Suwerenność energetyczna z morza
Jedną z pierwszych decyzji Prawa i Sprawiedliwości po objęciu rządów w 2005
r. było utworzenie w administracji rządowej centrum koordynacji działań z
zakresu bezpieczeństwa energetycznego. Kierownictwo PiS dostrzegało słabość
państwa polskiego, drogą przez mękę było bowiem – i niestety wciąż jest –
przeprowadzenie choćby niewielkiego projektu legislacyjnego przez machinę
ministerialnych konsultacji.
To było pierwsze poważne zagrożenie dla realizacji ambitnego, wielopoziomowego
programu wzmacniającego bezpieczeństwo energetyczne Polski, programu, który
wymagał koordynacji działań kilku ministrów i różnych urzędów zgodnie z raz
podjętą decyzją polityczną i przyjętym harmonogramem. Rola tarana przypadła
pełnomocnikowi rządu RP ds. dywersyfikacji dostaw nośników energii. Zadanie
uniezależnienia polskiej gospodarki od monopolu dostaw węglowodorów, tj. ropy
naftowej i gazu ziemnego, z kierunku wschodniego zostało powierzone dr. Piotrowi
Naimskiemu w randze sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki. Na czele tego
resortu stanął Piotr Grzegorz Woźniak, były wiceprezes PGNiG, znany również z
tego, że razem z Piotrem Naimskim w latach 1997-2001, w okresie rządów premiera
Jerzego Buzka, doprowadził do zawarcia kontraktu norweskiego na dostawy do
Polski blisko 3 mld m sześc. gazu rocznie. Projekt ten został skutecznie
storpedowany po przejęciu władzy przez postkomunistów w 2001 roku. Wnioskiem z
bogatych doświadczeń, skutecznej jak na polskie warunki koordynacji projektów
energetycznych rozpoczętych przez PiS w latach 2005-2007, jest postulat
utworzenia Ministerstwa Energetyki jako realnego centrum zarządzania polityką
surowcową i infrastrukturalną w Polsce.
Dla śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz prezesa PiS, a potem premiera
Jarosława Kaczyńskiego kwestia zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego
Rzeczypospolitej stała się więc jednym z najważniejszych do zrealizowania
projektów państwowych. Plan ten zakładał, że możliwie jak najszybciej w Polsce
zostanie wybudowany terminal do odbioru gazu skroplonego (LNG – ang. Liquefied
Natural Gas). Będzie to pierwszy gazoport w regionie Morza Bałtyckiego i w tej
części Europy. Nie został on wybudowany do tej pory nawet na terenie Niemiec
uchodzących w Europie za lidera nowoczesnych rozwiązań energetycznych. Już na
etapie podejmowania decyzji słusznie założono, że budowa terminalu LNG stanie
się solą w oku rosyjskich interesów w Polsce, uruchamiając lawinę krytycznych
opinii tzw. ekspertów negujących publicznie sens uniezależnienia polskiej
gospodarki od "pewnych dostaw" od Gazpromu.
Decyzja o budowie gazoportu
Z historycznej perspektywy 5 lat nie sposób nie zauważyć, jak wielką
determinacją polityczną trzeba było się wykazać, aby skutecznie przeprowadzić
ten projekt i rozpocząć budowę gazoportu, który w pierwotnym założeniu musiał
zostać ukończony do czasu otwarcia pierwszej nitki gazociągu Nord Stream. Już
kilkanaście tygodni po objęciu władzy, 3 stycznia 2006 r., rząd PiS podjął
uchwałę zobowiązującą własną administrację do budowy terminalu LNG na polskim
Wybrzeżu. Kluczowym wydarzeniem w procesie pozyskania poparcia dla rozpoczęcia
tej gigantycznej inwestycji było posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego z 22
maja 2006 r. pod przewodnictwem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Przedmiotem
posiedzenia RBN było opracowanie zalecenia dotyczącego przygotowania warunków
przystąpienia do budowy terminalu oraz określenia jego lokalizacji i warunków
zawarcia kontraktów na dostawy surowca. Efektem kierunkowej decyzji prezydenta
Lecha Kaczyńskiego o konieczności budowy w Polsce terminalu LNG było przyjęcie
31 maja 2006 r. kolejnej rządowej uchwały zobowiązującej ministra gospodarki do
ustalenia warunków inwestycji, lokalizacji gazoportu oraz zawarcia kontraktów na
dostawę surowca. Tak więc w ciągu pierwszych 6 miesięcy rządów PiS została
podjęta jedna z najważniejszych inwestycyjnych decyzji ostatnich 20 lat w
Polsce. Wydarzenia z 2006 r. dowodzą, że determinacja urzędującego prezydenta
oraz rządu może w krótkim czasie doprowadzić do podjęcia konkretnej, arcyważnej
dla całego państwa decyzji. Nie sposób nie porównywać tamtych wydarzeń, mających
realny wpływ modernizacyjny i cywilizacyjny na sprawy polskie, z pustymi
działaniami obecnie urzędującego prezydenta, w których pierwsze skrzypce grają
najczęściej byli komunistyczni funkcjonariusze. Klamka zapadła i realne
przygotowania do budowy gazoportu ruszyły. Po tej decyzji już w grudniu 2006 r.
