„Polaków zawsze było stać na ofiary”
Rodzina, która daje życie, broni go i strzeże, to najpewniejsza ostoja pokoju
i bezpieczeństwa – człowieka, narodu, państwa. Polityka, ekonomia, choć bardzo
ważne, nie przesądzą nigdy o tym, czy Polska będzie istnieć. – Polska będzie
żyć, Polska będzie się rozwijać tylko dzięki rodzinie – mówił u progu III
Rzeczypospolitej ks. abp Kazimierz Majdański, profetyczny obrońca życia, twórca
pierwszego w świecie Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach.
Pierwszy raz w życiu miałam zostać przyjęta przez samego księdza biskupa!
Pytałam znajomych, jak należy się zwracać do takiego hierarchy, jak zachowywać,
by udało się nawiązać bezpośredni kontakt, i czy to w ogóle będzie możliwe. Na
dodatek mój pracodawca był bardzo oszczędny w wydatkach na delegacje
pracownicze, więc z tego powodu do Szczecina przyjechałam nocnym pociągiem. Nie
jest wtedy łatwo wyglądać elegancko, świeżo, odpowiednio reprezentacyjnie. Od
przyjazdu do spotkania w siedzibie biskupiej miałam parę godzin, poszłam więc na
spacer po tym pięknym mieście, by odpocząć po podróży, ale przede wszystkim by
wczuć się w klimat ulic, kościołów, budynków. Próbowałam wyobrażać sobie, jak
ten człowiek, tak straszliwie doświadczony przez oprawców niemieckich podczas II
wojny światowej, czuje się tutaj, tak blisko zachodniej granicy, wśród tych
domów.
Miałam nagrać wypowiedź ks. abp. Kazimierza Majdańskiego do cyklicznego
programu, jaki realizowałam wtedy dla Telewizji Polskiej, pt. "Raport o
zagrożeniach". Było to w roku 1991. Jak wiele było w nas nadziei, jakiejś
szaleńczej radości, że budujemy niemal na nowo ten polski świat, że budujemy
telewizję – naszą własną, odpowiadającą na wszelkie ważne potrzeby mentalne i
duchowe polskich widzów.
Tym razem kolejny odcinek programu miał być poświęcony demografii, jako że i ona
może być instrumentem strategii bezpieczeństwa narodowego. Może też demografia
stawać się instrumentem walki przeciwko dobru narodu, a więc być jednym ze
źródeł zagrożenia narodowego.
Wówczas w Polsce powstawało Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Wydawało się, że
najistotniejsze jest budzenie świadomości narodowej w widzach Telewizji
Polskiej, przybliżanie im wiedzy o tym, z czego składają się ich prawa i jak
sami mogliby wpływać na kształtowanie się ich poczucia bezpieczeństwa jako
obywateli wolnej Ojczyzny.
Okazało się, że Polacy, którzy od niedawna stali się podatnikami, nie mieli
wręcz pojęcia, na co i dokąd idą wypracowane przez nich pieniądze. Nie
wiedzieli, że podatki to kwoty, z których państwo ma zapewniać nam samym przede
wszystkim bezpieczeństwo. Między innymi właśnie z tych pieniędzy należy nam się
prawdziwa, polska armia, prawdziwa, dobrze wyposażona policja, prawdziwe
niezawisłe sądy… i prawo do życia w bezpiecznej rodzinie.
A kto lepiej mógł mi wówczas wyjaśnić, co to znaczy "bezpieczna rodzina", jak
nie jedyny tej klasy specjalista do spraw rodziny, ks. abp Kazimierz Majdański?
Krzyż z cierni
Stoję więc przed rezydencją biskupią w Szczecinie. Przyjeżdża ekipa lokalnego
programu Telewizji Polskiej. Dwóch zmęczonych panów w wytartych dżinsach,
sfatygowanych bluzach. Ja w sweterku z paczki od przyjaciół "Solidarności" z
zagranicy. Robi się nam wstyd, że tak marnie wyglądamy. Ale cóż robić,
wchodzimy.
W salonie-jadalni rozstawiamy kamerę, światła. Wchodzi ksiądz biskup. Pierwsze
wrażenia zapadają ponoć w pamięć na całe życie, mówi się, że i w serce.
