Zanim polała się krew

Klasa robotnicza nie zrobiła tego kroku lekkomyślnie. Najwidoczniej przebrała
się miara. A miary nie można nigdy przebierać bezkarnie, zarzeka się Władysław
Gomułka po poznańskim Czerwcu podczas VIII Plenum KC PZPR w 1956 roku.

Mija czternaście lat. Dobiega końca rok hołdów dziękczynnych upamiętniających
100. rocznicę urodzin Lenina. Gomułka, niezadowolony ze stanu gospodarki, jak
ryba wody potrzebuje wzmocnienia prestiżu. Zmienia ton w kwestii niemieckiej.
Finał 7 grudnia 1970 r. w Warszawie. Kanclerz Willy Brandt i premier Józef
Cyrankiewicz podpisują układ między RFN i PRL o podstawach normalizacji
wzajemnych stosunków. Nie zastępuje on traktatu pokojowego, lecz daje mocną
podstawę międzynarodowego uznania zachodniej granicy Polski.
Gomułka oczekuje wdzięczności rodaków. Nic podobnego nie ma miejsca. Robotnicy
psioczą na zebraniach partyjnych i związkowych. Chłopi sarkają na wysokie koszty
produkcji i wadliwy system cen skupu. Razi arogancja partyjnych nieuków,
doskwiera ideologiczny gorset komunizmu. Polacy nie widzą perspektywy
egzystencji na przyzwoitym poziomie pod rządami ascetycznego Gomułki.
Państwo stoi u progu katastrofy ekonomicznej. Kierujący gospodarką nie potrafią
jej zreformować, by doprowadzić do równowagi rynkowej. 19 maja 1970 r. Bolesław
Jaszczuk, sekretarz ekonomiczny partii, zapowiada, że w "danej chwili
historycznej, na obecnym etapie rozwoju socjalizmu", najlepszym rozwiązaniem
jest propozycja tzw. bodźców ekonomicznych, zwanych też bodźcami materialnymi.
Jest to całkiem nieudana próba odgórnego ustalenia związku płac przeciętnych z
uzyskaniem poprawy wyników ekonomicznych. Istota nowego systemu sprowadza się do
określenia punktu wyjściowego, opartego "na wynikach przedsiębiorstwa w ostatnim
okresie przed wprowadzającą go reformą", czyli 1 stycznia 1971 roku.
Towarzysze-dobrodzieje tak wszystko umyślili, że w niektórych grupach
zawodowych, zwłaszcza gdzie jednocześnie zmieniano normy techniczne, system
bodźców doprowadza do spadku nawet zarobków nominalnych i rodzi poczucie
niesprawiedliwości.
Nie pomaga zachwalająca nowy system propaganda. Narasta niezadowolenie. Partia
bagatelizuje sygnały o braku akceptacji społecznej dla systemu bodźców. Gomułka
i komilitoni są przekonani, że mogą sobie pozwolić na dalszą obniżkę stopy
życiowej ludności, poprzez doprowadzenie do równowagi popytu z podażą drogą
podwyżki cen.

Podwyżka przed świętami
11 grudnia 1970 r., godz. 10.00. Zbiera się Biuro Polityczne KC PZPR i
zatwierdza bez sprzeciwu projekt uchwały rządu o zmianie cen detalicznych.
Spośród 19 osób wątpliwości ma jedynie Stefan Jędrychowski, minister spraw
zagranicznych. Wskazuje na brak dokładnego rozeznania skutków społecznych
podwyżki cen. Mianowicie, o ile wzrosną koszty utrzymania dla różnych grup
zarobkowych i na ile wyrówna ten wzrost rekompensata w postaci obniżki cen
niektórych wyrobów przemysłowych.
Obawy Jędrychowskiego na temat możliwego braku akceptacji proponowanej operacji
cenowej Gomułka zbywa pryncypialnie: jaka będzie postawa partii, taka będzie
reakcja klasy robotniczej i społeczeństwa. Według Stanisława Trepczyńskiego,
kierownika Kancelarii KC, wymiana zdań miała charakter "burzliwy", a
zdenerwowany Gomułka zarzucił Jędrychowskiemu, że nie będzie mu dawał lekcji
ekonomii Karola Marksa.
Dokonano korekty komunikatu PAP. W oficjalnym protokole z posiedzenia Biura
Politycznego nie ma mowy o żadnej podwyżce, lecz jedynie o zmianie cen.
Zatwierdzono okolicznościowe przesłanie do członków partii, tłumaczące zawile i
pokrętnie rzekomą niezbędność wprowadzanej operacji cenowej. Autorzy elaboratu
spodziewają się braku entuzjazmu wobec podwyżek cen żywności, więc nakłaniają do
przyjęcia ich "ze zrozumieniem". W tym historycznym momencie "najważniejszym
zadaniem stojącym przed członkami partii (…) jest wyjaśnianie wszystkim
ludziom pracy przyczyn i słusznych celów, jakimi powodowała się partia i rząd,
podejmując te doniosłe decyzje". Politbiuro zarządza odczytanie listu na 12 i 13
grudnia.
Podwyżkę cen żywności przed świętami Bożego Narodzenia 1970 r. poprzedzają też
zabiegi natury militarnej. Poniekąd mają charakter rutynowy. Chodzi o gotowość
aparatu represji do uśmierzenia wybuchów niezadowolenia ludności.