Zarząd PGNiG, które pierwotnie odpowiadało za tę inwestycję, podjął decyzję o
lokalizacji gazoportu w Świnoujściu. Warto podkreślić, że już w 2006 r.
rozpoczęły się intensywne rozmowy w sprawie kontraktu na dostawy gazu
skroplonego, zakończone już przez gabinet PO – PSL w formule długoterminowego
kontraktu z Qatargas na dostawy od 2014 r. około 1,5 mld m sześc. gazu rocznie.
Rząd PiS własną politykę dywersyfikacyjną w wymiarze strategicznym zapisał i
zostawił swoim następcom w przyjętym 22 marca 2007 r. rządowym dokumencie
"Polityka dla przemysłu gazu ziemnego w Polsce". Dokument ten, przygotowany
przez ministra gospodarki, jest rządową mapą drogi dywersyfikacji i porządkuje
kolejność realizacji projektów gazowych. W tej rządowej strategii sektorowej
zawarty jest realny scenariusz uniezależnienia Polski od rosyjskiego gazu. Z
punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego w obszarze gazu ziemnego
kluczowymi projektami są dwa infrastrukturalne projekty połączeń gazowych na
linii północ – południe. Polska, podobnie jak inne państwa Europy
Środkowo-Wschodniej, posiada infrastrukturę gazową zorientowaną na ahistorycznej
linii wschód – zachód. Pierwszym połączeniem na północ – południe będzie
gazoport w Świnoujściu, który umożliwi import gazu skroplonego od każdego
dostawcy surowca na świecie, czyli np. z Kataru, Algierii czy Egiptu. Drugim
projektem umożliwiającym import gazu z innego niż wschodni kierunku jest budowa
200-kilometrowego gazociągu Baltic Pipe na dnie Morza Bałtyckiego, łączącego
polski i duński system przesyłowy. Jedną z ostatnich decyzji gabinetu premiera
Kaczyńskiego, wydatnie wspierającą budowę terminalu LNG, była ta o budowie
dużego portu w Świnoujściu, nazywanego często przez ekspertów "drugą Gdynią", w
tym w szczególności falochronu osłonowego dla statków. Realizacja tej
niezależnej od budowy gazoportu inwestycji pozwoli w przyszłości na przyjmowanie
w Świnoujściu także statków o dużej wyporności, transportujących różne artykuły
z całego świata. Stąd kompletnie niezrozumiała jest inercja rządu PO – PSL,
który bezczynnie przygląda się budowie gazociągu Nord Stream blokującej
przyszłościowy rozwój polskiego portu. Niewkopanie na odpowiednią głębokość
gazociągu Nord Stream zablokowało możliwość rozbudowy polskich portów w
Szczecinie i Świnoujściu. Uchwałą Rady Ministrów z 20 września 2007 r.
ustanowiono Program Wieloletni na lata 2008-2011 pod nazwą "Budowa falochronu
osłonowego dla portu zewnętrznego w Świnoujściu", którego realizacja, wraz ze
środkami finansowymi, powierzona została Urzędowi Morskiemu w Szczecinie.
Zatrzymać budowę
Niestety, w listopadzie 2007 r. zmiana rządu na gabinet premiera Donalda Tuska,
popierany przez koalicję PO – PSL, spowodowała widoczną do dziś zmianę polityki
energetycznej Rzeczypospolitej, czyli powrót na jedynie słuszne tory współpracy
z Rosją. Wielki projekt uniezależnienia Polski od rosyjskich dostaw został
wstrzymany, a nowe władze PGNiG rozpoczęły forsowanie kolejnych połączeń na
linii wschód – zachód, wzmacniających surowcowe uzależnienie od importu
rosyjskiego gazu z kierunków zarówno wschodniego, jak i zachodniego.
Kontynuowanie budowy terminalu stanęło pod wielkim znakiem zapytania, a projekt
Baltic Pipe, podobnie jak za czasów premiera Leszka Millera z SLD, został
całkowicie zastopowany. Na szczęście po blisko roku opóźnień premier Tusk w
sierpniu 2008 r. podjął decyzję o kontynuowaniu budowy gazoportu, choć termin
jej zakończenia przesunął się z 2012 r. na 2014. Budowa terminalu odebrana
została torpedującemu projekt PGNiG i powierzona na szczęście kontrolowanej w
pełni przez Skarb Państwa spółce Gaz System, która zarządza 10 tys. km polskich
gazociągów. Gdyby nie twarda postawa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz PiS
projekt w 2008 r. zostałby pogrzebany. Zwolennicy terminalu doskonale zdawali
sobie sprawę z tego, że nie jest to walka o zwykłą inwestycję, ale jest to walka
o przedsięwzięcie, które zapewni Polsce suwerenność energetyczną w obszarze gazu
ziemnego, zmieniając polityczne uwarunkowania do szantażowania Polski przez
Kreml wstrzymaniem dostaw gazu ziemnego.