Ordynariusz szczecińsko-kamieński jest dostojny, wzbudza szacunek. To ktoś, kto
wie tak wiele, kto już przemyślał prawdy Kościoła i wiary, zna tysiące ludzkich
sumień. Czuję się jak onieśmielone małe dziecko, jako filmowiec – po prostu
przerażona! I wtedy dostrzegam ten przekorny, a taki serdeczny, ciepły błysk
oczu hierarchy, ciepłe spojrzenie, jakby troskliwego ojca. I drugi "błysk"
zapamiętany do dziś – to niezwykły srebrny krzyż, spleciony jakby z cierni, z
drutów kolczastych. I przeszywająca igła współczucia w cierpieniu, to dobrze mi
znajome od dzieciństwa ukłucie, gdy mój własny tata rzucał urywanymi zdaniami,
tylko po skrawku, fragmenty najstraszliwszych swoich wspomnień z czasów II
wojny, z obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Takie samo mgnienie, gdy
spojrzałam na ten krzyż na piersi biskupa. Był w tym samym obozie, co mój
ojciec…
Przyklękamy, całujemy pierścień biskupi, prosimy, by ksiądz arcybiskup zasiadł w
fotelu. Jesteśmy gotowi do nagrania, by nie zabierać mu tak zapewne bezcennego
czasu.
– Tak, powiem ci, Aniu, telewidzom, Polakom, co może stanowić o tym, że wojny
już nie wrócą w naszej Polsce odzyskującej wolność, Polsce uczącej się wolności.
Jak tej wolności nie roztrwonić, nie przegapić, byśmy byli mocnym Narodem! –
głos księdza arcybiskupa stał się wtedy mocny, potężny mocą wiary, przekonań.
Hymn na cześć rodziny
Nie potrzebował notatek, karteczek, gdy kamera zaczęła nagrywać. Mówił bez
chwili wahania. Ta wypowiedź została nagrana w grudniu 1992 roku jako przesłanie
na kolejny, drugi rok wolności od totalitaryzmu komunistycznego w Polsce i jako
komentarz do programu o obronności, bezpieczeństwie narodowym RP.
Wyemitowana została jeden jedyny raz, przed Nowym Rokiem 1993, potem już nigdy
więcej i nigdzie nie była publikowana. Oto całkowity zapis wypowiedzi ks. abp.
Kazimierza Majdańskiego: "Tak bardzo wszystkich proszę, którzy mają wpływ na
dalsze losy Polski – a słyszymy teraz wiele o układach społecznych, i słusznie.
Słyszymy tak wiele o polityce, słusznie. Słyszymy tak wiele, bardzo wiele, o
ekonomii, słusznie. Bardzo słusznie. Trzeba wychodzić z biedy. Za mało słyszymy
o rodzinie! Polska będzie żyć, Polska będzie się rozwijać tylko dzięki rodzinie.
Inaczej? Tak, inaczej, ale patrzymy przecież w przyszłość z wielkim
chrześcijańskim optymizmem. Polaków zawsze było stać na największe ofiary w
obronie Ojczyzny. Teraz potrzebne są takie ofiary – nie walka wręcz, nie nawet
zbrojenia, nie nawet bohaterstwo powstańcze, teraz potrzebna [jest] ofiarność
polskich domów rodzinnych. Niech będzie poczucie bezpieczeństwa dla wszystkich.
Niech będzie poczucie bezpieczeństwa nade wszystko poprzez to zjawisko jedyne na
świecie – człowiek rodzi się i wychowuje do poczucia bezpieczeństwa w swoim
gnieździe rodzinnym. Rodzino! Nie musisz być bogata. Wiele rodzin bogatych jest
nieszczęśliwych. Choć wolno ci być bogatą. Rodzino! Nie musisz być słynna i
podróżować po całym świecie, Syn Boży podróżował jako wygnaniec, tylko jako
wygnaniec z Egiptu. Ale masz prawo być szczęśliwa jako środowisko miłości i
życia. Miłości, która wychowuje do miłości i do życia, które jest skarbem
nieocenionym.
Jest Nowy Rok, więc perspektywy otwierające się na naszą nową polską przyszłość.
Naszą polską przyszłość w rodzinie narodów Europy, w rodzinie narodów świata.
