Wykładnia prokuratury jest z sufitu
Wiąże nas stanowisko prokuratury rosyjskiej o unieważnieniu zeznań
kontrolerów lotu ze smoleńskiego lotniska – poinformował wczoraj
prokurator Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w
Warszawie. Stanowiska tego nie podzielają pełnomocnicy rodzin ofiar,
stwierdzając, że jest to błędne wnioskowanie, a cała sytuacja podważa
zaufanie do rosyjskich śledczych.
Pułkownik Ireneusz Szeląg z Wojskowej Prokuratury Okręgowej
prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy rządowego Tu-154M pod
Smoleńskiem poinformował, że na mocy międzynarodowych regulacji, aby
uznać dane zeznania za dowód w sprawie, muszą być spełnione przesłanki
zgodności zarówno z rosyjskim, jak i z polskim porządkiem prawnym.
Dlatego też, jak podkreślił prokurator, decyzja prokuratury rosyjskiej
uznająca przesłuchania kontrolerów za niedopuszczalne skutkuje tym, że
utracony zostaje jeden z koniecznych warunków dopuszczenia tego dowodu w
śledztwie polskim. W konsekwencji stanowisko strony rosyjskiej jest
wiążące w polskim śledztwie. Opinii prokuratury nie podzielają
pełnomocnicy rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. – Przepisy, na które
powołał się płk Szeląg, nie mają zastosowania do tych protokołów –
podkreśla mecenas Piotr Pszczółkowski. Prawnik wskazuje, że polski
kodeks postępowania karnego nie precyzuje sytuacji, kiedy protokół
przesłuchania można uznać za nieważny. – Nawet gdyby Rosjanie uznali go
za nieważny, to w Polsce żaden protokół, w którym byłby błąd co do daty
czy do godziny przesłuchania, przez żaden sąd nie zostałby anulowany.
Wykładnia prokuratury jest z sufitu – ocenia adwokat. Rosjanie już
zdążyli przysłać nowe, "poprawione" zeznania Pawła Plusnina i Wiktora
Ryżenki. Nie ma już w nich mowy o podawaniu załodze polskiego samolotu
nieprawdziwych informacji o warunkach pogodowych, a w budynku kontroli
lotów nie było trzeciej osoby. Szeląg nie chce komentować tych
informacji. Inny pełnomocnik rodzin ofiar mecenas Bartosz Kownacki
podkreśla, że unieważnienie zeznań rodzi pytanie, dlaczego tak się
stało. – Prokuratura powinna zbadać, dlaczego Rosjanie żądają
unieważnienia, czy nie jest to pretekst do przedstawienia nowych zeznań
– mówi mecenas. – Ta decyzja Rosjan powinna być oceniana pod kątem
innego czynu – kontynuuje. – Być może mamy tutaj do czynienia z
fałszowaniem dokumentów – dodaje. Kownacki podkreśla, że cała ta
sytuacja źle świadczy o rosyjskich śledczych i podważa ich wiarygodność.
– Wśród protokołów przesłuchań świadków, które zostały unieważnione, nie
ma protokołu przesłuchania, które było prowadzone w mojej obecności –
mówi. Pułkownik Szeląg podkreśla, że te protokoły pozostaną co prawda w
aktach sprawy, ale nie będą brane pod uwagę przy wyciąganiu wniosków w
postępowaniu. Zaznacza, że nie uczestniczył w unieważnionych
przesłuchaniach. – Niemniej jednak zwróciliśmy się do prokuratury
rosyjskiej o wyjaśnienie tych stwierdzonych przez nich nieprawidłowości
lub nierzetelności w pierwszych zeznaniach. Poza tym uważamy, że
wszystkie osoby, jakie przebywały na terenie wieży kontrolnej, muszą być
ponownie przesłuchane, i to z udziałem polskiego prokuratora. Liczba
pytań cały czas się konkretyzuje – powiedział prokurator Ireneusz
Szeląg. Prokuratura poinformowała także, że uszkodzenia ciał pierwszego
i drugiego pilota wskazują, że w momencie katastrofy Tu-154M siedzieli
oni na swych miejscach. Nie ma więc podstaw do spekulacji, że osoba
trzecia zajmowała ich fotele. – Biegli uznali, że wyniki badań
upoważniły ich do wydania stwierdzenia, iż uszkodzenia ciał członków
załogi pozwalają stwierdzić, że są to cechy charakterystyczne dla osób,
które zasiadały w fotelu I i II pilota – powiedział płk Szeląg. Eksperci
ustalili, że w momencie zderzenia z ziemią pierwszy i drugi pilot
siedzieli na swoich miejscach, ręce mieli na sterach, a nogi oparte na
pedałach orczyka sterowania. Obecne głównie w mediach (TVN 24)
spekulacje zawierały informację, że za sterami samolotu w momencie
katastrofy mógł siedzieć gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych
RP. Podsycane one były informacjami wypływającymi z moskiewskiego
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, że głos generała słyszany jest w
zapisach rejestratorów w kabinie samolotu. – Z oglądu materiałów na
dzień dzisiejszy mamy prawo przypuszczać, że nie wszystkie ekspertyzy
dotyczące przeprowadzonych sekcji zwłok lub fragmentów ciał ofiar są w
posiadaniu polskiej prokuratury – stwierdza prokuratura wojskowa.
Prokuratorzy oceniają, że jest przygotowany materiał, który można
udostępnić stronom, dotyczący 23 ofiar katastrofy. – Chodzi nam o to,
żeby nie było żadnych wątpliwości, że jeżeli udostępniamy opinię
sądowo-lekarską, żeby to był na pewno protokół dotyczący danej ofiary –
zaznacza Szeląg. Prokurator podkreśla, że nadesłane ekspertyzy są bardzo
szczegółowymi materiałami. – Prokuratura nie widzi żadnego odchylenia od
standardów, takich, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, ani od takich,
jakich byśmy oczekiwali – powiedział Szeląg. Szef Wojskowej Prokuratury
Okręgowej stwierdził, że nie jest w stanie wiążąco określić liczby
ofiar, w przypadku których brakuje ekspertyz sądowo-medycznych. Być może
odpowiedź na to pytanie umożliwią ostatnio otrzymane tłumaczone
materiały, które przyszły z prokuratury rosyjskiej w pierwszej połowie
listopada. Prokuratura wojskowa poinformowała, że do chwili obecnej
wpłynęły do niej trzy wnioski dotyczące ekshumacji dwóch ofiar
smoleńskiej katastrofy. Mają one być rozpatrzone po analizie nadesłanych
z Rosji dokumentów dotyczących opinii sądowo-medycznych i sekcji zwłok.
Prokuratura poinformowała również, że wśród przesłuchanych ostatnio
świadków jest dwóch funkcjonariuszy BOR, którzy byli na lotnisku w
Smoleńsku, gdy katastrofie uległ samolot Tu-154. – Mamy dowody na to, że
byli oni obecni fizycznie w czasie planowanego lądowania na lotnisku –
przyznał Szeląg, dodając, że byli to funkcjonariusze BOR z ambasady w
Moskwie. – Nie mieli za zadanie udziału w czynnościach ochronnych –
dodał i zaznaczył, że oczywiście gdyby zaszła taka potrzeba, pełniliby
normalnie takie funkcje. Jeszcze kilka tygodni temu płk Szeląg firmował
własnym nazwiskiem zapewnienie, że żaden z oficerów BOR nie był obecny
na płycie lotniska 10 kwietnia w momencie planowanego lądowania
polskiego tupolewa.
Zenon Baranowski