Akcja Jesień ’70
8 grudnia. Minister obrony, gen. Wojciech Jaruzelski, podpisuje rozkaz w sprawie
"rozszerzenia i ujednolicenia" zasad współdziałania wojska i resortu spraw
wewnętrznych "w zakresie zwalczania wrogiej działalności, ochrony porządku i
bezpieczeństwa publicznego oraz przygotowań obronnych". Rozkaz ma ogólne
umocowanie w ustaleniach dotyczących współpracy obu resortów z 26 maja 1970
roku. MON ma udzielić pomocy MSW, "wydzielając odpowiednie siły i środki,
zwłaszcza Wojsk Obrony Wewnętrznej, do wykonywania zadań we współdziałaniu z
siłami i środkami resortu spraw wewnętrznych". Mechanizm pomocy międzyresortowej
uruchamia każdorazowo decyzja kierownictwa partyjno-rządowego. Minister obrony
ustala m.in. warunki użycia broni.
Zaplanowano koordynację "współdziałania wydzielonych sił wojskowych z siłami
resortu spraw wewnętrznych". Przewidywano powołanie specjalnych zespołów
kierowniczych na szczeblu ministerstw, okręgów wojskowych, województw i
garnizonów. W konsekwencji 9 grudnia minister spraw wewnętrznych Kazimierz
Świtała podpisuje "Zarządzenie 00110/70 w celu zapewnienia porządku i
bezpieczeństwa publicznego w kraju oraz koordynacji działań jednostek
organizacyjnych resortu spraw wewnętrznych".
W MSW natychmiast powołano specjalny sztab operacyjny pod kierownictwem gen.
bryg. Tadeusza Pietrzaka, komendanta głównego MO i wiceministra spraw
wewnętrznych. To człowiek nieprzypadkowy. Wyedukowany w Informacji Wojskowej. W
1956 r. na stanowisku miejskiego komendanta milicji zachwyca przełożonych
zdolnościami przy pacyfikacji Powstania Poznańskiego.
Jego zastępca, gen. Ryszard Matejewski, podsekretarz stanu w MSW, kompetencje
sztabu określa skromnie – koordynowanie działań milicji i obsługa informacyjna.
Przeczy temu wysoka ranga delegowanych do tego ciała funkcjonariuszy. To pięciu
pułkowników na stanowiskach dyrektorów w MSW i Komendzie Głównej MO: Henryk
Piętek (Departament III), Stanisław Kończewicz (Gabinet Ministra), Michał
Syczewski (Biuro Prewencji i Ruchu Drogowego KG MO), Janusz Neldner (Biuro do
Walki z Przestępstwami Gospodarczymi) i Stanisław Hermeliński (Zarząd Łączności
MSW).
Sztab MSW nadaje wszystkim dokumentom kryptonim Jesień Ő70. W każdym
województwie, z wyjątkiem Warszawy, powołano pełnomocników sztabu. 10 grudnia
1970 r. o godz. 15.00 uruchomiono Centralne Stanowisko Kierowania. Do tłumienia
spodziewanych niepokojów na ulicach przewidywano użycie słuchaczy szkół
milicyjnych, więc zalecono ich pełne wyposażenie w transport. Kierownikowi grupy
interwencyjnej MSW zlecono uaktualnienie planów alarmowych. We wszystkich
jednostkach organizacyjnych resortu wprowadzono aż do odwołania dyżury
funkcjonariuszy MO i SB. W dni powszednie od zakończenia pracy do godz. 22.00
oraz w pozostałe dni od godz. 8.00 do 22.00 dyżuruje połowa stanu osobowego
jednostki. Ponadto pomiędzy godz. 22.00 a 6.00 zarządzono dyżury w gabinetach
wszystkich kierowników jednostek.
Zatwierdzono opracowany w Gabinecie Ministra "Plan przedsięwzięć związanych z
akcją Jesień Ő70". Zwiększono nadzór nad służbą funkcjonariuszy i realizacją
zintensyfikowanych zadań operacyjnych, jak "profilaktyczne" zatrzymania osób
według sporządzonych wcześniej list. Stan pełnej gotowości sił i środków
wprowadzono w centralnych ośrodkach szkolenia milicji. Komendantowi szkoły
milicyjnej w Słupsku polecono wstrzymać zwolnienie 107 funkcjonariuszy
kończących kurs 11 grudnia.
W odprawach uczestniczą naprzemiennie wiceministrowie spraw wewnętrznych:
Ryszard Matejewski, Henryk Słabczyk i Bogusław Stachura, oraz dyrektorzy
departamentów MSW: Mikołaj Krupski (Dep. II) i Stanisław Morawski (Dep. IV). 11
grudnia "meldowano" o realizacji planu akcji Jesień Ő70, "omawiano" bieżącą
sytuację w kraju, "sygnalizowano" piętrzące się problemy, "rozwiązywano
pojawiające się trudności".
Pułkownik Henryk Piętek proponuje "definitywne rozstrzygnięcie" sprawy tajnych
grup interwencyjnych MSW. Wprawdzie do dyspozycji jest 600 osób, ale bardzo
mało, bo tylko 10, radiotelefonów. Podjęto decyzję o utrzymaniu grup w pełnej
gotowości do ewentualnego wykorzystania na mieście w celach
obserwacyjno-informacyjnych. Praktycznie wydzielone grupy mają zadania
destrukcyjne i stricte prowokacyjne.
Pułkownik Stanisław Morawski kierujący tzw. departamentem kościelnym melduje, że
"organa pionu IV działają zgodnie z planem przedsięwzięć. Zamierza się wybrać
reprezentatywnie na terenie kraju kilka kościołów (…) i posłuchać, co będzie
mówione w dniu 13 XII 70 r. (…) 12 XII rozpoczyna się w Łodzi dość duża
impreza kościelna, z udziałem ok. 3/4 biskupów, do której hierarchia dobrze się
przygotowała. Organa będą śledziły jej przebieg".
Sztab MSW zaleca uczulenie komendantów wojewódzkich MO, aby "ewentualne
jakiekolwiek działania w odniesieniu do kobiet stojących w kolejkach lub pod
sklepami podejmowane były z wielką rozwagą". Pietrzak przewiduje, iż "w dniu 12
XII 1970 r. można się będzie spotkać ze wzmożoną frekwencją w sklepach". I nie
myli się.