Życzymy gorąco, życzymy serdecznie, niech wszystkie narody zrozumieją, że są
dziećmi jednego Boga. Nowy Rok jest już tradycyjnie Światowym Dniem Pokoju. I
niech w Ojczyźnie będzie perspektywa pokoju dla wszystkich, od dziecka, które
się dopiero co poczęło, do starca, który niedługo odejdzie – odejdzie, gdy go
Pan Bóg zawoła. Niech będzie poczucie bezpieczeństwa dla wszystkich!".
Jeszcze niespełna dwa lata wcześniej nie do pomyślenia wydawało się, że będziemy
mogli w telewizji nagrywać i publikować takie wypowiedzi. I nikt za to mnie nie
będzie straszył wyrzuceniem z pracy czy zdejmowaniem programu z anteny…
Byliśmy wtedy naiwnie pewni, że skoro Polska jest "nasza", to i media w niej są
nasze. A serca Polaków tak lgnęły do dobra, do prostoty słów głoszących jedynie
prawdę…
Ofiarował dar przyjaźni
Po nagraniu zwijamy szybko kable, pakujemy kamerę, ale ksiądz arcybiskup
zatrzymuje nas gestem ręki. – Kochani, napracowaliśmy się, to należy nam się
wspólny obiad, jak w polskiej rodzinie. I ja, stary biskup, też jestem was
ciekaw, zapraszam do stołu i do rozmowy! – mówi.
Usiłujemy oponować. – Nie, skądże, nie jesteśmy przygotowani, odpowiednio ubrani
– tłumaczymy się gęsto. Ksiądz arcybiskup rozsuwa wielkie drzwi jadalni i naszym
oczom ukazuje się wykwintnie nakryty stół, ze śnieżnobiałym obrusem, porcelanowe
nakrycia. Czujemy, że nikt nas tak w pracy przedtem nie traktował.
Obiad. Nie zapamiętałam potraw, tyle że były zwyczajne, domowe, skromne, ale do
końca dni nie zapomnę rozmowy o Polsce, rodzinie polskiej. – Najważniejszy cel,
gdy odbudowujemy kraj politycznie, gospodarczo, to dać podstawę do prawdziwie
polskiej edukacji. Ucząc piękna języka, jednocześnie uczyć prawdy ojczystej
historii, przywracać w ten sposób poczucie godności narodowej, odbudowywać
mentalność Polaków, narodową mentalność. My jesteśmy kimś w Europie. Poprzez
kulturę, tradycję i myśl naszych ojców… – mówił ksiądz arcybiskup.
Chwila odpoczynku, czekamy na kawę. Spytałam o Sachsenhausen… I wtedy
popłynęły wspomnienia, te najboleśniejsze, gdy Polska, gdy życie było
najbardziej wyśnionym pragnieniem polskich duchownych, których setki uwięziono w
straszliwym obozie. Wspomnienia o pojmaniu młodego alumna wraz z innymi
seminarzystami z Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku, o ich aresztowaniu
przez gestapo 7 listopada 1939 roku. Przeszli przez piekło obozów Sachsenhausen
i Dachau, a kleryk Majdański poddany został straszliwym eksperymentom
pseudomedycznym.
Ksiądz arcybiskup pytał o mego tatę wywiezionego z płonącej Warszawy do
Sachsenhausen – cudem ocalony wspominał straszliwy moment, gdy kapo znalazł
zdjęcie mojej mamy, ukryte przez ojca w zasuszonej kromce chleba obozowego.
Wywleczono go, młodego męża i ojca, na dziedziniec za blokiem i tam Niemcy bili
go, kopali za to jedno malutkie zdjęcie. Jedno jedyne, które tacie pozostało z
całego dobytku i rodziny tak niedawno założonej. Gdy bity upadł w błoto,
chodzili po nim w buciorach – po całym ciele, po głowie, aż wkopali go w błoto,
wraz z resztkami chleba i zdjęcia żony. Cudem przeżył, Bóg go ocalił.
Od tego spotkania zaczęła się ta wyjątkowa przyjaźń, ten najserdeczniejszy
kontakt biskupa, byłego więźnia najcięższych obozów koncentracyjnych, i
urodzonej sporo po wojnie córki współwięźnia, córki "obozowego ojca". Jak nie
dziękować za taki dar przyjaźni!
