Noc listopadowa w Warszawie
Setki warszawiaków było świadkami historycznej inscenizacji "Nocy
Listopadowej", jaka odbyła się w sobotni wieczór w stolicy. W 180. rocznicę
wybuchu Powstania Listopadowego grupy rekonstrukcyjne odtworzyły przebieg
wydarzeń z nocy z 29 na 30 listopada. Punktem kulminacyjnym był szturm na
warszawski Arsenał.
Zdobycie Arsenału było jednym z najważniejszych wydarzeń w pierwszych godzinach
zrywu narodowego, jakim było Powstanie Listopadowe. Dzięki znajdującej się tam
broni następnego dnia powstańcy wraz z ludnością cywilną zdołali opanować
stolicę, a wielki książę Konstanty wycofał się z Warszawy.
W sobotnim szturmie na warszawski Arsenał i zdobyciu go przez polskie oddziały
wzięło udział 200 wykonawców z Polski, Litwy i Białorusi, w tym około 120
podchorążych i studentów cywilnych warszawskiej Wojskowej Akademii Technicznej.
W inscenizacji wykorzystano ówczesną broń palną i armaty. W sobotni wieczór
członkowie 18 grup rekonstrukcyjnych przemieścili się z placu Piłsudskiego pod
Zamek Królewski, na Rynek Starego Miasta, i ostatecznie pod Arsenał Warszawski.
Tam odtworzyli m.in. scenę zastrzelenia przez powstańców generała Stanisława
Potockiego oraz kontrataku wojsk rosyjskich z ulicy Nalewki. – Do grup
rekonstrukcyjnych przychodzą ludzie, którzy interesują się historią.
Uczestniczenie w tego typu przedsięwzięciach jak dzisiejsza mobilizuje nas do
bycia wiernymi tym ideałom, które przyświecały naszym poprzednikom – powiedział
w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" kpt. Waldemar Zubek z II Pułku Piechoty
Księstwa Warszawskiego. Inscenizacja wzbudziła żywy aplauz ze strony
zgromadzonych pod Arsenałem tłumów. – Jestem tu po raz drugi. Przede wszystkim
ze względu na dzieci, aby obejrzały to widowisko. Mam nadzieję, że zapamiętają
doniosłość tej chwili – tłumaczy Robert z Warszawy, ojciec dziewięcioletniego
Krzyśka i pięcioletniej Magdy.
Po zakończeniu inscenizacji przed Arsenałem odbył się przegląd pododdziałów
dokonany przez rektora komendanta Wojskowej Akademii Technicznej prof. Zygmunta
Mierczyka. – Powstanie Listopadowe upadło po blisko 11 miesiącach. Jednak zryw
polskich podchorążych i mieszkańców stolicy na trwałe zapisał się na chlubnych
kartach naszej historii. Podtrzymujmy tę tradycję – mówił do zgromadzonych na
placu przed Arsenałem żołnierzy prof. Mierczyk. Inscenizację poprzedził
uroczysty Apel przed Grobem Nieznanego Żołnierza z okazji Dnia Podchorążego, na
którym obecne były władze miejskie, przedstawiciele Ministerstwa Obrony
Narodowej oraz Wojskowej Akademii Technicznej. Apel zakończył się defiladą
oddziałów podchorążych WAT oraz grup rekonstrukcyjnych.
Sobotnie obchody 180. rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego rozpoczęła w
Warszawie konferencja popularno-naukowa pt. "180. rocznica wybuchu Powstania
Listopadowego" zorganizowana przez Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich i
Państwowe Muzeum Archeologiczne. Podczas konferencji prelegenci odnieśli się w
swoich referatach do zalążków listopadowego zrywu. Jak zaznaczyli, rozpoczęte w
noc 1830 roku powstanie narodowe było największym wysiłkiem zbrojnym w polskich
walkach wyzwoleńczych XIX wieku. W czasie jego trwania uzbrojono ponad 140 tys.
ludzi i przez ponad 10 miesięcy prowadzono walkę z największą potęgą militarną
Europy, odnosząc w niej przejściowe, lecz poważne sukcesy. Marcin Ochman z
Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie zauważył, iż Wojsko Królestwa Polskiego było
złożone w większości z żołnierzy urodzonych u schyłku epoki napoleońskiej, miało
na czele oficerów, którzy przeszli przez szlak bojowy u boku Napoleona, zaś
niemal wszyscy generałowie niegdyś byli żołnierzami Księstwa Warszawskiego, a
często jeszcze służyli pod rozkazami Kościuszki w 1794 roku i w Legionach
Polskich we Włoszech. Było to więc wojsko dowodzone przez oficerów praktyków. W
1830 roku Królestwo Polskie dysponowało armią doskonale wyszkoloną, pod wieloma
względami przewyższającą wojsko rosyjskie, barwną, kochaną przez społeczeństwo i
budzącą podziw podczas manewrów. Liczebnie armia ta nie była duża: składała się
z 27 tysięcy żołnierzy i 96 dział możliwych do wyprowadzenia w pole. Jan Boerner,
przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Woli, wskazał w swoim wystąpieniu na
konieczność odrestaurowania miejsc związanych z powstańczymi walkami, w tym
m.in. Reduty Wolskiej. – Obiekt ten na trwałe wpisał się w krajobraz Woli i
całej stolicy jako symbol walki z najeźdźcami. Wolski szaniec ma znaczenie
unikatowe. Wobec jego postępującej destrukcji konieczne jest podjęcie jak
najszybszych działań mających na celu jego rewitalizację – podkreślał Boerner.
Konieczne jest wyeksponowanie zabytku, uzupełnienie ubytków w wale, z
uczytelnieniem jego narysu i profilu oraz zachowaniem stanowisk strzeleckich z
1939 roku. Reduta Wolska jest unikalnym zabytkiem sztuki fortyfikacyjnej ze
względu na swoją wyjątkową formę, jako jedyne zachowane dzieło obronne z
Powstania Listopadowego, stanowi jedyny element nowożytnych fortyfikacji
Warszawy sprzed połowy XIX wieku. W ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat reduta
popadła w ruinę, co zaowocowało przede wszystkim dewastacją wału północnego. W
1831 r. stała się głównym szańcem wolskim oznaczonym numerem 56. Prace przy jego
budowie rozpoczęte w czerwcu trwały praktycznie do dnia szturmu wojsk
rosyjskich. W lipcu 1831 r. dowódcą mianowano Józefa Sowińskiego. Reduty broniło
ok. 1,3 tys. żołnierzy z 12 działami.
Anna Ambroziak