Nie ma mąki
Komendant stołeczny MO, płk Antoni Frydel, 12 grudnia informuje o zaobserwowaniu
stanu "lekkiego podniecenia" w mieście. Do warszawskich sklepów dostarczano
akurat cukier i sól, ale niestety – brakowało mąki.
"Odcinkiem mąki" zajmuje się partia. Sekretarz Warszawy Józef Kępa poleca zatem
dostarczać mąkę "w rozsądnych granicach". Z dokumentów źródłowych trudno
wywnioskować, co znaczy eufemizm "rozsądne granice". Intencji Kępy można jedynie
się domyślać. Być może w związku z planowaną nazajutrz podwyżką cen chciał
przestrzec dysponentów i magazynierów przed nadmiernymi dostawami jeszcze taniej
mąki.
Odnotowano zwiększoną absencję w pracy kobiet, ze strony których spodziewane
jest "duże zagrożenie" nie tylko dla "odcinka mąki". Także w sklepach mięsnych
zaobserwowano bowiem większe kolejki niż zwykle w sobotę. Zarówno z informacji
KD PZPR, jak i ustaleń operacyjnych SB wynika, że w kolejkach "słychać
narzekania" kobiet.
Ludność jakaś taka malkontencka, chociaż partia czyni starania o rzucenie do
sklepów czegokolwiek. Departament III MSW sygnalizuje: "w społeczeństwie jest
duża tajemnica na temat regulacji cen". Dobrą, a w każdym razie pocieszającą dla
władz wiadomość przekazuje dyrektor Departamentu I MSW płk Mirosław Milewski.
Wolna Europa dotychczas nie podała żadnego komunikatu o regulacji cen.
Radość mąci generał Pietrzak. Niestety, w sklepach większych miast tłoczno
nadzwyczaj. "Ludzie coś czują, tylko nie wiedzą, co to będzie". Dezorientujące
meldunki z banków. Warszawiacy podejmują wkłady z książeczek, a gdańszczanie
odwrotnie – lokują pieniądze na książeczkach. Co za Naród!