Po nagraniu, późnym wieczorem, wracając do Warszawy, znowu nocnym zatłoczonym
pociągiem, wśród zmęczonych podróżnych, fetoru brudnego, starego wagonu,
myślałam o każdym słowie biskupa. Zachowam na zawsze jego obraz – mędrca jak z
dawnego malarstwa renesansu, pełnego godności, o srebrnych włosach,
przepaścistych oczach, co widziały na ziemi już wszystko, od apogeum dobra po
apogeum ludzkiego zła.
Mój duchowy Ojciec
Ksiądz arcybiskup Kazimierz Majdański święcenia kapłańskie przyjął w 1945 roku w
Paryżu, studia doktoranckie z teologii moralnej ukończył we Fryburgu, w
Szwajcarii. W 1949 roku został wikariuszem w parafii katedralnej we Włocławku,
potem wykładowcą, wicerektorem Wyższego Seminarium Duchownego w tym mieście.
Sakrę biskupią przyjął z rąk ks. kard. Stefana Wyszyńskiego w 1963 roku. W 1979
roku został ordynariuszem diecezji szczecińsko-kamieńskiej, założył w Szczecinie
Wyższe Seminarium Duchowne (1981 r.), powołał Instytut Świecki Życia
Konsekrowanego Świętej Rodziny (1986 r.). Wielki przyjaciel i orędownik Jana
Pawła II. Ogromnie zasłużony dla pojednania polsko-niemieckiego – w 1991 roku
otrzymał najwyższe odznaczenie niemieckie przyznawane za granicą: Wielki Krzyż
Zasługi z Gwiazdą, za wkład w dzieło pojednania między Narodem Polskim i
niemieckim. 25 marca 1992 roku Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł ks. bp.
Majdańskiego do godności arcybiskupiej. Trudno choćby w skrócie zasygnalizować
jego wszystkie dokonania, tak wiele ich było: odznaczeń, pracy wychowawczej,
wykładów, publikacji, badań naukowych, organizacji sympozjów, konferencji
naukowych, książek.
– W każdym dniu cudem ocalonego życia spłacam dług wobec Pana Boga, który ocalił
mnie, szkielet ludzki, z obozu. W każdym dniu dziękuję św. Józefowi za to
cudowne ocalenie. Nie da się po ludzku wytłumaczyć, jak mogłem przeżyć ten
potworny głód, poniżenia, cierpienia fizyczne, choroby i wyjść stamtąd o
własnych, choć tak wątłych, siłach na wolność – ks. abp Majdański opowiadał mi
potem wiele razy, już w podwarszawskich Łomiankach, w siedzibie dzieła jego
życia – Instytutu Studiów nad Rodziną.
Ze Szczecina przeniósł się pod Warszawę. Gdy była okazja, przyjeżdżałam. Rzadko,
by nie nadużywać jego czasu. – Sądziliśmy, że zapomniałaś o nas, że tam, w
telewizji, to ciekawszy czas – trochę mi docinał.
Może to było w 1993 roku, gdy otrzymałam pierwszy i jedyny dyplom przyznany
cywilowi, kobiecie, w Akademii Obrony Narodowej, na Podyplomowym Studium
Operacyjno-Strategicznym. Widziałam wyraźną dumę w oczach księdza arcybiskupa,
gdy mu o tym opowiadałam, chwaliłam się wyjątkową odznaką, jaka przysługiwała
dotąd jedynie najwyższym dowódcom Wojska Polskiego, generałom dyplomowanym, a tu
– mogę ją nosić i ja, dziennikarka. Jaki był dumny ze mnie… Wtedy powiedział:
– Mów do mnie nie tak oficjalnie, mów do mnie – Ojcze… Tę chwilę pamiętam,
jakbym otrzymała kolejny unikatowy dyplom, pasowanie na członka polskiej
rodziny.
Różaniec na drogę
Zwierzchnictwo NATO zaprosiło mnie do Waszyngtonu i bazy morskiej w Norfolk na
specjalny kurs dla dziennikarzy specjalizujących się w problematyce strategii
bezpieczeństwa narodowego, prognozowaniu zagrożeń. Ogarnęły mnie obawy, czy
sprostam temu wyzwaniu w gronie czołowych dziennikarzy wielkich mediów z Europy,
pierwszy raz w USA, kto wie, może wśród obcych wywiadów. Przed decyzją
pojechałam do Ojca po radę. Czekał, nie ukrywał emocji. – Jedź, koniecznie,
niczego się nie obawiaj, kieruj się rozeznaniem dobra i zła. Kieruj się
interesami naszej Ojczyzny, jak i całej polskiej rodziny. Zdobywaj wiedzę,
pracujesz przecież dla polskich widzów, im nic tak nie trzeba, jak rzetelnej
wiedzy, prawdy o świecie i o nich samych w tym świecie. Każdy dzień odzyskanej
wolności przekuwajmy w budowanie mocnej Polski – zachęcał.
