Trzy lata propagandy

Niedotrzymane obietnice, przeciąganie rozwiązywania najtrudniejszych
problemów, zadłużanie kraju, afery w rządzie i partii rządzącej – po takim
bilansie trzyletniego sprawowania władzy każdy rząd musiałby zadrżeć w posadach,
mierząc się z poważną krytyką. Ekipa Donalda Tuska zdaje się jednak miewać
bardzo dobrze, najlepsze oceny zbierając za opanowanie propagandy i umiejętność
odwracania uwagi od rzeczy istotnych. Nie byłoby to jednak możliwe bez pomocy
największych mediów komercyjnych w kraju, które w służbie partii rządzącej od
trzech lat zajmują się przede wszystkim rozliczaniem nie sprawujących władzę,
lecz największej partii opozycyjnej.

Przed blisko trzema laty premier Donald Tusk rozpoczął od długiego i nudnego
exposé w Sejmie. Wśród słów, którymi szef rządu zmierzał wtedy do
zahipnotyzowania słuchaczy – a być może wielu z tej hipnozy nie może od trzech
lat się przebudzić – padło jak w każdym exposé wiele obietnic wyznaczających
kierunek działań nowego rządu. Usłyszeliśmy między innymi, jaka zasada będzie
przyświecać rządowi przy prowadzeniu polityki finansowej. – Naczelną zasadą
polityki finansowej mojego rządu będzie stopniowe obniżanie podatków i innych
danin publicznych. Dotyczy to i musi to dotyczyć wszystkich: i tych mniej
zamożnych, i tych bogatszych. Wszyscy mają prawo do tego, aby państwo przyjęło
wreszcie kierunek na obniżanie podatków i danin publicznych. Będziemy prowadzili
tę politykę rozważnie, to musi być rozważny marsz, ale chcę, aby był to marsz
zawsze w jednym kierunku, zawsze w kierunku niższych podatków – mówił przed
Sejmem premier Donald Tusk. Deklaracja szefa rządu dziwić nie mogła. Platforma
Obywatelska, będąc w opozycji, stworzyła bowiem obraz partii opowiadającej się
za redukcją podatków. Można by powiedzieć, że na deklaracjach polityków, jak to
często bywa, się skończyło, a jednak nie. Wręcz przeciwnie. Choć kierunek zmian
w podatkach miał być jeden – w dół, to w już przedłożonym przez rząd budżecie
państwa założona została uwzględniona podwyżka podatku VAT. Podatek, który
zawarty jest w cenie towarów i usług, także tych pierwszej potrzeby, spowoduje
wzrost cen m.in. energii, transportu, żywności, które najboleśniej odczują
najmniej zarabiający, emeryci i renciści. Co mogło spowodować, iż rząd, który
ustami premiera deklarował, że będzie podatki tylko obniżał, sięga do kieszeni
obywateli? Przy tej okazji padają często uwagi o dotkliwości światowego kryzysu
finansowego. Wielu jednak wciąż ma przed oczami tę mapę Europy za plecami Tuska,
na której tylko Polska zaznaczona została na zielono, jak oaza spokoju na
oceanie kryzysu. A oficjalna propaganda rządu wciąż głosi, iż Polska z kryzysem
finansowym znakomicie sobie poradziła. Dokonując wczoraj krótkiego podsumowania
trzech lat pracy swojego rządu, premier powtórzył zresztą, że przez kryzysowy
czas przeszliśmy suchą stopą. Donald Tusk zapowiedział także w exposé : "musimy
zapewnić wzrost płac pracownikom sektora publicznego". Dziś to hasło chyba już
nie obowiązuje. Rząd w przyszłorocznym budżecie zamroził bowiem płace
budżetówki, a to samorządy będą musiały wygospodarować pieniądze na zakładaną
podwyżkę dla nauczycieli. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Oficjalna propaganda jedno, rzeczywistość drugie. Przez trzy lata rząd Donalda
Tuska przyzwyczaił nas bowiem, że znakomicie radzi sobie z odkładaniem
rozwiązywania problemów i spraw trudnych z roku na rok. A przy tym ekipa
rządząca znakomicie posługuje się propagandą. Choć Polska pod rządami Donalda
Tuska ma się ponoć świetnie, a szef rządu chwali się wysokimi słupkami poparcia
w sondażach, to – jak wyliczają niektórzy specjaliści – zadłużenie kraju rośnie
aż o 150 mln zł dziennie. Minister finansów Jacek Rostowski sprawia wrażenie, że
woli sięgać do kieszeni obywateli, doprowadzając do wzrostu cen energii, gazu i
artykułów pierwszej potrzeby, jak również zaczepiać z trybuny sejmowej polityków
opozycji, niż przygotować reformę finansów publicznych. Dzięki rządowej
propagandzie tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego dowiadywaliśmy się,
że już prawie jest inwestor, który dzięki staraniom rządu uratuje przed upadkiem
polski przemysł stoczniowy. Po wyborach okazało się jednak, że żadnego inwestora
nigdy nie było. Innym razem propaganda każe głosić, że budżet państwa –
wychwalany przez ministra finansów i polityków Platformy, a jednocześnie
krytykowany przez opozycję za nieprzystawanie do rzeczywistości – jest wręcz
doskonały, choć w połowie roku potrzebował nowelizacji, w wyniku której dokonano
cięć na miliardy złotych. Nawet jednak operację cięć wydatków propaganda
rządzącej ekipy próbowała przekuć w sukces, pokazując naradzających się z
ministrami premiera Tuska i ministra Rostowskiego bohatersko ratujących Polskę
przed własnym budżetem. Rządzący znakomicie też opanowali metody odwracania uwagi
od najistotniejszych problemów. Co jakiś czas jesteśmy świadkami spektakularnych
akcji propagandowych. Tygodniami opinię publiczną absorbowała walka premiera
Tuska z hazardem czy ostatnio – z dopalaczami. Znakomicie w roli "odwracaczy
uwagi" sprawdziły się także komisje śledcze, przekształcane przez rządzącą
Platformę w kabarety. Jedna hazardowa – tuszująca aferę w Platformie
Obywatelskiej, i druga, która od trzech lat przesłuchuje polityków opozycji i
nie potrafi znaleźć – co ma do zbadania – nielegalnych nacisków poprzedniej
ekipy na służby. Podsumowując trzy lata swojego rządu, premier Donald Tusk do
sukcesów, oprócz pomalowania Polski na mapie na zielono, a reszty na czerwono,
zaliczył głównie inwestycje infrastrukturalne: budowę dróg, modernizację dworców
kolejowych i kolei, lotnisk, budowę przedszkoli. Za sukces własnej ekipy uznał
również rozpoczęcie budowy armii zawodowej oraz fakt, iż udało się doprowadzić
do objęcia przez Polaka stanowiska przewodniczącego Parlamentu Europejskiego
oraz unijnego komisarza do spraw budżetu, jak również "budowę pozycji Polski na
arenie międzynarodowej". Niezależnie od tego, jak premier dla uzyskania wysokich
słupków popularności w sondażach dobrze radzi sobie z przekonywaniem Polaków, że
sytuacja w kraju jest inna niż w rzeczywistości – to postawa zaprezentowana
przez Donalda Tuska w sytuacji, gdy ginie tragicznie polski prezydent, najwyżsi
wojskowi dowódcy, szefowie wysokich urzędów, nie predestynuje przewodniczącego
Platformy do zajmowania stanowiska szefa rządu w jakimkolwiek kraju.
 

Artur Kowalski

drukuj