ZOMO w gotowości
W sobotni ranek, 12 grudnia, Rada Ministrów podejmuje uchwałę "o wprowadzeniu
zmian cen". Przed południem wicepremier Jaroszewicz zapoznaje Prezydium i
Komitet Wykonawczy CRZZ z treścią uchwały rządu. Partyjni kierownicy fasady
związkowej, zwyczajowo, czyli bez pytania swoich członków o zdanie, bezzwłocznie
i jednomyślnie akceptują nową politykę cenową – jak eufemistycznie nazwano
podwyżkę.
Sekretarze KW PZPR w Gdańsku uczestniczą od wczesnego rana w terenowych
konferencjach sprawozdawczo-wyborczych w Kartuzach, Lęborku i Tczewie. Delegaci
nie kryją zaskoczenia podwyżką cen. Reagują nieprzychylnie, w nastroju
przygnębienia i nie rokują dobrego przyjęcia listu Biura Politycznego, którego
treść ma być zaprezentowana dołom partyjnym w całym kraju na specjalnych
zebraniach po godz. 16.00.
Gdański KW wczesnym popołudniem przekazuje dalekopisem do KC zasadniczo
negatywną ocenę nastrojów wśród aktywu terenowego i zgłaszane pytania. Czy Biuro
Polityczne wie, że ludność wydaje 50 proc. dochodów na artykuły żywnościowe, a
podwyżka cen pogorszy sytuację najmniej zarabiających? Dlaczego zmianę cen
wprowadza się podczas wyborów w partii i w okresie przedświątecznym?
12 grudnia polecono skoszarować jednostki ZOMO i utrzymać "w gotowości do
działań" oraz zapewnić "pełną mobilność" Rezerwowych Oddziałów MO (ROMO).
Funkcjonariuszom MSW, SB i MO wstrzymano do odwołania urlopy. Minister Świtała
zawiadamia ministra obrony o podjętych decyzjach.

Stoczniowcy się burzą
W Stoczni Gdańskiej im. Lenina do PZPR należy 3150 członków i kandydatów.
Prestiż stoczniowej organizacji niewątpliwie podnosi fakt, że w jej skład
wchodzi Stanisław Kociołek. Dobrze znany miejscowym, ponieważ dopiero co odszedł
ze stanowiska I sekretarza KW PZPR w Gdańsku. Teraz jest członkiem Biura
Politycznego i wicepremierem rządu PRL.
12 grudnia. Partyjnych elektryzuje wiadomość, że Kociołek zaszczyci popołudniowe
zebranie w macierzystej POP na Wydziale K-3. Frekwencja na zebraniach waha się
od 60 do 80 procent. Na K-3 uczestniczy 250-300 członków partii i bezpartyjnych,
którzy na treść listu Politbiura reagują protestami. Argumentacja podwyżek cen
żywności zupełnie nie przekonuje. Padają głosy, że to aroganckie wyzwanie władz
wobec ludzi szarej, ciężkiej pracy. Domagają się informacji o powodach
nieprzeprowadzenia konsultacji z szeregowymi członkami partii.
Kociołek fizycznie przypomina Gomułkę. Ciekawy okaz takiego przekonanego
"betonu", ale naprawdę przekonanego, bo mówił z okropną furią i z przekonaniem,
zauważa Stefan Kisielewski. W Stoczni Gdańskiej na wątpliwości i zarzuty reaguje
w tonie furioso. Usiłuje przekrzyczeć chaotycznie przemawiających. Przeciwnikom
koncepcji zmiany cen wypomina sprzeniewierzanie się świętej partyjnej zasadzie
centralizmu demokratycznego, a żądania podwyżek płac nazywa bezczelnymi.
Emocjonalne, aroganckie wystąpienia Kociołka nadają rutynowemu partyjnemu
zebraniu cech wiecu. Pośród ogólnej wrzawy i chaosu rozgoryczeni i podenerwowani
uczestnicy opuszczają wydziałową halę. Niefortunny, choć wysoki rangą partyjną
prelegent, powraca jak niepyszny do siedziby KW. Wzburzony konstatuje, jakoby
pierwszy raz doznał uczucia, że nie miał kontaktu z salą. Telefonicznie
zawiadamia Warszawę – niewykluczone, że samego Gomułkę – o dezaprobacie
stoczniowców.
O chłodnym przyjęciu treści okolicznościowego przesłania Politbiura informuje
również Szczecin. Sygnały o rozgoryczeniu i niezadowoleniu aktywu docierają
także z dzielnic Warszawy. Są jednak także informacje krzepiące decydentów. KW w
Katowicach pod przywództwem Edwarda Gierka zawiadamia, że klasa robotnicza
Górnego Śląska i Zagłębia przyjmuje decyzję cenową z pełną odpowiedzialnością i
partyjnym zrozumieniem… Wieczorem o godz. 20.00 w radiu i telewizji ogłoszono
komunikat PAP o zmianie cen detalicznych. Gomułka tłumaczy telewidzom i
radiosłuchaczom przyczyny uchwały rządu.
Już w nocy na budynku Dzielnicowej Rady Narodowej w Nowej Hucie pojawia się
napis wykonany kredą: "Gomułka zdrajca Narodu".
Z 12 na 13 grudnia do pracy nie przystępuje nocna zmiana Stoczni Gdańskiej.
Strajkuje także część dokerów gdańskiego portu.