Przez wiele godzin rozmawialiśmy o prognozowaniu zagrożeń bezpieczeństwa Polski
do roku 2015, w jakich uczestniczyłam kiedyś w Akademii Obrony Narodowej.
Streszczałam Ojcu referat, który miał być obowiązkowy w Białym Domu, w ramach
ćwiczeń zaplanowanych przez zapraszające mnie NATO. Gdy miałam wychodzić, była
już późna noc. Ksiądz arcybiskup kazał mi jeszcze poczekać. Poszedł wolnym
krokiem człowieka udręczonego chorobami do sypialni obok. Widziałam przez
uchylone drzwi, jak po omacku czegoś szuka na szafce stojącej przy łóżku.
Znalazł, pochylił się, ucałował w skupieniu modlitewnym i wrócił do mnie, by dać
mi na drogę własny, omodlony przez lata różaniec. – Aniu, to ci da moc wśród
ludzi, w całym świecie, i tam, w NATO. Ja ci tym błogosławię. Amen – powiedział.
Bramy wolności
Wiele godzin rozmawialiśmy bez żadnych świadków. Oczywiste, że o moim tacie,
udręczonym obozowymi wspomnieniami, które w nim tkwiły aż do śmierci, ale też o
tym, jak zachować uczciwość zawodową w dziennikarstwie. O tym, jak odbudowywać
narodową godność pracą dziennikarską, filmową. Najczęściej jednak rozmawialiśmy
o rodzinie, szczególnie polskiej. To była główna misja, posłannictwo Ojca –
odrodzenie współczesnej rodziny. Zastanawialiśmy się też, jak przemienić
straszliwe wspomnienia męki i cierpienia, ból zadany człowiekowi przez ludzi, w
dobro, w służbę ludziom. Obozowy współbrat księdza arcybiskupa, o. Marian
Żelazek, werbista, który po ocaleniu wyruszył na misje i tam, w Indiach,
ofiarował całe swoje życie najbiedniejszym z biednych, trędowatym, odwiedzał
Ojca w Łomiankach. Obaj wspominali najpiękniejszy dzień ich życia – 29 kwietnia
1945 roku, gdy otwarto szlaban obozu w Dachau i wyszli na wolność. – Z naszych
piersi wyrwał się krzyk: wolność!, wolność! Upadliśmy na zieloną trawę, nad nami
rozpostarło się niebo błękitne, i już tylko Bóg… – tak opisywał te chwile
Ojciec.
Przygotowując ten artykuł, zdałam sobie nagle sprawę, że tyle jest dziwnych
zbieżności miejsc i dat w wielu życiorysach byłych więźniów Sachsenhausen i
Dachau. Ksiądz arcybiskup Kazimierz Majdański i o. Marian Żelazek tego samego
dnia, jednocześnie, przekroczyli bramę obozu, odzyskując wolność. Obaj odeszli
do Pana też tego samego dnia, z różnicą jednego roku: ksiądz arcybiskup zmarł 29
kwietnia 2007 roku, o. Marian 30 kwietnia (rano, czasu indyjskiego, gdy w Polsce
kończył się 29 kwietnia) 2006 roku. Jakby znowu obaj przekroczyli tę samą bramę
– ku wolności ostatecznej!
To nie ma znaczenia, że pierwszy wywiad nagrany w 1992 roku z ks. abp.
Majdańskim kierował się ku życzeniom noworocznym. Jakże aktualny jest dziś, o
każdej porze dramatycznego dla Polski roku 2010. "Polaków zawsze było stać na
największe ofiary w obronie Ojczyzny! Tak bardzo wszystkich proszę, tych, którzy
mają wpływ na dalsze losy Polski. Za mało słyszymy o rodzinie! Niech będzie
poczucie bezpieczeństwa!".
Anna T. Pietraszek
