Tarcza poddana, wizyta dopięta
Osłabiona kryzysem gospodarczym i wyczerpaniem wewnętrznych mechanizmów
rozwoju Rosja dobrze rozgrywa swoją medialno-operacyjną partię szachów,
umiejętnie dozując bluff i groźby. Przykładem takiej gry był chociażby ostatni
występ Władimira Putina w popularnym programie Larry Kinga w CNN. Niedyskrecje
WikiLeaks pokazują, że reakcja zachodnich dyplomacji na tę ofensywę Rosji bywa
zróżnicowana. Wypadkowa tych reakcji bez zdecydowanej postawy państw Europy
Środkowej i Wschodniej jest dla równowagi międzynarodowej niebezpieczna.
Bezpośrednio zagraża wszystkim państwom naszego regionu. Nasi bliżsi i dalsi
sąsiedzi zdają sobie sprawę z tego, jak wielką rolę w powstrzymywaniu tego coraz
szybszego osuwania się Europy Środkowej i Wschodniej w rosyjską strefę wpływów
odgrywał śp. prezydent Lech Kaczyński. Jego plan dla Polski zakładający ścisłą
współpracę suwerennych państw regionu, połączonych wspólnymi interesami i
projektami w wielu dziedzinach prowadził do ostatecznego wyrwania nas ze "strefy
buforowej", nadania statusu równoprawnego gracza. Rząd Donalda Tuska i
wspierający go obóz polityczny na każdym kroku stawał w poprzek działań
prezydenta, sprzedając kluczowe interesy kraju za medialne paciorki.
Po wyciekach WikiLeaks warto przypomnieć kilka mniej znanych faktów związanych z
negocjowaniem tarczy antyrakietowej. Prezydent był zwolennikiem tarczy jako
projektu stabilizującego naszą pozycję i bezpieczeństwo. Zabiegał o nią tak, jak
o obecność amerykańską zabiegali politycy wielu państw Europy Zachodniej. Po
objęciu rządów przez Platformę Obywatelską i Donalda Tuska wektory polskiej
polityki zagranicznej zmieniły się diametralnie. W wypowiedziach polityków i
wspierających ich mediach pojawiły się tezy, że nie ma sensu zawierać umowy ze
schyłkową administracją GeorgeŐa Busha, należy podpisać ją z nową, dynamiczną
administracją Baracka Obamy. Narastała presja na "utwardzenie" negocjacji.
Prezydent był izolowany informacyjnie. Sprawy nabrały jednak przyspieszenia po
spotkaniu prezydentów Polski i USA wiosną 2008 roku – chociaż nasiliła się
antytarczowa retoryka w Polsce, jej źródeł upatrywano słusznie po stronie
rządowej. W czerwcu 2010 roku znów nastąpiło spowolnienie. Wraz z Mariuszem
Handzlikiem zostałam wydelegowana do Waszyngtonu, by zorientować się w
intencjach naszych partnerów. Odbyliśmy wiele spotkań, najbardziej utkwiła mi w
pamięci rozmowa z Ellen Taucher, ówczesną parlamentarzystką amerykańską, po
wygranej Obamy odpowiedzialną za sprawy tarczy w Departamencie Stanu. To po tej
rozmowie byłam pewna, że w przeciwieństwie do GeorgeŐa Busha nowa administracja
będzie chciała się wycofać z projektu. Rząd Donalda Tuska w 2008 roku albo
niekompetentnie oceniał partnera, albo okłamywał społeczeństwo. Taką informację
przekazałam prezydentowi. Pamiętamy jednak wszyscy wydarzenia z lipca 2008 roku,
obraźliwą rozmowę Tuska z wiceprezydentem Dickiem Cheneyem 4 lipca, w dniu
narodowego święta USA. Nastrój zagrożenia wokół wojny rosyjsko-gruzińskiej
spowodował, że PR-owskie sztuczki okazywały się nieskuteczne i rząd umowę w
sprawie tarczy antyrakietowej oraz deklarację podpisał. Przyjechała Condoleezza
Rice. To była umowa, która wiązała Amerykanów, w tym momencie nie wymagała
ratyfikacji. Żeby została uznana za wiążącą, powinna zostać ratyfikowana po
naszej stronie, takie były wymogi polskiej Konstytucji, uznane przez partnerów.
Rząd Donalda Tuska nie podjął procesu ratyfikacji, przeciwny był Bronisław
Komorowski. Administracji Obamy niezwykle trudno byłoby wycofać się z
obowiązującej międzynarodowej umowy. Platforma Obywatelska, Sikorski, Tusk,
Komorowski nie zabiegali o taką sytuację. Tak zrealizowano w Polsce rosyjski
postulat. Teraz wizyta Miedwiediewa zapięta jest na ostatni guzik.
Anna Fotyga