Strajk
13 grudnia na odprawę do Sztabu MSW wezwano komendantów wojewódzkich MO,
pierwszych zastępców ds. SB, kierowników jednostek operacyjnych, pełnomocników
wojewódzkich Sztabu operacji Jesień Ő70, sekretarzy KZ PZPR MSW oraz kierownika
grupy interwencyjnej płk. Czesława Boreckiego, na co dzień zastępcę kierownika
Głównego Inspektoratu MSW. Do KC przekazano meldunek o gotowości MSW i wojska
"na wypadek" formy ulicznej ewentualnego niezadowolenia ludności z powodu
wprowadzonych podwyżek cen. Skoszarowano grupy szybkiego reagowania.
Funkcjonariusze MO, SB oraz żołnierze i oficerowie w stanie podwyższonej
gotowości bojowej czekają na rozkazy przełożonych.
W niedzielnym wydaniu "Trybuny Ludu" uwagę przykuwają spisy towarów z
podwyższonymi cenami. Zebrania organizacji partyjnych, na których czytano list
Politbiura apelujący o zrozumienie i poparcie decyzji najwyższych władz, nie
przebiegają spokojnie. Wątpliwości budzi celowość podwyżek cen, pojawiają się
konkretne pytania. Dlaczego drożeją śledzie, skoro nie wymagają karmienia?
Dlaczego idą w górę ceny przetworów owocowych, skoro w skupie nie przyjmują od
sadowników owoców, którymi z konieczności spasa się świnie?
14 grudnia. "Trybuna Ludu" tłumaczy, że podwyżki cen to "trudne, ale niezbędne
decyzje". Według Michała Głowińskiego, wywód jest "wręcz karykaturalnie
sofistyczny". Drastyczne posunięcie ma uzdrowić polską gospodarkę, którą niszczy
fatalna struktura konsumpcji. Ludność za dużo wydaje na żywność zamiast na
artykuły przemysłowe. Redaktorzy powtarzają wyświechtany propagandowy zarzut, że
"Polacy za dużo jedzą, jakby mieli gargantuiczne apetyty" – komentuje Głowiński.
Teodor Palimąka, zastępca kierownika Wydziału Organizacyjnego KC PZPR, pełni 14
grudnia telefoniczny dyżur łączności partyjnej. Dostaje informację o strajku w
Stoczni Gdańskiej. Dzwoni do Trepczyńskiego. Kierownik Kancelarii Sekretariatu
KC pędzi do Sali Kolumnowej Urzędu Rady Ministrów, gdzie trwa plenum KC. Jest w
kłopotliwej sytuacji. Jak przekazać dyskretnie wiadomość najważniejszym osobom w
partii i w państwie siedzącym za stołem prezydialnym, czyli na widoku?
Trepczyński widzi, jak podchodzą tam oficerowie MSW i podają kartki. Podchodzi i
on. W prezydium wyraźne poruszenie, bo nadchodzą meldunki o kilkuset robotnikach
zmierzających w kierunku gmachu partii w Gdańsku.
Decydenci nie wiedzą, że w protestującym tłumie pojawiło się hasło: "Zgiń
Gomułko, wróć Stalinie, bo robotnik z głodu ginie", które w najbliższych dniach
zdobędzie błyskawiczną popularność.
 

Zbigniew Branach
 

Autor jest pisarzem, dziennikarzem, wydał m.in.: "Grudniowe wdowy czekają",
"Tajemnica śmierci księdza Zycha", "Pierwszy grudzień Jaruzelskiego", "Sam
płonął i sam zapalał – próba wyjaśnienia zbrodni zabójstwa ks. Stanisława
Suchowolca", "Piętno księżobójcy".

drukuj