazać, że są jeszcze ludzie, którzy są w stanie
wyjść na ulice i głośno powiedzieć, iż aborcja jest złem. Obecnie aborcja
została uznana za jedno z tzw. praw kobiet. Stąd też wielu ludzi sądzi, że jest
to po prostu jedna z form antykoncepcji, nie zaś zabijanie dzieci poczętych.
Nasza obecność na ulicach skłania tych ludzi do refleksji nad istotą problemu i
nad wartością życia. Nasze marsze są także znakiem dla rządu. Znakiem dającym do
zrozumienia, że w Holandii wciąż istnieje duża grupa ludzi, którzy sprzeciwiają
się proaborcyjnemu prawu zezwalającemu m.in. na zabijanie dzieci w łonie matki
aż do 24. tygodnia ciąży. Cieszymy się, że coraz większa liczba europejskich
miast włącza się w inicjatywę marszów dla życia.
Sprzeciwiają się Państwo obowiązującym w Holandii przepisom aborcyjnym.
Jakie są – Państwa zdaniem – konkretne rozwiązania tego problemu?
– Postulujemy m.in., aby każda kobieta przed poddaniem się aborcji miała
dostęp do badania USG. Wiadomo przecież, że takie badanie może mieć olbrzymie
znaczenie w podjęciu przez kobietę ostatecznej decyzji. W większości przypadków
samo obejrzenie przez matkę 10-tygodniowego dziecka na ekranie komputera odwodzi
ją od tego kroku. Podobnych sposobów są dziesiątki, ale chcielibyśmy, aby w
naszym kraju realizowany był chociaż ten.
Holandia nie wydaje się przyjazna dla działaczy ruchów pro-life. Skąd więc
taka popularność marszów dla życia w Waszym kraju?
– Biorąc pod uwagę stosunek do nas wielu środowisk, które chciałyby, byśmy w
ogóle nie brali udziału w życiu społecznym i nie wygłaszali naszych postulatów,
rzeczywiście trudno to nazwać przyjaznym nastawieniem. Ale to właśnie – wbrew
ich oczekiwaniom – sprawia, że tym bardziej zależy nam na tym, by wyjść na ulice
i tym, którzy chcą nas uciszyć, wykrzyczeć kategoryczne: "Dość aborcji!".
Teoretycznie wobec tak masowej niechęci czy wręcz nienawiści moglibyśmy sobie
odpuścić i przyjąć postawę: "W takim razie niech to zrobią inni". Ale jakie są
szanse na to, że faktycznie zrobi to ktoś inny…?
Czy w tej sytuacji sądzi Pan, że kwestie pro-life mają realną szansę stać
się częścią debaty społecznej?
– Myślę, że tak. Odwołam się tutaj do przykładów z przeszłości. Weźmy np.
niewolnictwo. Kiedy bestialstwo tego procederu stało się szeroko znane opinii
publicznej, wówczas niemal natychmiast zrodziły się ruchy, które doprowadziły do
jego zdelegalizowania. Kiedy zostaliśmy uwolnieni od reżimu hitlerowskiego,
wówczas uzgodniliśmy, że bestialstwa popełnione przez ten system także należy
uznać za zbrodnie przeciwko ludzkości. Dzisiaj, w czasach kiedy całkowicie
dehumanizuje się życie poczęte, wmawiając, że jest to jedynie "produkt poczęcia"
i że to naturalne, że wyrzuca się go do śmieci, bardzo trudno ukazać prawdziwe
bestialstwo aborcji. Ale myślę, iż można to zmienić przez pokazywanie ludziom,
czym naprawdę jest aborcja. Już dziś w społeczeństwie możemy dostrzec małą
zmianę w tej kwestii i debata na ten temat zaczyna nabierać realnych kształtów.
Z tym problemem związane są także inne kwestie, jak choćby eutanazja…
– Eutanazja jest praktykowana w Holandii na bardzo szeroką skalę, zwłaszcza
wśród ludzi nieuleczalnie chorych, którzy chcieliby skrócenia swoich cierpień.
My z podziwem patrzymy na Kościół katolicki w Polsce, który twardo stoi na
stanowisku odrzucającym jakąkolwiek liberalizację prawa aborcyjnego i promującym
ochronę życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Mamy głęboką nadzieję, że
Kościół wytrwa w takiej postawie i będzie głośno domagał się prawa do życia dla
tych, którzy sami nie są w stanie się tego domagać.
Dziękuję za rozmowę.
