25 euro na osobę
Deutsche Bahn przelały 5 mln euro na konta Fundacji "Polsko-Niemieckie
Pojednanie" wypłacającej świadczenia ofiarom II wojny światowej. W opinii
Stowarzyszenia "Pociąg Pamięci", to jałmużna, a Polacy powinni zażądać większej
kwoty. Ponadto istnieje duże prawdopodobieństwo, że DB wyasygnowały pieniądze po
to, aby polskie władze nie stawiały przeszkód ich inwestycjom kolejowym w
Polsce.
Niemieckie koleje państwowe w czasie II wojny światowej zarabiały m.in. na
transportach więźniów do obozów koncentracyjnych (odbywały się one w nieludzkich
warunkach) i z tego powodu Deutsche Bahn wypłacały różnym krajom i instytucjom
reprezentującym niemieckie ofiary II wojny odszkodowania. Do Polski trafiło 5
mln euro, ale zdaniem przewodniczącego Stowarzyszenia "Pociąg Pamięci"
Hansa-Ruedigera Minowa była to jałmużna. Stowarzyszenie od dawna zabiega o to,
aby niemieckie koleje państwowe wypłaciły należne odszkodowania wszystkim
skrzywdzonym przez siebie ofiarom II wojny światowej. Zdaniem Minowa, DB nie
wypłaciłyby zresztą nam ani jednego euro, gdyby nie to, że koncern chce
inwestować w Polsce. – Podczas negocjacji z przedstawicielami ofiar
reprezentanci niemieckich kolei wyraźnie stwierdzili, że dołożą trochę
pieniędzy, ale tylko wtedy, gdy będą mieli gwarancje możliwości inwestycji w
Polsce – powiedział nam Hans-Ruediger Minow. Dodał, że DB chciały najpierw
zapłacić tylko 1 mln euro, by w końcu podnieść tę kwotę do 5 mln euro. Ale wielu
ekspertów podziela zdanie szefa Stowarzyszenia "Pociąg Pamięci", że nawet 5 mln
euro to zbyt mała kwota dla Polaków. – To ma być uczciwe zadośćuczynienie dla
ponad 200 tysięcy ofiar? – pyta z sarkazmem Minow. Według niego, propozycja DB
jest uwłaczająca poszkodowanym, bo na jedną żyjącą w Polsce osobę, która
ucierpiała także z powodu działalności niemieckich kolei, przypadnie zaledwie po
25 euro. Nawet wielu niemieckich ekspertów jest zaskoczonych uległością Polski
wobec DB. Co ciekawe, warunków Deutsche Bahn nie zaakceptowały Ukraina, Rosja i
Białoruś, które razem z Polską zasiadły do stołu negocjacyjnego. Ale jak nam
powiedział szef Stowarzyszenia "Pociąg Pamięci", przedstawiciele delegacji
wszystkich krajów Europy Wschodniej oprócz Polski wyrazili swoje niezadowolenie
z wysokości sumy i z zachowania Deustche Bahn. – Moim zdaniem, Fundacja
"Polsko-Niemieckie Pojednanie" działała bardziej w imieniu polskiego rządu niż w
imieniu polskich ofiar – powiedział Minow. A jak wiadomo, rządowi Donalda Tuska
zależy na utrzymaniu dobrych relacji z Niemcami, co oznacza unikanie zadrażnień
i konfliktów. Z zarzutami Hansa-Ruedigera Minowa nie zgadza się sekretarz
zarządu fundacji Przemysław Sypniewski. – Dlaczego mielibyśmy odmówić przyjęcia
darowizny od Deustche Bahn z przeznaczeniem dla ofiar? – pyta. – Polska fundacja
nie miała żadnego wpływu na wielkość sumy, jaką wpłaciły niemieckie koleje –
zapewnia Sypniewski. I dodaje, że nic mu nie wiadomo o tym, aby w tym kontekście
prowadzone były jakieś negocjacje z Deutsche Bahn na temat ich przyszłych
inwestycji w Polsce i aby polska strona zgodziła się na owe 5 milionów i nie
podbijała stawki. Stowarzyszenie "Pociąg Pamięci" (Zug der Erinnerung)
wielokrotnie organizowało demonstracje przeciwko prowadzonej przez Deutsche Bahn
polityce unikania zadośćuczynienia poszkodowanym przez niemieckie koleje podczas
drugiej wojny światowej. Koncern ciągle odmawiał wypłacenia jakichkolwiek
dodatkowych odszkodowań, podkreślając, że swoją część już wpłacił do Fundacji
"Pamięć, Przyszłość i Odpowiedzialność", która sprawę takich roszczeń całkowicie
rozliczyła. DB twierdzą też, że wykazały sporo dobrej woli, bo nie są prawnym
sukcesorem Deutsche Reichsbahn, kolei III Rzeszy. Do tej pory DB wpłaciły na
rzecz ofiar II wojny światowej 60 mln marek i 174 mln euro. Tymczasem niemieckie
koleje zarobiły na transportach więźniów co najmniej 445 mln euro.
Waldemar Maszewski, Hamburg