Terminal w Świnoujściu
Terminal regazyfikacji skroplonego gazu ziemnego zostanie zbudowany na 48 ha
terenów portowych prawobrzeżnej części Świnoujścia na wyspie Wolin. Terminal LNG
jest zespołem instalacji służących do rozładunku statków LNG, magazynowania gazu
skroplonego, regazyfikacji magazynowanego gazu oraz dostarczania surowca do
systemu przesyłu gazu ziemnego zarządzanego przez Gaz System SA. Instalacja do
rozładunku gazu skroplonego umożliwiać będzie rozładunek tankowców LNG typu
Q-Flex o pojemności do 216 tys. m sześciennych. Taki statek ma około 315 m
długości i aż 50 m szerokości. Po zakończeniu pierwszego etapu budowy w 2014 r.
za pośrednictwem gazoportu możliwy będzie import do 5 mld m sześc. gazu rocznie
i wybudowane zostaną 2 zbiorniki na gaz o pojemności 320 tys. m sześciennych.
Docelowo, w drugim etapie, gazoport zostanie rozbudowany. Roczna zdolność
regazyfikacyjna terminalu zwiększy się do 7,5 mld m sześc. rocznie, a zdolność
magazynowa do 480 tys. m sześciennych.
Jednakże realizacja tak dużego projektu dywersyfikacyjnego wymaga również
zapewnienia możliwości przesyłu importowanego gazu z polskiego Wybrzeża do
odbiorców w innych częściach kraju. Stąd modernizacyjny wymiar decyzji o budowie
pierwszego gazoportu w Polsce potwierdzony jest koniecznością rozbudowy całego
systemu do przesyłu gazu ziemnego w północno-zachodniej części kraju. Łączna
wartość inwestycji w rozbudowę systemu przesyłowego do roku 2014 wyniesie około
5 mld zł i poskutkuje wybudowaniem około 1000 km nowych gazociągów, z czego
około 200 km na obszarze Dolnego Śląska. Gaz ziemny z gazoportu będzie mógł być
przesłany na odcinkach Szczecin – Gdańsk, Szczecin – Lwówek oraz Gustorzyn –
Odolanów.
Koniec dostaw ze wschodu
Za sprawą łupkowej rewolucji w USA na tworzącym się powoli światowym rynku
gazowym widoczna jest nadpodaż gazu skroplonego, co jest bardzo dobrą
wiadomością dla Polski. Ceny gazu skroplonego we wrześniu dla odbiorców w
Hiszpanii wynosiły około 232 USD za 1000 m sześc., a dla odbiorców we Francji
323 USD. Tymczasem niemiecki Ruhrgas kupował w tym samym okresie rosyjski gaz za
340 USD, a francuski GDF Suez za 321 USD (źródło: Argus). Cena rosyjskiego gazu
kupowana przez Polskę jest nieznana, ale na pewno jest ona wyższa od cen, po
jakich surowiec od Gazpromu kupują spółki niemieckie i francuskie, o co najmniej
kilkanaście procent. Oczywisty jest więc wniosek, że cena gazu skroplonego jest
konkurencyjna dla polskiej gospodarki i daje nadzieję nie tylko na
uniezależnienie się od monopolu Gazpromu, ale przede wszystkim na stworzenie
realnej konkurencji cenowej pomiędzy różnymi dostawcami na polskim rynku
gazowym.
Inicjatorów budowy terminalu LNG z obecnym rządem różni jednak niestety
fundamentalna kwestia umiejscowienia tego projektu w systemie bezpieczeństwa
surowcowego Polski. Dla PiS terminal ma być projektem dywersyfikacyjnym dostawy
gazu ziemnego. Za jego pośrednictwem miałoby trafiać na polski rynek nawet 7,5
mld m sześc. gazu rocznie.
Uniezależnienie Polski od dostaw surowców energetycznych z kierunku wschodniego,
które wykorzystywane są przez Rosję do prowadzenia własnej gry w wymierze
geopolitycznym, jest jednak scenariuszem bardzo realnym. W perspektywie
kilkunastu lat gaz skroplony oraz gaz krajowy wydobywany ze złóż
niekonwencjonalnych może całkowicie zastąpić import drogiego rosyjskiego
surowca. Być może już dziś warto rozmawiać o budowie drugiego terminalu na
polskim Wybrzeżu, tak aby po 2022 r. całkowicie zrezygnować z zakupu drogiego
politycznego gazu z Rosji. Do tego potrzeba wizji i determinacji podobnej do tej
z okresu 2005-2007.
Janusz Kowalski
Autor był członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w Kancelarii
Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
